[Allegro.pl - najwięcej ofert, najlepsze ceny, sprawdź!]
 
● Życzenia ● Aforyzmy ● Biorytmy ● Horoskopy ● Imiona
● Święta ● Kartki ● Prezenty ● Rozrywka ● Sennik ● Kontakty
        ● Kuchnia  ● Forum  ● Deformator  ● Miasta  ● Teksty Piosenek 

Poczta

Ustaw stronę startową

Przeszukaj Listonosza

Google
Web listonosz.net



Polecamy Witryny

● blogi ● wizytówki ● praca ● ogłoszenia ● internet ● brukowiec ● bajeczka

Aukcje24.pl

Sponsorzy
Zakupy internetowe -
● www.cogdziekupic.pl
Sklepy internetowe -
● www.megasam.net
Autogiełda -
● www.motostrefa.pl
Portal sklepowy -
● www.megasam.info

Imieniny - Prezenty
Urodziny - Prezenty

 

Ani Mru Mru Biuro Organizacyjne Ciach DNO Elita Formacja Chatelet Grupa MoCarta Grupa Rafała Kmity
Grzegorz Halama Oklasky HiFi Hrabi Ireneusz Krosny Jachim Presents Jurki Kabaret Moralnego Niepokoju Kabaret Pod Wyrwigroszem
Kabaret Skeczów Męczących Kaczka pchnięta nożem Koń Polski Kwartet Okazjonalny Made In China Napád Noł Nejm OT.TO
Pigwa Show Potem PROFIL RYBKI Słuchajcie Szum Widelec Zygzak

Kabaret "Ciach"


MELINA

(na pusta scenę wtacza się butelka, za nim na czworaka wchodzi , bierze butelkę, sprawdza, widzi, że pusta, grzebie na wpół schowany w kulisach, wyciąga butelkę z „Mr Muscle”z rozpylaczem. Patrzy przez chwilę badawczo, otwiera usta, psika , smakuje, jest średnio zadowolony. Odkręca "spust" a rurkę wyciąga i zaczyna pić przez nią, wychyla się za kulisy i wyciąga szklankę z herbatą stamtąd plasterek cytryny wkłada na brzeg butelki. Pije i jest zadowolony)

Józwa - Danka ! Śniadanie!

Danka - (rozczochrana i rozmazana wnosi butelkę karton mleka i popielniczkę)

Józwa- (bierze peta z popielniczki i zapala) A mleko po co?

Danka- Jest zimne, stało w lodówce (przykłada sobie kartonik do głowy, Józwa częstuje ją papierosem)- Nie! Głowa mnie boli, normalnie czuję się jakby mnie ktoś kopnął w głowę.

Marian- (wchodzi utykając i rozcierając sobie nogę, z upitą butelką wódki )Ale w coś kopłem! Nic nie pamiętam.

(puk, puk, puk)

Józwa- Kto to?

Danka- Może Jurek?

Marian- Nie, Jurek śpi w wannie.

Józwa- To może Kazik?

Marian- Też śpi w wannie.

Józwa- Andzia też w wannie?

Marian- Nie sturlała się pod zlew.

Danka- No to kto?

(zza kulis!)Policja!

Danka- Masz ci los, tak ciasno, a tu jeszcze policja się pcha.

Marian- Zajęte!

Policjant-Otwierać kurza melodia!

Danka- Ostry jest, Lepiej otwórz.

Marian- Otwarte.

Policjant- (wchodząc) No proszę! Co za melina!

Marian-  Panie władzo, proszę mnie aresztować ja już dłużej nie mogę.

Policjant- A co? Macie problem z alkoholem?

Józwa- Z alkoholem nie, tylko z pieniędzmi.

Policjant- Hm.To mieszkanie Józefa Kądzieły? Który to?

Marian- (półprzytomny) Ja.

Policjant- Dokumenty.

Marian- (daje dowód osobisty)

Policjant- Obywatel nie jest Józef Kądzieła, obywatel jest Marian Kalipczok.

Marian- (patrzy w dowód osobisty) O, faktycznie. Sorry.

Józwa – (patrząc w swój dowód osobisty, przecierając zdjęcie chuchając na nie) To chyba ja jestem.

Policjant-  A obywatelka to kto?

Danka- Danka, koleżanka, Józka, tzn. konkubina.

Policjant- (zapisuje) Danuta Konkubina. Z domu?(wskazując na publiczność)

Danka- Nie. Z bloku.

Policjant- A Ci to kto? ( wskazuje na publiczność)

Józwa- Prawdę mówiąc to nie wiem. Obudziłem się z kacem, patrzę a oni są i się patrzą...

Marian- To tak jak poznałeś Dankę. Obudziłeś się a Ona już była.

Danka- O przepraszam, ja się nie patrzyłam.

Policjant- Obywatele, są skargi, że co jakiś czas słychać w tym mieszkaniu śmiechy i oklaski. Sąsiedzi się skarżą bo nie mogą sobie posiedzieć w spokoju i zadumie

Marian- Ale my tu spokój kultura etc ...Panie milicjancie....

Józwa- Marian nie prowokuj...

Marian- O przepraszam Panie policjancie. Józek ma imieniny, to trzeba to jakoś uczcić.

Policjant- Zaraz, ale Józefa było w zeszłym tygodniu.

Marian- (pauza, skupione spojrzenie, z lekkim zdumieniem) Ale nam zeszło.

Józwa- Przy dobrej zabawie to i czas szybko leci.

Marian- Ale my cichutko. To oni Panie milicjancie...(pokazuje na publiczność)

Józwa- Marian nie prowokuj.

Marian- O przepraszam, Panie Policjancie.

Józwa- Śmieją się, hałasują. Głowa pęka. Niech Pan ich aresztuje i sobie idzie.

Policjant- Spokój! Policja wie co robić.

Józwa, Marian, Danka- Ha, ha, ha...

Policjant-Spokój! ( podchodzi do widza ) Dobry Wieczór. Co obywatel(ka) robi w mieszkaniu Józefa Kądzieły? Nazwisko? Gdzie obywatelka pracuje?

Ci pozostali to krewni? Koledzy z pracy? Nie? Zawsze się obywatelka szlaja po mieście z taką wielką grupą nieznajomych? Był(a) karana? A w dzieciństwie? Czy obywatelka spożywała alkohol? Proszę nadmuchać balonik (daje balonik do dmuchania*) Proszę wypuścić balonik. (wypuszcza -balon lata a policjant wącha ulatujące z niego powietrze) Półtora promila! Obywatelko, jesteście aresztowana. (chwyta za telefon, rzuca okiem na całą publiczność i mówi konspiracyjnie do telefonu) Czy my mamy na posterunku autobus, tak ze trzy autobusy. Mamy ! Jesteście wszyscy aresztowani. ( do telefonu ) To przysyłajcie. No mówiliście ze mamy. Aaaa, mówiliście że nie mamy. ( do publiczności ) Obywatele i obywatelki, tym razem się upiekło ale następnym razem będzie zakalec. Rozumiecie upiekło się - nie upiekło się, mokre ciasto. (wraca na scenę)

Marian- (trzyma upitą butelkę wódki i podaje ręce policjantowi do założenia kajdanek)

Panie policjancie, proszę mnie aresztować ja już dłużej nie mogę...

Policjant- (bierze butelkę od Mariana i wypija wódkę do końca, co trochę trwa)

Na razie tylko tyle mogę dla Pana zrobić ( salutuje i wychodzi )

Koniec

Autor: Dariusz ”Kamol” Kamys


WYWIADÓWKA
osoby: Matka, Ojciec, Syn

(Matka, i Syn wchodzą)

Matka - I co synku jak tam w szkole

Syn - Cool.

Matka- A jak tam na chemii?

Syn- Cool.

Ojciec - (wchodzi podminowany)

Matka - A coś ty taki…co się stało?

Ojciec - Co się stało? Byłem na wywiadówce.

Syn - (ucieka)

Ojciec - Wracaj! Wracaj, no co nie chcesz wiedzieć jakie masz stopnie tumanie!

Syn -  A co? Coś nie cool?

Ojciec- Cool-wa!

Matka - Zbyszku, spokojnie.

Ojciec - Jestem spokojny, teraz to ja jestem bardzo spokojny, bo droga ze szkoły zajęła mi pół godziny i po drodze wszystkie śmietniki powywracałem.

Matka - No i jakie ma stopnie nasz Marcinek?

Ojciec - Chyba twój! Bo to nie może być mój syn!

Matka - Źle siebie oceniasz. Spokojnie.

Ojciec - fizyka: 3= Dobra rozumiem. Niuton - Sruton, dobra ujdzie.

Rosyjski: 3- wot guljali pa Maskwie, ujdzie.

Chemia: 3= Tablica …no dobra.

Ale język polski : 2 Nie rozumiem. Synu, co ty robisz na lekcji polskiego?

Syn - Smsuje jak wszyscy

Ojciec - Bo jak ci zaraz (łapie się za pasek) wleję, skórę złoję!

Syn - (wybiega)

Matka - Zbyszku, Zbyszku spokojnie, no spo-koj-nie. nie krzycz. Nie krzycz.

Syn - (wraca z koszem na śmieci i podsuwa w pole rażenia Ojca))

Ojciec - Cicho matka, cicho!

Syn - Tato, nie krzycz na mamę, to nie wychowawcze.

Ojciec - Człowieku, przecież polski to twój ojczysty język.

Syn - No co, uczę się od piątego miesiąca życia, to po 12-stu latach mogło mi się znudzić.

Ojciec - Zrozum, człowiek uczy się całe życie.

Matka - To nie jest regułą (patrząc na ojca)

Ojciec - Dobra. Dalej. GEOGRAFIA   - 3- Dobra „u” otwarte, „ó” zamknięte rze, sze, cie, ścia - dobra ujdzie

Ale w-f - 3-. No ja tam Orłem Górskiego nie byłem, ale trzy minus z w-fu. Nie wstyd ci?!

Syn - Trochę wstyd. ale podobno to u nas rodzinne.

Ojciec - Co?! Rodzinne! (kopie śmietnik i przewraca) Kto ci tak powiedział?

Syn - Mój wuefista. Pan Krupczyński.

Ojciec - To on jeszcze ciągle uczy? (od niechcenia podnosi śmietnik Przepraszająco) No dobrze to ujdzie, ujdzie, ale zachowanie - naganne.

Syn - No było parę fajek w kiblu. No ale każdy wiek ma swoje prawa nie?

Ojciec - Co?!(łapie się za pasek)

Matka - (patrząc na ojca) No tu akurat Marcinek ma rację.

Ojciec - Nie broń go!

Matka - Nie krzycz na mnie, to nie wychowawcze (spogląda porozumiewawczo na syna)

Ojciec - Synu, przecież szkoła twoim drugim domem.

Syn - O, znowu przysłowie.

Ojciec - Tak, bo przysłowia są mądrością narodu.

Syn - Którego?

Ojciec - Co którego?

Syn - Którego narodu?

Ojciec - No naszego, a którego.

Syn - Co którego?

Ojciec - Naszego, naszego narodu.

Syn - A innych nie?

Ojciec - Nie wiem jak jest z innymi ale naszego na pewno tak.

Syn - E, to tata pewnie miał pionę z polaka i świadectwo z paskiem.

Ojciec - Z paskiem? Tak, dzięki ojcu co roku miałem świadectwo…z paskiem.

Syn - W takim razie ja obiecuję, że na koniec roku szkolnego postaram się tacie dorównać.(wychodzi)

Matka - No i widzisz coś narobił, a szło mu całkiem nieźle. 

Autor: Janusz Rewers


Biuro podróży

(Do biura podróży przychodzi lekko naburmuszony klient)

Klient - (dobrze ubrany, lekko zblazowany wchodzi do biura) Dzień dobry.

Biurowa - Dzień Dobry. O dzień dobry witam stałego klienta proszę siadać. Kawy herbaty?

Klient - Nie dziękuję.

Biurowa - To gdzie tym razem się wybierzemy, Majorka, Egipt , Wyspy Kanaryjskie?

Klient - Nieee, to dla biednych mięczaków.

Biurowa - Rozumiem, skoro coś bardziej wyszukanego to może : Halkidiki.

Klient - Byłem.

Biurowa - (szuka w katalogu) Nowa Kaledonia ?

Klient - Byłem

Biurowa - No to : Karpagona?

Klient - Byłem, proszę Panią, wszędzie byłem, ale to wszystko jest nudne i oklepane. Ja potrzebuje czegoś nowego, potrzebuje nowych wrażeń. Wie Panie baseny ciepłe kraje, zimne drinki - rzygam tym

Biurowa - Powiada Pan, że rzyga Pan po drinkach, klient nasz Pan. No nie wiem, no to może...??? (zaczyna szperać w katalogu)

Klient - (znajduje na mapie) Gliwice.

Biurowa - Gliwice ? Ale przecież tam jest brud, smród i żeby nie powiedzieć ubóstwo to powiem... huty.

Klient - Idealnie, ja Cię pędzę ( z wyraźnym napaleniem ) Gliwice.

Biurowa - Klient nasz Pan. To omówmy szczegóły. Dojazd ?

Klient - Ma być: długo, niewygodnie i zarypiaście zimno.

Biurowa - Pociąg osobowy, dla palących, druga klasa może być ?

Klient - Wie Pani, marzy mi się pociąg pełen rozjuszonych kibiców, ja Cię pędzę, to by było coś.

Biurowa - No niestety nie mamy tego w ofercie ale możemy zorganizować traktor.

Klient - Dobrze, ale kabrio, żeby dawało spalinami.

Biurowa - Klient nasz Pan. Wyżywienie pełne?

Klient - Tak. Śniadanie - hamburgery. Obiad - Zupki chińskie. Kolacja - słonina z bitą śmietaną. Tak, żeby mi całą noc na żołądku siedziało. Ja Cię pędzę.

Biurowa - Deser ?

Klient - Przeterminowane chipsy.

Biurowa - Nocleg ?

Klient - Zimny, obskurny hotel. Albo nie - schronisko

Biurowa - Takie dla zwierząt ?

Klient - Wykluczone, psy nie palą ani nie piją - żadnych emocji.

Biurowa - Czyli schronisko

Klient - Tak ! Pokój 20-sto osobowy z Rumunami.

Biurowa - Proponuję z harcerzami, oni hałasują cała noc przy gitarach i nie chcą za to pieniędzy.

Klient - Dobrze, niech będą harcerze.

Biurowa - Łazienka ?

Klient - Wykluczone! Żadnych takich. Blaszane wiadro przy łóżku. Ja Cię pędzę.

Biurowa - Co Pan chcę zwiedzić ?

Klient - Rzeźnia, pieczarkarnia, Operetka, oczyszczalnia ścieków.

Biurowy - Operetka?

Klient - Tak, a konkretnie kibel.

Biurowa - Klient nasz Pan. Życzy Pan sobie przewodnika ?

Klient - Tak. Tylko żeby śmierdział, przeklinał i nienawidził swojej roboty. Żadnych nudnych, wypachnionych poliglotów.

Biurowa - Klient nasz Pan. Jakieś wieczorne atrakcje ?

Klient - Obawiam się że harcerze mogą zawieźć w takim razie: hałas i łamanie mebli w sąsiednim pokoju, tak żebym nie mógł zasnąć, żadnych półśrodków. A portier ma być taki jak w akademiku, taki żebym się bał. Taki że on powie : dowód proszę a ja - nie mam ! Ha ha ha, ja Cię pędzę.

Biurowa - Jak Pan sobie życzy. A jaki widok z okna?

Klient - Wysypisko śmieci, a na nim kwitnąca jabłoń. I żeby przeszedł facet i ja ściął ! I pełno żuli grzebiących w śmieciach bo lubię patrzeć jak inni mają lepiej. Ja Cię pędzę.

Biurowa - Jak długi pobyt ?

Klient - 6 tygodni.

Biurowy - Wytrzyma Pan tyle ?

Klient - Weźcie jako zakładnika moja teściową. Jeśli nie wytrzymam, zabijcie ja.

Biurowa - Jak Pan sobie życzy. Coś jeszcze?

Klient - Tak, codziennie o szóstej rano chcę dostać w mordę mokrą szmatą.

Biurowa - W mordę ?

Klient - Niech Pani wpiszę : w ryj.

Biurowy - To wszystko ?

Klient - Tak. I liczę na inwencję.

Biurowa - Dziękuję, do widzenia.

Klient - Słucham ?

Biurowa - Dziękuje Panu bardzo. Do widzenia Panu.

Klient - Słucham ?!

Biurowa - (wstaje i wydziera się) Wynocha ty nadziany, świrnięty śmierdzielu !!!!

Klient - Super. Ja Cię pędzę.

  KONIEC 

 Autor : Janusz Rewers, Wojciech Kamiński


Kynigen Śnieżka

Zapowiedź: A teraz film pruski pt. “Kynigen Śnieżka”. Występują: Kynigen Śnieżka, Krasnoludki, Książe i Królowa Matka.

Aufzug eine (scena pierwsza)

Królowa–  (przeglądając się w lusterku) Du lusterko, sag mal mir, kto jest szynste in der welt?

Narrator –  (tłumaczy na język polski)  Lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie?

Królowa– Was?! Kynigen Śnieżka? Meine ferfluchte madchen? Ich mus kęsim jom!

Narrator –  Co? Moja ukochana córeczka? Muszę ją załatwić!

Królowa– Snieżka! Snieżka! Śnieżka!

Narrator –  Snieżka! Snieżka! Śnieżka!

(Śniezka wchodzi)

Królowa– Śnieżka! Weck do lasu! Die wolfe werdeng guten kolacjen haben! Ha ha ha!

Narrator –  Wilki będą miały dobrą kolację! Hi hi hi!

Aufzug zwei (scena druga)

(wmaszerowują Krasnoludki)

Krasnoludki – Heil li, heil lo wir gehen zur arbeit!

Narrator –  hej ho, hej ho do pracy by się szło!

Koszałek – Wir zint Hitler Jugend Krasnoludken!

Narrator –  My jesteśmy młode sympatyczne Krasnoludki!

Śnieżka –  (wchodząc) Guten abent Krasnoludken!

Narrator –  Dzień dobry Krasnoludki!

Żwirek – Wie hest du metchen

Narrator –  Jak się nazywasz dziewczynko?

Śnieżka – Ich haise Kynigen Śnieżka!

Narrator –  Jestem krołewna Śnieżka!

Żwirek – Ich haise Żwirek!

Narrator –  Ja jestem Żwirek!

Koszałek – Ich haise Herman Koszałekalek!

Żwirek–  (zaciekawiony) Wo wonst du?

Narrator –  Gdzie mieszkasz?

Śnieżka– Hilfe mich bite!

Żwirek – Mich?

Koszałek – Mich?

Narrator –  Miś?

Śnieżka– Mich, mich!

Koszałek – Wir kaine mich, wir Krasnoludken! Was is los madchen?

Narrator –  My nie jesteśmy misie, my jesteśmy Krasnoludki. Co się stało dziewczynko?

Śnieżka– Geben sie mir kwatieren here!

Narrator –  Czy mogę zamieszkać u was?

Koszałek – Ja gut

Żwirek – Ja też gut!

Narrator –  O K !

Koszałek – Hast du hunger?

Narrator –  Jesteś głodna?

Śnieżka– Ja naturliche!

Narrator –  Tak naturalnie!

Koszałek – Weź apfel fur dich

Narrator –  Weź jabłuszko.

Śnieżka –  (Śnieżka gryzie jabłko) O gut apfel Anko, Anko........ferfluchte!

Narrator –  Dobre jabłko......o kurcze!

(Śnieżkaw umiera w niemeckich konwulsjach)

Koszałek –  (wyciąga telefon) Tryn, trynk!

Narrator –  Dzyń, dzyń!

Koszałek – Du olde Kynigen, musisz becalen, Śnieżka kaput!

Narrator –  Królowa musisz zapłacić, Śnieżka nie żyje!

(na scenę nieznacznie pojawia się Królowa z odebranym telefonem)

Królowa– Zer gut Krasnoludki, gut arbeit, das ist hundert niemiecka mark dla was!

Narrator – Dobra robota Krasnoludki, mam dla was sto marek niemieckich! (odłada słuchawkę i wychodzi)

Żwirek –  (bierze od Koszałka słuchawkę) Wo wonst du?

Narrator –  Gdzie mieszkasz?

(wchodzi Książe)

Książe – Guten morgen Krasnoludken! Wo ist Kynigen Śnieżka?

Narrator –  Cześć kurduple! Gdzie jest Królewna Śnieżka?

Koszałek – Hier, hier! Aber Śnieżka ist kaputt!

Narrator –  Tu, tu! Ale śnieżka jest nieżywa!

Książe – O mein Got!

Narrator –  Jezu Chryste!

Żwirek –  (zaciekawiony) Wo wonst du?

Narrator –  Gdzie mieszkasz?

Koszałek – Ona apfel essen.

Narrator –  Ona zjadła jabłuszko.

Książe – Ja dużo becalen za waser turbożołądek!

Narrator –  Ja dużo zapłacę za płukanie żołądka!

Książe – Zwei hundert niemiecka mark und....Volkswagen!

Narrator –  Dwieście niemieckich marek i Woldzwagen!

Koszałek – Ja das ist lepsha cena!

Narrator –  Tak to jest lepsza cena!

Żwirek –  (zniecierpliwiony) Wo wonst du?!

Narrator –  Gdzie mieszkasz?!

Książe –  (też zniecierpliwiony) Machen sie!

Narrator –  Do roboty!

Krasnoludki –  (robiąc Śnieżce płukanie żołądka śpiewają) 

Meine gelt und meine Volkswagen, hej, hej machen zu

Fahren wir nach kopenhagen, Kynigen Śnieżka ist gesund! (Śnieżka ożywa)

Koszałek – Śnieżka ist nicht kaput, się ist gezund...zdrowa!

Narrator –  Śnieżka już nie jest nieżywa, ona jest zdrowa!

Książe – Aaaaaaa Ich liebe dich Śnieżka!

Śnieżka – Aaaaaaa Ich liebe Dich Krolewich!

Narrator –  Und liebe, liebe, liebe!

Koszałek – Achtung! Rechts kommen! (zmaszerowują z niemieckim wigorem) Ein, zwei, ein, zwei.................

Narrator –  (schodząc z wigorem słowiański)  Jeden, dwa, jeden, dwa......... 

KONIEC

 Autor: Dariuisz “Kamol” Kamys



<< Powrót

życzenia urodzinowe ślubne zyczenia urodzinowe zyczenia imieninowe zaproszenia milosne wyznania śmieszne życzenia urodzinowe życzenia

Copyright © 2005 listonosz.net - witryny internetowe www.natjar.com