[Allegro.pl - najwięcej ofert, najlepsze ceny, sprawdź!]
 
● Życzenia ● Aforyzmy ● Biorytmy ● Horoskopy ● Imiona
● Święta ● Kartki ● Prezenty ● Rozrywka ● Sennik ● Kontakty
        ● Kuchnia  ● Forum  ● Deformator  ● Miasta  ● Teksty Piosenek 

Poczta

Ustaw stronę startową

Przeszukaj Listonosza

Google
Web listonosz.net



Polecamy Witryny

● blogi ● wizytówki ● praca ● ogłoszenia ● internet ● brukowiec ● bajeczka

Aukcje24.pl

Sponsorzy
Zakupy internetowe -
● www.cogdziekupic.pl
Sklepy internetowe -
● www.megasam.net
Autogiełda -
● www.motostrefa.pl
Portal sklepowy -
● www.megasam.info

Imieniny - Prezenty
Urodziny - Prezenty

 

Ani Mru Mru Biuro Organizacyjne Ciach DNO Elita Formacja Chatelet Grupa MoCarta Grupa Rafała Kmity
Grzegorz Halama Oklasky HiFi Hrabi Ireneusz Krosny Jachim Presents Jurki Kabaret Moralnego Niepokoju Kabaret Pod Wyrwigroszem
Kabaret Skeczów Męczących Kaczka pchnięta nożem Koń Polski Kwartet Okazjonalny Made In China Napád Noł Nejm OT.TO
Pigwa Show Potem PROFIL RYBKI Słuchajcie Szum Widelec Zygzak

Kabaret "Hrabi"


HRABI DRACULA

 

 

SPRAWIEDLIWOŚĆ BLIŻEJ CZŁOWIEKA

(w piżamie leży człowiek)

Prokurator - Proszę wstać. Sąd idzie.

Oskarżony - (zaspany) Co? Która godzina?

Prokurator - Proszę wstać, sąd idzie!

Oskarżony - Jaki sąd? To moje mieszkanie. Chyba. No moje.

Sąd - W ramach akcji "Sprawiedliwość Bliżej Człowieka" rozprawy odbywają się w domach oskarżonych.

Oskarżony - Jestem oskarżony? To pomyłka.

Sąd - Może. Błądzić jest rzeczą ludzka, a sąd chce być ludzki. Czy przyrzeka pan mówić tylko prawdę?

Oskarżony - Nie!

Sąd - To sąd. Musi pan mówić prawdę chyba że jest pan prawnikiem...

Oskarżony - Prawnicy nie muszą?!

Sąd - No nie. Proszę przyrzec!

Oskarżony - Przyrzekam.

Prokurator - Oskarżam z paragrafu 152.

Oskarżony - Ale... co mówi paragraf 152?

Prokurator - Nic. Wymownie milczy.

Oskarżony - Jestem niewinny.

Sąd - Kto jest bez winy nich pierwszy rzuci kamień. (prokurator podaje Oskarżonemu kamień, zanim Oskarżony rzuci Sędzia rzuca w oskarżonego) Byłam pierwsza.

Prokurator - Żądam dożywocia.

Sąd - Proszę, niech oskarżony się broni.

Oskarżony - Przed czym?

Sąd - Przed sądem.

Oskarżony - Nie zrobiłem nic złego!

Sąd - Oskarżony nie wykazuje skruchy. Będzie surowiej.

Oskarżony - Może raz jechałem autobusem na gapę...

Sąd - Pudło. To nie to. Ale doliczymy.

Oskarżony - Żądam adwokata!

Sąd - Pana adwokat z urzędu ma chałturkę w Rejonowym. Prrrt. Ale poprosił prokuratora o podanie jakiejś okoliczności łagodzącej.

Oskarżony - To paranoja. Jesteście czubkami.

Sąd - Nakładam grzywnę za obrazę sądu!

Prokurator - Ale proszę o uwzględnienie okoliczności łagodzącej, że oskarżony przyrzekał mówić prawdę.

Oskarżony - Wynocha stąd! To moje mieszkanie!

Sąd - Proszę o spokój, bo każę się opróżnić! Proszę prokuratora o mowę końcową.

Prokurator - A co tu gadać? Zamknąć!

Sąd - Co oskarżony powie w ostatnim słowie?

Prokurator - Proszę jeszcze o głos.

Sąd - Proszę.

Prokurator - Zrymowało się.

Sąd - Tak?

Prokurator - Co oskarżony powie w ostatnim słowie... Co oskarżony powie w ostatnim słowie... (śpiewają na głosy) Co oskarżony powie w ostatnim słowie?

Sąd - Wystarczy. (do oskarżonego) Słucham...

Oskarżony - Przepraszam, ale to zupełnie nie ma sensu.

Sąd - Miało być słowo. Proszę zaprotokołować tylko "przepraszam".

Oskarżony - Jesteście naćpani!

Sąd - Za swoje ćpam.

KONIEC

Autor - Władysław Sikora

 

 

 

MUZY DO WYNAJĘCIA

Na scenie stoi stół na nim maszyna do pisania. Przy stole krzesło. Wchodzi facet, przeciąga się ziewa, siada do stołu i pisze chwilę. Mnie i wyrzuca kartki, demonstruje inne objawy niemocy twórczej. Przerywa, znowu pisze kilka słów i rozwala się na krześle.
On i ona stoją z boku sceny. Mogą wyglądać, jak policjanci (płaszcze), ale nie muszą. Działają wg typowego schematu dobrego i złego gliniarza.

Ona - No, rzucaj.

(On rzuca monetą i oboje patrzą na wynik)

Ona - (z satysfakcją) Dziś ty jesteś dobry

On - Rany, jak mi to nie pasuje!

Ona - No dobrze, to ja mogę.

On - Ja cię po prostu ozłocę.

(Wchodzą, a on od razu wrzeszczy Autorowi do ucha)

On - Wstawaj!

Autor - (ocyka się) Jezuu, to napad? Ja tu nic nie mam, weźcie maszynę, jeśli chcecie i ... i papier.

On - (energicznie sadza Autora na krześle, ryczy) Stul mordę! Natchnienie przyszło!

Autor - My się znamy? Kim wy jesteście?

Ona - My? Muzy do wynajęcia. Ja jestem twoją Kaliope. A on ...

On - Nie chcesz wiedzieć.

Autor - Przecież muzy nie istnieją!

On - (podchodzi i wyciska mu syfona) Nadal tak uważasz?

Autor - (trzymając się za nos) Może ty tak, ale muza, jeśli pominąć grecką mitologię, to przecież tylko przenośnia, tak? Natchnienie? Talent? Fizycznie przecież muz nie ma?

On - Ja mogę być talent. Pasuje mi.

Ona - (podchodzi i całuje go w czoło) Nadal nie istnieję?

On - (wyciska mu syfona) A to, żeby Ci się w głowie nie przewróciło.

Autor - Dobrze, kimkolwiek jesteście. Czemu właśnie mi się ukazaliście?

Ona - Bo mamy zlecenie na ciebie. Kochanie.

On - Słuchaj, dupku, jest piąta rano, a Ty się kładziesz?

Ona - Czy wiesz, że Dostojewski wstawał codziennie rano o piątej, pisał cztery godziny, jadł śniadanie i znowu pisał cztery godziny?

On - I tak napisał "Zbrodnię i karę".

Autor - No dobrze, ale czego chcecie ode mnie?

Ona - Chcemy, żebyś napisał dzieło swego życia.

On - (ryczy) I napiszesz!

Autor - Nie idzie mi!

On - Pójdzie! Pobiegnie!!! (lepa)

Autor - Wy się spodziewacie, że można coś osiągnąć w ten sposób?

On - (do niej) Pamiętasz, Dostojewski też pytał.

Autor - To byliście Wy?

Ona - My. A konkretnie - on.

Autor - Ale ja nie chcę pisać takich rzeczy.

On - (szuka czegoś w torbie, wyjmuje kombinerki) Dostojewski też nie chciał. (Zagląda w kartkę) Co tam masz? "Klaudia siedziała zamyślona..." Syf malaria i popłuczyny. Ale od tego zaczniemy. Zamyślona i co dalej?

Autor - Nie wiem.

On - (ściska palec w kombinerkach) Zamyślona i?!...

Autor - Aaa! Wtem wstała i wolnym krokiem podeszła do oknaaaa!!!

On - Tyle zachodu, żeby takie gówno wycisnąć. I co dalej?

Autor - Nie wiem.

On - Idę po imadło. (wychodzi)

Ona - Bolało? Jest za brutalny. Ale nie umiem go powstrzymać. Palisz? (podaje mu papierosa, patrzy uważnie) No, podeszła do okna i co...

Autor - Nie wiem!

Ona - Lepiej go nie zmuszać, żeby użył tego imadła. Powiesz co dalej i obędzie się bez bólu.

Autor - Ale o czym ja mam pisać?

Ona - Coś Cię cieszy? Opisz to. Coś Cię trapi? Też opisz. Może łyczka?

Autor - Tylko wy mnie trapicie.

On - (wraca, zabiera Autorowi papierosa i gasi) Nie pal, dym szkodzi. Pisz (zapala sobie)

Autor - To mnie natchnij!

On - Nie prowokuj mnie...

Ona - Ostatnio poszedł po sprężarkę i natchnął...

Autor - Nie ugnę się pod przymusem.

On - (bierze się do przykręcania imadła do stołu) Założysz się?

Ona - I chyba lepiej, żebyś się ugiął. Żeromski się nie ugiął.

Autor - Co chcecie od Żeromskiego? Jest w lekturach szkolnych.

On - Dobrze, Żukrowski się nie ugiął, żeby pozostać przy tych na "Ż". Daj no rękę.

Autor - Nieee, poczekajcie, poczekajcie. Mówicie, że jesteście do wynajęcia? Ale ja was przecież nie wynajmowałem. To jakaś pomyłka.

Ona - Nie ma mowy o pomyłce.

On - Każdy klient, który skorzysta z naszych usług, może po promocyjnej cenie wykupić usługi dla znajomego. I ty właśnie jesteś takim znajomym.

Autor - Czyim?

Ona - Nie możemy powiedzieć.

Autor - (godzi się) Dobrze, będę pisał, ale jak skończę zapłacę za Marciniaka. To kompletne beztalencie, imadeł wam nie wystarczy.

On - Bez obawy. Marciniak to samo o tobie powiedział.

(Autor bierze się do pisania)

KONIEC

Autor - Krzysztof Kołaczkowski



<< Powrót

życzenia urodzinowe ślubne zyczenia urodzinowe zyczenia imieninowe zaproszenia milosne wyznania śmieszne życzenia urodzinowe życzenia

Copyright © 2005 listonosz.net - witryny internetowe www.natjar.com