[Allegro.pl - najwięcej ofert, najlepsze ceny, sprawdź!]
 
● Życzenia ● Aforyzmy ● Biorytmy ● Horoskopy ● Imiona
● Święta ● Kartki ● Prezenty ● Rozrywka ● Sennik ● Kontakty
        ● Kuchnia  ● Forum  ● Deformator  ● Miasta  ● Teksty Piosenek 

Poczta

Ustaw stronę startową

Przeszukaj Listonosza

Google
Web listonosz.net



Polecamy Witryny

● blogi ● wizytówki ● praca ● ogłoszenia ● internet ● brukowiec ● bajeczka

Aukcje24.pl

Sponsorzy
Zakupy internetowe -
● www.cogdziekupic.pl
Sklepy internetowe -
● www.megasam.net
Autogiełda -
● www.motostrefa.pl
Portal sklepowy -
● www.megasam.info

Imieniny - Prezenty
Urodziny - Prezenty

 

Ani Mru Mru Biuro Organizacyjne Ciach DNO Elita Formacja Chatelet Grupa MoCarta Grupa Rafała Kmity
Grzegorz Halama Oklasky HiFi Hrabi Ireneusz Krosny Jachim Presents Jurki Kabaret Moralnego Niepokoju Kabaret Pod Wyrwigroszem
Kabaret Skeczów Męczących Kaczka pchnięta nożem Koń Polski Kwartet Okazjonalny Made In China Napád Noł Nejm OT.TO
Pigwa Show Potem PROFIL RYBKI Słuchajcie Szum Widelec Zygzak

Kabaret "Hrabi"


DEMO

 

2 STYCZNIA

Boguś - (wchodzi z notesem i woła Bożenkę) Żono!

Bożenka - (wchodzi)

Boguś - Zawsze 2 stycznia omawiamy poprzedni rok naszego małżeństwa i dotąd wszystko było w porządku. A dziś musimy poważnie porozmawiać.

Bożenka - Coś źle?

Boguś - Zwykle wystarczało że cię biłem, ale teraz bez rozmowy się nie obejdzie.

Bożenka - Ale co?

Boguś - Mam zanotowane co było nie tak... O, 6 lutego nie miałem czystej koszuli. Miałem: brudną, brudną, brudną i różową. Wytłumacz się bo mnie ręka świerzbi.

Bożenka - Bo się ketchupem wybrudziłeś.

Boguś - A kto przyniósł ketchup do domu?

Bożenka - Ja.

Boguś - (notuje) Ha! Cios z płaskiej? A 14 kwietnia podałaś nieświeże śledziki. (wzrusza się) I tylko Bóg wie jak wtedy cierpiałem... Zamknięty w ubikacji jak jakiś gestapowiec, bez wsparcia swoich braci, bez żywności, wody, wreszcie odcięty od świata, z biciem serca nasłuchiwałem odgłosów życia...

Bożenka - Boguś, ale co ty gadasz?

Boguś - Chlipałem w ręcznik, rozumiesz to kobieto?

Bożenka - Płakałeś? A więc masz serce...

Boguś - Mam serce i patrzam w serce. I patrzam w notatnik i notuję, ze wytargam za włosy?5 maja w ogóle nie zrobiłaś obiadu.

Bożenka - Boguś, byłam na kursie BHP.

Boguś - Na tym, na którym Prońko śpiewa?

Bożenka - Tak, wiesz jak fajnie było? Podczas pracy z wysokim napięciem musi być gumowa podłoga a przed państwem Krystyna Prońko!

Boguś - Gumowa?

Bożenka - Tak.

Boguś - Prońko?

Bożenka - Tak.

Boguś - To ci wybaczam. A tu mam wpis: "Bożenka czyta Tołstoja i chce być mądrzejsza ode mnie". Cóż to ma znaczyć?

Bożenka - Ja przeczytałam go ledwo co. Ja przeczytałam tylko i wyciągnęłam wnioski. Wątek historyczny, który stanowi w powieści główny nurt wydarzeń, umożliwił Tołstojowi ukazanie zależności między losami jednostki a rolą ludu w procesie dziejowym. Ot, po prostu naczytałam się głupot.

Boguś - I naprawdę niczego nie zrozumiałaś?

Bożenka - Tak. Na przykład ten Bezuchov to chyba jakiś koń. Widzisz jak nic nie rozumiem?

Boguś - No rzeczywiście ? A jeżeli ten Bezuchov to rzeczywiście koń a ty robisz ze mnie głupka?

Bożenka - Jaki koń, to główny bohater!

Boguś - Aha, to przepraszam? Tu mam taki zapis: "Bożenka żąda światła". Do kogo te żądania?

Bożenka - Prosiłam tylko żebyś wkręcił żarówkę.

Boguś - A myślałaś?

Bożenka - "Rusz w końcu dupę stary capie".

Boguś - A to nie była aluzja, że nie potrafię wkręcić żarówki?

Bożenka - Nie.

Boguś - To się jeszcze zastanowię. O, 28 sierpnia powiedziałaś: "Potrzymaj tutaj" i po tym kopnął mnie prąd. Upadłem targany konwulsjami i prześladowany myślą, że głupio wyglądam. Czy wyglądałem głupio?

Bożenka - Nie, wszystko było bez zmian.

Bogus - A tu cała seria: 6 listopada nie było kolacji! 7 było brudno jak w chlewie i pachniało bardzo nieładnie!

Bożenka - Kurcze, nie pamiętam. Mogę zerknąć w notatnik, bo mam? (wyjmuje)

Boguś - 8 jeszcze gorzej! A dziewiątego zabrało mnie pogotowie!

Bożenka - 6 listopada wysłałeś mnie na tydzień do mamy, bo przyjeżdżał twój kolega z wojska.

Boguś - ...I co tam z mamą robiłyście, że u nas tak śmierdziało?!

Bożenka - Myśmy tylko telewizję oglądały.

Boguś - I tego ci nie daruję! Ja tu przygnieciony ciężarem życia, z ziemi podniść się nie mogłem, a ty się bawiłaś!

Bożenka - Boguś, ja się nie bawiłam. Myśmy dwójkę oglądały.

Boguś - Milcz! Zanim wymierzę sprawiedliwość, niech jeszcze dziecko się wypowie. Michaś!

Michałek - (wchodzi)

Boguś - Michałku, jak oceniasz poprzedni rok?

Michałek - Nie powiem, ja kocham mamę.

Boguś - Kiedy masz urodziny?

Michałek - Niedługo tato.

Boguś - To co się szarpiesz, co się szarpiesz? Wypowiedz się incognito. Przyklej sobie wąsik.

Michałek - (Michałek przemienia się psychicznie w Hitlera) Tata bił mamę a mama krzyczała, sąsiedzi przychodzili popatrzeć i mieli żal bo mama udawała że nic się nie dzieje, poprzedni rok oceniam krytycznie.

Boguś - No i co Bożenko?

Bożenka - Spotkamy się w Norymberdze.

KONIEC

Autor - Klub Literatów "Zeppelin" na podstawie opowiadania Joanny Kołaczkowskiej i Grzegorza Halamy pod tym samym tytułem.

 

 

 

JAK SIĘ POZBYĆ NATRĘTNEGO KLIENTA

Klient - (bardzo spokojnie i rzeczowo) Dzień dobry, są gwoździe?

Ekspedientka - Nie ma.

Klient - A kiedy będą?

Ekspedientka - Nigdy, my nie sprzedajemy gwoździ.

Klient - Czemu?

Ekspedientka - Bo to sklep z pieczywem.

Klient - No i?

Ekspedientka - Nie sprzedajemy pieczywa z gwoździami!

Klient - Nie-nie, pieczywo mi niepotrzebne.

Ekspedientka - No to do widzenia.

Klient - Ale na gwoździe bym reflektował.

Ekspedientka - Nie mamy!

Klient - (przypomina sobie) No-no. Już coś pani wspominała.

Ekspedientka - No to zapraszam kiedy pan będzie chciał pieczywo.

Klient - (lekko zirytowany) Ale ja nie chcę pieczywa!

Ekspedientka - Nic innego nie mamy.

Klient - (z ciekawością) Nawet śrubek?...

Ekspedientka - (zirytowana) Mówiłam już! Nie mamy!!!

Klient - Mówiła pani tylko o gwoździach.

Ekspedientka - Mówiłam, że mamy tylko pieczywo!

Klient - Co się pani tak uparła, żeby mi wcisnąć to pieczywo?! Mam tylko na gwoździe!

Ekspedientka - Nie chcę panu niczego wciskać!

Klient - Jak nie, jak cały czas mówi pani o pieczywie!!!

Ekspedientka - Bo nie mam gwoździ!

Klient - Ja też nie mam gwoździ, a nie mówię o pieczywie!

Ekspedientka - (bardzo zirytowana) Ale pan chciał gwoździe!

Klient - (wpada w szał) Dobra!!! Dobra, dawaj pani to pieczywo!!!

Ekspedientka - Nie ma!!!

Klient - (wciąż w szale) Nie! Nie!!!! To gwoździ pani nie ma!

Ekspedientka - (też w szale) Nie mam!!!

Klient - Ani śrubek!!!

Ekspedientka - Nie mam!!!

Klient - Ale pieczywo pani ma!!!

Ekspedientka - Nie mam!!!

Klient - Przecież to sklep z pieczywem!!!

Ekspedientka - Ale wyszło!!!

Klient - (uspokaja się) ...Tak?... Aha... To nie ma różnicy czy chcę kupić gwoździe czy pieczywo...?

Ekspedientka - (ugodowo) Hm... właściwie tak...

Klient - To gdzie jest następny sklep z gwoździami?

Ekspedientka - Rzeźnik za rogiem.

KONIEC

Autor - Władysław Sikora

 

 

 

OPERACJA TRUDNA JEST

Chirurg - Słuchaj, naprawdę, znakomity film widziałem, genialny. Kurczę, ale film, ale! Hmmmm, ale czad, hmmm...

Doktor - A o czym?

Chirurg - Nie pamietam. Ale to film, którego się nie zapomina. Coś, że facet, coś jakoś tak wiesz, tu, tam, tego?i nagle nie tego, tu wiesz, ale nie, wiesz, on niby że ten, niby ze nie ten tego, i ni stąd ni zowąd facet wiesz, jakoś tak nie ten...

Doktor - Aaa czekaj, to ja widziałem!

Chirurg - No nie? Magia kina. A'propose magii, Leszek, słuchaj, mam dzisiaj trudny zabieg. Powiedz, czy zawsze się pod narkozą robi?

Doktor - Nawet nie wiem wiesz?

Chirurg - Cholera, mam pacjenta z wrzodami, można by je wyciąć ale nie wiem jak.

Doktor - Jak operacja to trzeba rozciąć gdzieś... czymś. I tam będą takie mokre rzeczy... to jakoś to wytrzymasz, musisz część wyjąć... czekaj, większość zostaw a tego wrzoda wyjmij... aaaa jakoś się rozejrzysz.

Chirurg - Mówisz?

Doktor - No.

Chirurg - O rany, ale mam dosyć tych operacji. Nigdy mi się nie udaje. Większość czasu spędzam w areszcie.

Doktor - To może pod narkozą...

Pielęgniarka - Panowie, mam problem. Mam imieniny.

Oni - Wszystkiego najlepszego.

Pielęgniarka - Nie nie. Nie o to chodzi. Robię przyjęcie ale gdybym chciała zaprosić wszystkich to nie dam rady. Co radzicie? Zaprosić tylko ludzi czy tylko rodzinę?

Chirurg - Rodzinę.

Pielęgniarka - A jak się tu obrażą? Wiesiek, Henryk, doktor Kalinowski na pewno się obrazi. Kiedyś się strasznie obraził, że nie chciał zacząć operacji. Musiałam mu oddać moją łapówkę.

Chirurg - A już się człowiek przywiązał nie?

Pielęgniarka - Nooo.

Doktor - Zaproś tylko nas, a my powiemy, że nie robisz w tym roku przyjęcia.

Pielęgniarka - No dobra. Hej. (odchodzi) Aha, (skrobie się po głowie) ale po co tu przylazłam? Ja tu po coś przylazłam. Coś chciałam... Aaa, pacjent spod czwórki ma zapaść. (wychodzi) Chirurg - Co robić?

Doktor - Bracie ty tam idź. Rób dużo hałasu, zamieszania i paniki, głównie krzycz i biegaj. W takim bałaganie nikt nie zauważy agonii.

Chirurg - (idzie i krzyczy na korytarzu: "Gdzie apteczka! Dajcie apteczkę! Tu trzeba doktora, ludzie!!! Nosze!!! Dajcie więcej noszy!" Wraca smutny)

Doktor - I co?

Chirurg - Idę do aresztu. Tuuuu, bliziutko. Stąd mam bliżej. A z domu musiałbym taksówkę brać.

Doktor - Ale co? Ktoś się zorientował?

Chirurg - Nie, nikt. Ale etyka lekarska.

Doktor - No tak. Etyka.

Chirurg - To cześć. (wychodzi) Masz jeszcze operację?

Doktor - Tak, zaraz do ciebie dołączę.

KONIEC

Autor - Joanna Kołaczkowska

 

 

 

SŁABA PŁEĆ

Wyobraźmy sobie, że coś w historii poszło nie tak. Świat mógłby wyglądać zupełnie inaczej. Czarna wizja z męskiego punktu widzenia.

(tatuś w fartuszku, wycirając talerze, porusza się po domu po ścianach, potwornie przerażony)

Tato - Jasio! Odrobiłeś lekcje?

Jasio - Tak.

Tato - Na pewno? Bo jak mama sprawdzi...! Odrób jeszcze trochę.

Jasio - Tato, coś jest nie tak...

Tato - Co?

Jasio - Pokaż oko (zdejmuje mu okulary, oko jest podbite) I co to jest?

Tato - To przypadek. Mama niechcący machnęła ręką.

Jasio - I w jeden punkt trafiła???

Tato - Nie zagaduj mnie bo ziemniaki jeszcze nie nastawione. Mama wróci i znowu niechcący zacznie machać ręką.

Jasio - Tato, ty jesteś przerażony.

Tato - Nie przerażony tylko przejęty. (nasłuchuje) Cicho! Windzia jedzie!!!

Jasio - Wandzia!

Tato - Windą. Jasio do lekcji, szybko. A ja pójdę mamie otworzyć drzwi. (schodzi) Dzień dobry kochanie (cios, wylatuje zza kulis)

Mama - (zza kulis wychodzi lekko zawiana mama) Co ty kurna, oczadziałeś? Co to w ogóle było???

Tato - Chciałem cię pocałować.

Mama - Co!?

Tato - Wczoraj sama mówiłaś, że mogę cię pocałować.

Mama - Powiedziałam, ze możesz mnie pocałować... Co na obiad?

Tato - Wiesz, nie było cytrusów u nas, i pojechałem szukać do miasta, ale tam nie znalazłem...

Mama - Co na obiad?

Tato - Obszukałem pół osiedla...

Mama - Nie denerwuj mnie mężczyzno! Co na obiad?!!!!!!

Tato - Schabowy! (zakrywa rękami głowę i szlocha)

Mama - Co?! Chcesz mnie karmić świnią?

Tato - Ale to bardzo zdrowe.

Mama - A czy ja chora jestem? Ja wracam do domu i chcę porządnie zjeść, a nie zdrowo!!! Yh! (prawie by uderzyła, ale sobie przypomniała) Byłabym zapomniała... (wyjmuje z torebki zmiętego kwiatka) To na dzień mężczyzny. Poznaj moją dobroć, zjem na mieście.

Tato - Gdzie idziesz? Znowu z koleżankami na likierek?

Mama - Zamknij się! Dzień mężczyzny ma swoje granice!

Tato - A ja? Może ja też chciałbym wyjść? Na miasto... do ludzi...

Mama - Miejsce mężczyzny jest przy garach! Wbij to sobie do głowy - Zdzirze!

KONIEC

Autor - Dariusz Kamys

 

 

 

ŚPIJ SUKINSYNU

(wchodzi lekarz i na statywie wiesza napis "Poradnia dla nerwowo chorych", ale napis cały czas się przekrzywia, co on poprawi to się przekrzywi, w końcu nie wytrzymuje i zrywa w szale napis i go depcze, uspokaja się i woła)

Lekarz - Siostro, jest ktoś do mnie?

Siostra - Tak, pan Napoleon i jakiś nowy.

Lekarz - Nie! Znowu Napoleon! Nie dzisiaj! Niech siostra przestraszy go i powie mu, że przyjmuje tylko profesor Wellington i Dr. Kutuzow.

Siostra - Spróbuję. (do Napoleona za kulisami) Goń się gościu! Pal gumę chłopcze! (do doktora) Zrozumiał.

Lekarz - A ten drugi? Nie da się go jakoś spławić?

Siostra - Widać, że ma problemy. Myślę, że on potrzebuje pana pomocy.

Lekarz - Pomocy, pomocy! A mi KTO pomoże, ja też mam swoje problemy!

Siostra - Doktorze, to pana zawód i za przeproszeniem zasrany obowiązek.

Lekarz - Skoro zasrany, to dawaj go pani.

Siostra - No idź pan. Kieruj sie pan na to białe.

(wchodzi wystraszony gość, rozbiegany wzrok, rozgląda się)

Pacjent - Jesteśmy sami?

Lekarz - Tak.

Pacjent - (pokazując na widownię) A ci?

Lekarz - To fototapeta...wodospad mi się znudził, poza tym pacjenci narzekali, za głośno szumiał. Słucham Pana.

Pacjent - Mam kłopoty...

Lekarz - (podniesionym, zniecierpliwionym głosem) A jak pan myśli?A ja co mam, sielankę! Nie? (siostra zza kulis: Doktorze, to pana zawód i za przeproszeniem zasrany obowiązek) No dobrze - siadaj pan... (rzuca mu krzesło, siostra: Zasrany obowiązek, lekarz mówi łągodnym, ciepłym głosem) Niech pan siada. (pacjent siada) W czym mogę pomóc?

Pacjent - Jestem nerwowy. Wynika to chyba z lęku.

Lekarz - Z lęku przed czym?

Pacjent - Nie jestem pewien...

Lekarz - (przedrzeźnia go) Nie jestem pewien... A kto ma być pewien - Ja?!

Pacjent - Chyba tak. Jest pan psychiatrą to pana zawód...

Lekarz - I zasrany obowiązek, wiem. Wprowadzę pana w hipnozę, dzięki niej lepiej poznamy pana problem... Proszę się rozluźnić?Proszę zamknąć oczy... leży pan na łące. Jest pan spokojny... Gdzieś tu było moje wahadełko uspokajające. Cholera!!! Gdzie ono jest. Niech pan leży na łące i nigdzie się nie rusza. Ta pielęgniarka zawsze coś mi poprzestawia! Co ona tu robi, przecież ona jest chora psychicznie. (schodzi za kulisy słychać rumor) Do jasnej cholery gdzie jest wahadełko?! A, mam w kieszeni. Przepraszam, na czym skończyliśmy? (macha wahadełkiem zrobionym z jaja z niespodzianką)

Pacjent - Leżę na łące.

Lekarz - Nie, nie. Jest pan w moim gabinecie.

Pacjent - Pan mówił, że leżę na łące.

Lekarz - Aha tak, hipnoza. Tak, tak leży pan łące, a pańskie problemy są gdzie?

Pacjent - Ze mną.

Lekarz - Nie nie pańskie problemy są daleko.

Pacjent - Aha to dobrze.

Lekarz - Czy jest pan już zrelaksowany?

Pacjent - Nie wiem.

Lekarz - Wie pan moja rola ogranicza się do terapii, pan też musi z siebie coś dać. A kto ma wiedzieć?! Ja? Ja?! Wszystko na mnie tak?

Pacjent - Doktorze! Niech się pan nie denerwuje. Już jestem zrelaksowany!

Lekarz - Aha, aha już dobrze. Mam tylko prośbę. Żeby uwagi na temat moich nerwów zachował pan dla siebie. No! Niech pan się skupi na wahadełku: jest panu dobrze, a przede wszystkim czuje się pan bezpiecznie, chce się panu spać, zasypia pan.

Pacjent - Nie chce mi się spać.

Lekarz - Chce się panu spać tylko pan tego nie czuje. Proszę się nie rozpraszać, bez hipnozy dalej nie pojedziemy... pana lewa ręka staję się ciężka - tak?... druga ręka też staje się ciężka - tak?... trzecia ręka też staje się ciężka - tak?...

Pacjent - Przepraszam, ale ja nie mam trzeciej ręki.

Lekarz - Nie ma pan?!! (łyka tabletkę) Człowieku daj mi pracować!!! I co, mam wszystko zaczynać od nowa! O nie!!! Zamknij się i śpij!!! Każdy z tego gabinetu ma wychodzić spokojny, ale pan mi nie daje szans. Daj mi pracować. Chcę ci pomóc!!!

Pacjent - Ale...

Lekarz - Nie ma żadnych ale! Masz spać (bierze do ręki podręcznik psychologii) Widzisz? Tu jest przed hipnozą. Pacjent stoi.

Pacjent - A lekarz się uśmiecha.

Lekarz - Ha ha ha ha!!!!!!! Na tym obrazku lekarz robi hipnozę a pacjent co robi? ŚPI!!! A pan zdaje się nic z tego nie rozumie. Ma pan spać!!! (mówi i wali pacjenta w łeb podręcznikiem do psychologii, pacjent traci przytomność) Dziękuję. Nareszcie pan współpracuje. To bardzo pomoże terapii. Teraz będzie pan odpowiadał na moje pytania. Co pana niepokoi? (chwilę nasłuchuje i nic nie słyszy) Nie słyszę czyli - nic!? Czy ma pan jakiś problem, który pana gnębi? - nie! No. Terapia zakończona. Teraz policzę do trzech i obudzisz się. Raz dwa trzy... Co? Stawiamy się? Cztery pięć sześć. OK. Nie ma problemu. W takim razie klasnę i obudzi się pan. (klaszcze ale i to na nic, w końcu mówi) OK. Kiedy zrzucę pana z krzesełka i obudzi się pan (no i w końcu budzi się a lekarz mówi) Może pana trochę boleć głowa. Po hipnozie to częste.

Pacjent - Gdzie ja jestem? Co tu się stało... Jak ja...? Kim pan...?

Lekarz - Nie pamieta pan?

Pacjent - Nie, ja nic nie pamiętam, o Boże...

Lekarz - Niczego pan nie pamieta? (pokazuje książkę, którą trzyma w dłoni) To... panu wypadło. (zdejmje fartuch pospiesznie) I fartuch, rzucił się na mnie wie pan? (oddaje pacjentowi fartuch) Jest pan psychiatrą.

Pacjent - Ale ja nie chcę leczyć wariatów.

Lekarz - Trudno proszę pana, to pana zawód i za przeproszeniem zasrany obowiązek.

KONIEC

autor - Dariusz Kamys

 

 

 

SZPITAL GDZIE BĄDŹ

Siostra - Proszę tu. Będzie pan leżał na tym. (ustawia krzesła, zawiesza wykres temperatury)

Pacjent - Czy moja choroba nie wymaga lepszych warunków?

Siostra - Pana choroba? Rozwija się znakomicie. W takim tempie, że nie wiem czy warto pościel przynosić.

Pacjent - Nie wolno pani tak mówić.

Siostra - Wiem-wiem.

Pacjent - Powinna pani mówić, że zrobicie wszystko dla mego dobra.

Siostra - A uwierzy pan? Że zrobimy wszystko ... uwierzy pan?

Pacjent - Siostro, ja nie mogę umrzeć!

Doktor - Kto tu nie może umrzeć?

Pacjent - Ja.

Doktor - Pan? AA! Niech pan mnie nie rozśmiesza. (ogląda wykres temperatury) Siostro, na co cierpi pacjent?

Siostra - Po polsku czy po łacinie?

Doktor - Do astmy po polsku, wyżej po łacinie.

Siostra - Pneumothorax.

Doktor - Oj, nie lubię tego leczyć. Na akademii miałem z tego komis.

Pacjent - Doktorze, nie jest pan już na akademii. Tu są żywi pacjenci.

Doktor - Na razie, na razie. (patrzy i patrzy na wykres temperatury, składa i wkłada do kieszeni) Dam dziecku do kolorowania.

Pacjent - Doktorze, proszę się postarać. Odwdzięczę się.

Doktor - Nie pracuję tu dla pieniędzy. Jestem tu dla władzy! (przyjmuje władczą postawę) Oddychać! (pacjent wszystko wykonuje) Nie oddychać! Otworzyć usta! Zamknąć! Beknąć!... Uwielbiam to uczucie!

Pacjent - Doktorze, wyleczy mnie pan?

Doktor - (wzrusza ramionami)

Siostra - Co z nim zrobimy?

Doktor - Nie wiem. Na komisie miałem ściągi.

Pacjent - Jak to pan nie wie?! Co z pana za lekarz?!

Doktor - (ściąga stetoskop i rzuca pacjentowi, wyjmuje pigułki z kieszeni, zastrzyki) Proszę! Proszę! Zobaczymy co PAN z tym zrobi?! (odchodzi urażony)

Siostra - Doktorze, czy my codziennie musimy przez to przechodzić?! To tylko odma. Da pan radę.

Doktor - Odma? Pneumothorax - odma... No tak.

Pacjent - A więc nie umrę?

Doktor - To się zobaczy.

Pacjent - Na to się nie umiera!

Doktor - Czasem tak.

Pacjent - Nie mogę na to umrzeć!

Doktor - Co się pan kłóci z fachowcem? Proszę to zażyć i już nie gadać.

Pacjent - (zażywa i umiera)

Siostra - (patrzy zdziwiona na pacjenta i doktora)

Doktor - Na to faktycznie rzadko się umiera, ale wjechał mi na ambicję.

KONIEC

Autor - Władysław Sikora

 

 

 

PIOSENKA KRAKOWSKA

Krzysiek Maćkowski kawaler do wzięcia

Marzył o roli męża i zięcia

Chętnie wziąłby udział w akcie poczęcia

Potrzebnego na to nie znalazł dziewczęcia

Smutny jak spaniel chlipnął w poduszkę

Z rozpaczy włożył do ust swoich nóżkę

Pomyślał wtedy: łatwiej będzie coś spłodzić

Gdy będę miał roczek i zacznę już chodzić!

KONIEC

Słowa - Dariusz Kamys, Muzyka - Łukasz Pietsch

 

 

 

STEFANIO WRÓCIŁEM

Stefania - (stoi na progu) To już trzecia jesień jak jestem sama. Tak żółto jeszcze nie było. Listek, (pokazuje)listek listek... stówa?... nie, listek. Listek do listka i będzie walizka. Walizka pełna liści. Tak, wyjadę. Puciągiem. Może wreszcie uda mi się zapomnieć Tadeusza. Tadeusz...łajdak, kłamca, przekonany że ma dużo wdzięku...

Tadeusz - (nieco skacowany) Czy mówisz o mnie? Usłyszałem "ma dużo wdzięku".

Stefania - Tadeusz!?... Co... (!) Co tu jesteś!? Kiedy?! Jak to? Dlaczego? Po co?

Tadeusz - ...O boże! Jeszcze nie wiem o co pytasz, a już nie wiem co odpowiedzieć.

Stefania - Nie było cię tak długo!

Tadeusz - Parę dni...

Stefania - Trzy lata!!!

Tadeusz - (ugodowo) Parę dni z hakiem. Daj coś do picia.

Stefania - Bez słowa wyszedłeś, bez słowa cię nie było, a teraz wracasz i mówisz?!

Tadeusz - (zakłopotany) Nie mówię że nie...

Stefania - A czy przez chwilę pomyślałeś o mnie?

Tadeusz - Każda chwila w której myślałem o tobie była dla mnie wiecznością.

Stefania - Przez trzy lata żadnego listu! Nie wiedziałam czy zginąłeś, czy cię porwano, czy zdałeś na studia...

Tadeusz - Czy to ważne? (patetycznie) Świat mnie połknął, wymemłał i wypluł...

Stefania - Mocno cię wymemłał, mocno. I po co wróciłeś?

Tadeusz - Powiedzieć całą prawdę?

Stefania - Mów.

Tadeusz - Wróciłem bo jesteś mi droższa niż wszystkie pieniądze świata!

Stefania - I gdzie tu prawda?

Tadeusz - Pomiędzy "wszystkie" a "świata"...

Stefania - Wszystkie pie... Więc pieniądze? Skończyły się?

Tadeusz - (potakuje)

Stefania - Idź sobie! Wyjedź na zawsze! Nie chcę cię więcej widzieć. A gdybyś kiedyś tędy przejeżdżał włóż maskę na twarz!...

Tadeusz - Nie! Nie! (rzuca się i wczepia się w statyw) Jak mnie wyrzucisz to razem z tą rurką! (podnosi statyw) Hm... to nie jest od kaloryfera? (pada i chwyta nogę Stefanii) Jak mnie wyrzucisz, to razem z twoją nogą!

Stefania - Myślisz, że pozwolę ci zostać?!

Tadeusz - (wstając) Dziękuję, nie śmiałem prosić. Daj coś do picia.

Stefania - Wynoś się!

Tadeusz - Pozwól mi się wytłumaczyć.

Stefania - (patrzy przeciągle) Móóów. I tak ci nie uwierzę! Móóów!

Tadeusz - (ciężki oddech) Wyszedłem z domu i spotkałem kobietę... Fajna była. To z nią poszedłem.

Stefania - A do mnie nawet nie napisałeś, nie zadzwoniłeś...?

Tadeusz - Po co? Była o wiele ładniejsza od ciebie.

Stefania - Tadeuszu, jak możesz?!

Tadeusz - Sory. Miałaś nie uwierzyć... Gdybym wiedział, że uwierzysz, powiedziałbym że porwali mnie kosmici... (przeżywa) to było straszne... Trzymali mnie trzy lata w laboratorium. Robili eksperymenty genetyczne.

Stefania - Eksperymenty genetyczne?

Tadeusz - Tak. Mam trójkę dzieci pod Warszawą.

(chwila ciszy)

Stefania - Tadeuszu, ty chcesz żebym ja w UFO uwierzyła?

Tadeusz - Jakby się dało...

Stefania - Kłamiesz Tadeusz, ale robisz to z takim wdziękiem, że nie mogę cię tak zwyczajnie wyrzucić. Więc zostań! W środy przychodzi pan Mietek to cię zrzucimy ze schodów.

KONIEC

Autor - Władysław Sikora

 



<< Powrót

życzenia urodzinowe ślubne zyczenia urodzinowe zyczenia imieninowe zaproszenia milosne wyznania śmieszne życzenia urodzinowe życzenia

Copyright © 2005 listonosz.net - witryny internetowe www.natjar.com