MELINA
(na
pusta scenę wtacza się butelka, za nim na czworaka wchodzi , bierze butelkę,
sprawdza, widzi, że pusta, grzebie na wpół schowany w kulisach, wyciąga
butelkę z „Mr Muscle”z rozpylaczem. Patrzy przez chwilę badawczo, otwiera
usta, psika , smakuje, jest średnio zadowolony. Odkręca "spust" a
rurkę wyciąga i zaczyna pić przez nią, wychyla się za kulisy i wyciąga
szklankę z herbatą stamtąd plasterek cytryny wkłada na brzeg butelki. Pije i
jest zadowolony)
Józwa
- Danka ! Śniadanie!
Danka
- (rozczochrana i rozmazana wnosi butelkę karton mleka
i popielniczkę)
Józwa-
(bierze peta z popielniczki i zapala) A mleko po
co?
Danka-
Jest zimne, stało w lodówce (przykłada sobie kartonik do głowy, Józwa
częstuje ją papierosem)- Nie! Głowa mnie boli,
normalnie czuję się jakby mnie ktoś kopnął w głowę.
Marian-
(wchodzi utykając i rozcierając sobie nogę, z upitą butelką wódki )Ale
w coś kopłem! Nic nie pamiętam.
(puk,
puk, puk)
Józwa-
Kto to?
Danka-
Może Jurek?
Marian-
Nie, Jurek śpi w wannie.
Józwa-
To może Kazik?
Marian-
Też śpi w wannie.
Józwa-
Andzia też w wannie?
Marian-
Nie sturlała się pod zlew.
Danka-
No to kto?
(zza
kulis!) – Policja!
Danka-
Masz ci los, tak ciasno, a tu jeszcze policja się
pcha.
Marian-
Zajęte!
Policjant-Otwierać
kurza melodia!
Danka-
Ostry jest, Lepiej otwórz.
Marian- Otwarte.
Policjant-
(wchodząc) No proszę! Co za melina!
Marian-
Panie władzo, proszę mnie aresztować ja już dłużej nie mogę.
Policjant-
A co? Macie problem z alkoholem?
Józwa-
Z alkoholem nie, tylko z pieniędzmi.
Policjant-
Hm.To mieszkanie Józefa Kądzieły? Który to?
Marian-
(półprzytomny) Ja.
Policjant-
Dokumenty.
Marian-
(daje dowód osobisty)
Policjant-
Obywatel nie jest Józef Kądzieła, obywatel jest Marian Kalipczok.
Marian-
(patrzy w dowód osobisty) O, faktycznie. Sorry.
Józwa
– (patrząc w swój dowód osobisty, przecierając zdjęcie chuchając na
nie) To chyba ja jestem.
Policjant- A
obywatelka to kto?
Danka-
Danka, koleżanka, Józka, tzn. konkubina.
Policjant-
(zapisuje) Danuta Konkubina. Z domu?(wskazując na publiczność)
Danka-
Nie. Z bloku.
Policjant-
A Ci to kto? ( wskazuje na publiczność)
Józwa-
Prawdę mówiąc to nie wiem. Obudziłem się z kacem, patrzę a oni są i się
patrzą...
Marian-
To tak jak poznałeś Dankę. Obudziłeś się a Ona już była.
Danka-
O przepraszam, ja się nie patrzyłam.
Policjant-
Obywatele, są skargi, że co jakiś czas słychać
w tym mieszkaniu śmiechy i oklaski. Sąsiedzi się skarżą bo nie mogą sobie
posiedzieć w spokoju i zadumie
Marian-
Ale my tu spokój kultura etc ...Panie
milicjancie....
Józwa-
Marian nie prowokuj...
Marian-
O przepraszam Panie policjancie. Józek ma imieniny, to trzeba to jakoś uczcić.
Policjant-
Zaraz, ale Józefa było w zeszłym tygodniu.
Marian-
(pauza, skupione spojrzenie, z lekkim zdumieniem) Ale nam zeszło.
Józwa-
Przy dobrej zabawie to i czas szybko leci.
Marian-
Ale my cichutko. To oni Panie milicjancie...(pokazuje na publiczność)
Józwa-
Marian nie prowokuj.
Marian-
O przepraszam, Panie Policjancie.
Józwa-
Śmieją się, hałasują. Głowa pęka. Niech Pan ich aresztuje i sobie idzie.
Policjant-
Spokój! Policja wie co robić.
Józwa,
Marian, Danka- Ha, ha, ha...
Policjant-Spokój!
( podchodzi do widza ) Dobry Wieczór. Co
obywatel(ka) robi w mieszkaniu Józefa Kądzieły? Nazwisko? Gdzie obywatelka
pracuje?
Ci
pozostali to krewni? Koledzy z pracy? Nie? Zawsze się obywatelka szlaja po mieście
z taką wielką grupą nieznajomych? Był(a) karana? A w dzieciństwie? Czy
obywatelka spożywała alkohol? Proszę nadmuchać balonik
(daje balonik do dmuchania*) Proszę wypuścić balonik.
(wypuszcza -balon lata a policjant wącha ulatujące z niego powietrze) Półtora
promila! Obywatelko, jesteście aresztowana. (chwyta za telefon,
rzuca okiem na całą publiczność i mówi konspiracyjnie do telefonu) Czy
my mamy na posterunku autobus, tak ze trzy autobusy. Mamy ! Jesteście wszyscy
aresztowani. ( do telefonu ) To przysyłajcie. No mówiliście ze mamy.
Aaaa, mówiliście że nie mamy. ( do publiczności ) Obywatele i
obywatelki, tym razem się upiekło ale następnym razem będzie zakalec.
Rozumiecie upiekło się - nie upiekło się, mokre ciasto. (wraca na scenę)
Marian- (trzyma
upitą butelkę wódki i podaje ręce policjantowi do założenia kajdanek)
Panie
policjancie, proszę mnie aresztować ja już dłużej nie mogę...
Policjant-
(bierze butelkę od Mariana i wypija wódkę do końca, co trochę trwa)
Na razie
tylko tyle mogę dla Pana zrobić
( salutuje i wychodzi )
Koniec
Autor:
Dariusz ”Kamol” Kamys
WYWIADÓWKA
osoby: Matka, Ojciec, Syn
(Matka,
i Syn wchodzą)
Matka
- I co synku jak tam w szkole
Syn
- Cool.
Matka-
A jak tam na chemii?
Syn-
Cool.
Ojciec
- (wchodzi podminowany)
Matka
- A coś ty taki…co się stało?
Ojciec
- Co się stało? Byłem na wywiadówce.
Syn
- (ucieka)
Ojciec
- Wracaj! Wracaj, no co nie chcesz wiedzieć jakie masz
stopnie tumanie!
Syn
- A co? Coś nie cool?
Ojciec-
Cool-wa!
Matka
- Zbyszku, spokojnie.
Ojciec
- Jestem spokojny, teraz to ja jestem bardzo spokojny,
bo droga ze szkoły zajęła mi pół godziny i po drodze wszystkie śmietniki
powywracałem.
Matka
- No i jakie ma stopnie nasz Marcinek?
Ojciec
- Chyba twój! Bo to nie może być mój syn!
Matka
- Źle siebie oceniasz. Spokojnie.
Ojciec
- fizyka: 3= Dobra rozumiem. Niuton - Sruton, dobra
ujdzie.
Rosyjski:
3- wot guljali pa Maskwie, ujdzie.
Chemia:
3= Tablica …no dobra.
Ale
język polski : 2 Nie rozumiem. Synu, co ty robisz na lekcji polskiego?
Syn
- Smsuje jak wszyscy
Ojciec
- Bo jak ci zaraz (łapie się za pasek) wleję,
skórę złoję!
Syn
- (wybiega)
Matka
- Zbyszku, Zbyszku spokojnie, no spo-koj-nie. nie
krzycz. Nie krzycz.
Syn
- (wraca z koszem na śmieci i podsuwa w pole rażenia
Ojca))
Ojciec
- Cicho matka, cicho!
Syn
- Tato, nie krzycz na mamę, to nie wychowawcze.
Ojciec
- Człowieku, przecież polski to twój ojczysty język.
Syn
- No co, uczę się od piątego miesiąca życia, to po 12-stu latach mogło
mi się znudzić.
Ojciec
- Zrozum, człowiek uczy się całe życie.
Matka
- To nie jest regułą (patrząc na ojca)
Ojciec
- Dobra. Dalej. GEOGRAFIA - 3- Dobra
„u” otwarte, „ó” zamknięte rze, sze, cie, ścia - dobra ujdzie
Ale
w-f - 3-. No ja tam Orłem Górskiego nie byłem, ale trzy minus z w-fu. Nie
wstyd ci?!
Syn
- Trochę wstyd. ale podobno to u nas rodzinne.
Ojciec
- Co?! Rodzinne! (kopie śmietnik i przewraca)
Kto ci tak powiedział?
Syn
- Mój wuefista. Pan Krupczyński.
Ojciec
- To on jeszcze ciągle uczy? (od niechcenia podnosi śmietnik
Przepraszająco) No dobrze to ujdzie, ujdzie, ale
zachowanie - naganne.
Syn
- No było parę fajek w kiblu. No ale każdy wiek ma
swoje prawa nie?
Ojciec
- Co?!(łapie się za pasek)
Matka
- (patrząc na ojca) No tu akurat Marcinek ma
rację.
Ojciec
- Nie broń go!
Matka
- Nie krzycz na mnie, to nie wychowawcze (spogląda
porozumiewawczo na syna)
Ojciec
- Synu, przecież szkoła twoim drugim domem.
Syn
- O, znowu przysłowie.
Ojciec
- Tak, bo przysłowia są mądrością narodu.
Syn
- Którego?
Ojciec
- Co którego?
Syn
- Którego narodu?
Ojciec
- No naszego, a którego.
Syn
- Co którego?
Ojciec
- Naszego, naszego narodu.
Syn
- A innych nie?
Ojciec
- Nie wiem jak jest z innymi ale naszego na pewno tak.
Syn
- E, to tata pewnie miał pionę z polaka i świadectwo
z paskiem.
Ojciec
- Z paskiem? Tak, dzięki ojcu co roku miałem świadectwo…z
paskiem.
Syn
- W takim razie ja obiecuję, że na koniec roku szkolnego postaram się
tacie dorównać.(wychodzi)
Matka
- No i widzisz coś narobił, a szło mu całkiem nieźle.
Autor:
Janusz Rewers
Biuro
podróży
(Do
biura podróży przychodzi lekko naburmuszony klient)
Klient - (dobrze ubrany,
lekko zblazowany wchodzi do biura) Dzień dobry.
Biurowa
- Dzień Dobry. O dzień dobry witam stałego klienta
proszę siadać. Kawy herbaty?
Klient - Nie dziękuję.
Biurowa
- To gdzie tym razem się wybierzemy, Majorka, Egipt ,
Wyspy Kanaryjskie?
Klient - Nieee, to
dla biednych mięczaków.
Biurowa - Rozumiem, skoro coś bardziej
wyszukanego to może : Halkidiki.
Klient - Byłem.
Biurowa - (szuka w katalogu) Nowa
Kaledonia ?
Klient - Byłem
Biurowa - No to :
Karpagona?
Klient
- Byłem, proszę Panią, wszędzie byłem, ale to
wszystko jest nudne i oklepane. Ja potrzebuje czegoś nowego, potrzebuje nowych
wrażeń. Wie Panie baseny ciepłe kraje, zimne drinki - rzygam tym
Biurowa
- Powiada Pan, że rzyga Pan po drinkach, klient nasz Pan. No nie wiem, no to
może...??? (zaczyna szperać w katalogu)
Klient - (znajduje na mapie) Gliwice.
Biurowa
- Gliwice ? Ale przecież tam jest brud, smród i żeby
nie powiedzieć ubóstwo to powiem... huty.
Klient - Idealnie, ja Cię pędzę
( z wyraźnym napaleniem ) Gliwice.
Biurowa - Klient
nasz Pan. To omówmy szczegóły. Dojazd ?
Klient - Ma być: długo,
niewygodnie i zarypiaście zimno.
Biurowa - Pociąg
osobowy, dla palących, druga klasa może być ?
Klient
- Wie Pani, marzy mi się pociąg pełen rozjuszonych kibiców, ja Cię pędzę,
to by było coś.
Biurowa
- No niestety nie mamy tego w ofercie ale możemy zorganizować traktor.
Klient - Dobrze, ale kabrio, żeby dawało
spalinami.
Biurowa - Klient
nasz Pan. Wyżywienie pełne?
Klient
- Tak. Śniadanie - hamburgery. Obiad - Zupki chińskie. Kolacja - słonina z
bitą śmietaną. Tak, żeby mi całą noc na żołądku siedziało. Ja Cię pędzę.
Biurowa - Deser ?
Klient -
Przeterminowane chipsy.
Biurowa - Nocleg ?
Klient - Zimny,
obskurny hotel. Albo nie - schronisko
Biurowa - Takie dla
zwierząt ?
Klient - Wykluczone, psy nie palą ani
nie piją - żadnych emocji.
Biurowa - Czyli
schronisko
Klient - Tak ! Pokój 20-sto osobowy z
Rumunami.
Biurowa
- Proponuję z harcerzami, oni hałasują cała noc
przy gitarach i nie chcą za to pieniędzy.
Klient - Dobrze,
niech będą harcerze.
Biurowa - Łazienka
?
Klient -
Wykluczone! Żadnych takich. Blaszane wiadro przy łóżku. Ja Cię pędzę.
Biurowa - Co Pan
chcę zwiedzić ?
Klient - Rzeźnia,
pieczarkarnia, Operetka, oczyszczalnia ścieków.
Biurowy - Operetka?
Klient - Tak, a
konkretnie kibel.
Biurowa - Klient
nasz Pan. Życzy Pan sobie przewodnika ?
Klient
- Tak. Tylko żeby śmierdział, przeklinał i
nienawidził swojej roboty. Żadnych nudnych, wypachnionych poliglotów.
Biurowa
- Klient nasz Pan. Jakieś wieczorne atrakcje ?
Klient
- Obawiam się że harcerze mogą zawieźć w takim
razie: hałas i łamanie mebli w sąsiednim pokoju, tak żebym nie mógł zasnąć,
żadnych półśrodków. A portier ma być taki jak w akademiku, taki żebym się
bał. Taki że on powie : dowód proszę a ja - nie mam ! Ha ha ha, ja Cię pędzę.
Biurowa - Jak Pan
sobie życzy. A jaki widok z okna?
Klient
- Wysypisko śmieci, a na nim kwitnąca jabłoń. I żeby
przeszedł facet i ja ściął ! I pełno żuli grzebiących w śmieciach bo
lubię patrzeć jak inni mają lepiej. Ja Cię pędzę.
Biurowa - Jak długi
pobyt ?
Klient - 6 tygodni.
Biurowy - Wytrzyma
Pan tyle ?
Klient - Weźcie
jako zakładnika moja teściową. Jeśli nie wytrzymam, zabijcie ja.
Biurowa - Jak Pan
sobie życzy. Coś jeszcze?
Klient - Tak,
codziennie o szóstej rano chcę dostać w mordę mokrą szmatą.
Biurowa - W mordę
?
Klient - Niech Pani
wpiszę : w ryj.
Biurowy - To wszystko ?
Klient - Tak. I
liczę na inwencję.
Biurowa - Dziękuję,
do widzenia.
Klient - Słucham ?
Biurowa - Dziękuje
Panu bardzo. Do widzenia Panu.
Klient - Słucham
?!
Biurowa - (wstaje i wydziera
się) Wynocha ty nadziany, świrnięty śmierdzielu
!!!!
Klient - Super. Ja
Cię pędzę.
KONIEC
Autor :
Janusz Rewers, Wojciech Kamiński
Kynigen
Śnieżka
Zapowiedź: A
teraz film pruski pt. “Kynigen Śnieżka”. Występują: Kynigen Śnieżka,
Krasnoludki, Książe i Królowa Matka.
Aufzug
eine (scena pierwsza)
Królowa–
(przeglądając się w lusterku) Du
lusterko, sag mal mir, kto jest szynste in der welt?
Narrator
– (tłumaczy na język
polski) Lustereczko
powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie?
Królowa–
Was?! Kynigen Śnieżka? Meine ferfluchte madchen? Ich mus kęsim jom!
Narrator
– Co?
Moja ukochana córeczka? Muszę ją załatwić!
Królowa–
Snieżka! Snieżka! Śnieżka!
Narrator
– Snieżka!
Snieżka! Śnieżka!
(Śniezka
wchodzi)
Królowa–
Śnieżka! Weck do lasu! Die wolfe werdeng guten kolacjen haben! Ha ha ha!
Narrator
– Wilki
będą miały dobrą kolację! Hi hi hi!
Aufzug
zwei (scena druga)
(wmaszerowują
Krasnoludki)
Krasnoludki
– Heil li, heil lo wir gehen zur arbeit!
Narrator
– hej
ho, hej ho do pracy by się szło!
Koszałek
– Wir zint Hitler Jugend Krasnoludken!
Narrator
– My
jesteśmy młode sympatyczne Krasnoludki!
Śnieżka
– (wchodząc)
Guten abent Krasnoludken!
Narrator
– Dzień
dobry Krasnoludki!
Żwirek
– Wie hest du metchen
Narrator
– Jak
się nazywasz dziewczynko?
Śnieżka
– Ich haise Kynigen Śnieżka!
Narrator
– Jestem
krołewna Śnieżka!
Żwirek
– Ich haise Żwirek!
Narrator
– Ja
jestem Żwirek!
Koszałek
– Ich haise Herman Koszałekalek!
Żwirek–
(zaciekawiony) Wo wonst du?
Narrator
– Gdzie
mieszkasz?
Śnieżka–
Hilfe mich bite!
Żwirek
– Mich?
Koszałek
– Mich?
Narrator
– Miś?
Śnieżka–
Mich, mich!
Koszałek
– Wir kaine mich, wir Krasnoludken! Was is los
madchen?
Narrator
– My
nie jesteśmy misie, my jesteśmy Krasnoludki. Co się stało dziewczynko?
Śnieżka–
Geben sie mir kwatieren here!
Narrator
– Czy
mogę zamieszkać u was?
Koszałek
– Ja gut
Żwirek
– Ja też gut!
Narrator
– O
K !
Koszałek
– Hast du hunger?
Narrator –
Jesteś głodna?
Śnieżka–
Ja naturliche!
Narrator
– Tak
naturalnie!
Koszałek
– Weź apfel fur dich
Narrator
– Weź
jabłuszko.
Śnieżka
– (Śnieżka
gryzie jabłko) O gut apfel Anko, Anko........ferfluchte!
Narrator
– Dobre
jabłko......o kurcze!
(Śnieżkaw
umiera w niemeckich konwulsjach)
Koszałek
– (wyciąga
telefon) Tryn, trynk!
Narrator
– Dzyń,
dzyń!
Koszałek
– Du olde Kynigen, musisz becalen, Śnieżka kaput!
Narrator
– Królowa
musisz zapłacić, Śnieżka nie żyje!
(na scenę
nieznacznie pojawia się Królowa z odebranym telefonem)
Królowa–
Zer gut Krasnoludki, gut arbeit, das ist hundert niemiecka mark dla was!
Narrator
– Dobra robota Krasnoludki,
mam dla was sto marek niemieckich! (odłada
słuchawkę i wychodzi)
Żwirek
– (bierze od Koszałka
słuchawkę) Wo wonst du?
Narrator
– Gdzie
mieszkasz?
(wchodzi Książe)
Książe
– Guten morgen Krasnoludken!
Wo ist Kynigen Śnieżka?
Narrator
– Cześć
kurduple! Gdzie jest Królewna Śnieżka?
Koszałek –
Hier, hier! Aber Śnieżka ist kaputt!
Narrator
– Tu,
tu! Ale śnieżka jest nieżywa!
Książe
– O mein Got!
Narrator
– Jezu
Chryste!
Żwirek
– (zaciekawiony)
Wo wonst du?
Narrator
– Gdzie
mieszkasz?
Koszałek
– Ona apfel essen.
Narrator
– Ona
zjadła jabłuszko.
Książe
– Ja dużo becalen za waser turbożołądek!
Narrator
– Ja
dużo zapłacę za płukanie żołądka!
Książe
– Zwei hundert niemiecka mark und....Volkswagen!
Narrator
– Dwieście
niemieckich marek i Woldzwagen!
Koszałek
– Ja das ist lepsha cena!
Narrator
– Tak
to jest lepsza cena!
Żwirek
– (zniecierpliwiony)
Wo wonst du?!
Narrator
– Gdzie
mieszkasz?!
Książe
– (też
zniecierpliwiony) Machen sie!
Narrator
– Do
roboty!
Krasnoludki
– (robiąc Śnieżce
płukanie żołądka śpiewają)
Meine gelt und
meine Volkswagen, hej, hej machen zu
Fahren wir nach
kopenhagen, Kynigen Śnieżka ist gesund! (Śnieżka
ożywa)
Koszałek –
Śnieżka ist nicht kaput, się ist gezund...zdrowa!
Narrator –
Śnieżka już nie jest nieżywa, ona
jest zdrowa!
Książe
– Aaaaaaa Ich liebe dich Śnieżka!
Śnieżka
– Aaaaaaa Ich liebe Dich Krolewich!
Narrator
– Und
liebe, liebe, liebe!
Koszałek
– Achtung! Rechts kommen! (zmaszerowują
z niemieckim wigorem) Ein, zwei, ein, zwei.................
Narrator
– (schodząc z
wigorem słowiański) Jeden,
dwa, jeden, dwa.........
KONIEC
Autor:
Dariuisz “Kamol” Kamys
<< Powrót