TERAPIA
TERAPIA
(na scenę wchodzą wszyscy i siadają na krzesłach
ustawionych w półokręgu)
Aśka - Witam was wszystkich na naszej terapii grupowej.
Cieszę się, że tak dużo was przyszło. Cieszę się, że tak dużo z was
potrzebuje pomocy. Będziemy się otwierać przed sobą. Może ja zacznę
pierwsza. Mam na imię Aśka. Mam lat... Ile ja mam lat. Wyglądam na mniej.
Jestem tu, bo mam problem z wybuchowością.
Pozostali - (ściskając jej dłonie) Ojej wspieramy cię
wspieramy!
Aśka - Jak jestem na kogoś zła (spojrzenie na kogoś z zespołu)
to zamiast się jakoś uspokoić, ja wybucham. Koledzy z pracy (spojrzenie na
kolegów) są spokojniejsi ode mnie a ja nie.
Kamol - Przestań.
Aśka - (krzyk) To ty przestań!!! Przecież mówiłam, że mam
problemy z wybuchowością!!!
Kamol - Uważam, że to dobrze, gdy w zespole jest jedna kobieta.
Dobrze, że nie dwie.
(Bajer z Łukaszem leniwie kiwają głowami, Kamol i Aśka do
nich dołączają)
Bajer - Na imię mam Tomek. Przyszłem tutaj, bo mam...
Aśka - Bardziej przyszedłeś.
Kamol - On chyba lepiej wie, co on tutaj zrobił. Skąd wiesz? Może
on rzeczywiście tutaj ... przyszł.
Bajer - Zgłosiłem się tu, na terapie grupową, bo wierzę, że jak
stąd wyjdę, to wyjdę na ludzi. Bo ja mam problem z asertywnością.
Pozostali - (ściskając mu dłonie) Wspieramy cię, wspieramy!
Bajer - Koledzy z pracy mają do mnie żal, że nie potrafię im odmówić.
Kamol, zapytaj mnie czy pomogę ci w przeprowadzce?
Kamol - Pożycz stówę!
Bajer - (wyciągając banknot z kieszeni i dając Kamolowi) Pomóżcie
mi to zmienić.
Kamol - Wszyscy mówią na mnie Kamol. Też mam problem.
Aśka - Ale powiedz ile masz lat...
Kamol - To akurat nie jest mój problem.
Bajer - Ale otwórz się.
Kamol - 42. (reszta spuszcza głowy) Mam taki problem, że czuję
się w tym zespole niedowartościowany.
Pozostali - (ściskając mu dłonie) Ojej wspieramy cię,
wspieramy!
Kamol - Bo gdy patrzę na kolegów z pracy, to widzę, że oni są
dowartościowani. (zaczyna się podkręcać) To w takim razie proszę, może
mnie jeszcze wyrzućmy z zespołu, proszę! Tacy mądrzy są to proszę, niech
wezmą moje role, pewnie lepiej zagrają!
Aśka - (wrzeszczy na niego) Przestań się mazać jak baba!!!
Bajer - To dobrze, że mamy jedna kobietę w zespole.
Łukasz - A ja w przeciwieństwie do nich nazywam się Łukasz.
Pozostali - (ściskając mu dłonie) Wspieramy cię, bardzo cię
wspieramy!
Łukasz - Chciałem być pianistą jazzowym.
Pozostali - (ściskając mu dłonie) Wspieramy cię, masz nasze
wspracie.!
Łukasz - Skończyłem podstawową szkołę muzyczna na flet i
fortepian...
Aśka - Fuj.
Łukasz - Średnią szkołę na gitarę i akordeon, a potem skończyłem
w kabarecie.
Pozostali - (ściskając mu dłonie) Wspieramy cię Łukasz!
Kamol - A jaki masz problem?
Aśka - Z czym tu przyszedłeś?
Bajer - Jak możemy ci pomóc?
Łukasz - Potrzebuję trochę gotówki.
Aśka - Po terapii coś będzie.
(wszyscy patrzą w publiczność oczekująco)
Kamol - Ale to chyba nie wszystko?
Łukasz - A co?
Kamol - A otyłość?
Łukasz - Nie rozumiem.
Pozostali - (ściskając mu dłonie) Ojej wspieramy cię
wspieramy. (Łukasz obrażony siada za pianinem)
(Kamol, Aśka i Bajer schodzą do widowni i podchodzą do
widza)
Kamol - A ty? Jaki masz problem?
Bajer - Jak możemy ci pomóc?
Aśka - Może cię przytulić?
Kamol - Nie możesz znaleźć dziewczyny?
Widz - Mam dziewczynę. (lub jakiś inny tekst)
Bajer - Ale nie chodzi o taką jaką masz tylko o taką jaką możesz
mieć.
Aśka - Wydaje mi się, że się zawstydził.
Pozostali - (ściskając mu dłonie) Ojej, wspieramy cię
wspieramy!
(Aśka i Bajer schodzą za kulisy)
Kamol - Wspierajmy się, chwyćmy się wszyscy za dłonie w takim geście
wsparcia! Niech wyrośnie las wspierających się dłoni! Tak jest! I w ten oto
sposób może nam się uda razem przetrwać ten program!
KONIEC
Joanna Kołaczkowska, Dariusz Kamys, Władysław Sikora
GURU
(wchodzi, podnosi rękę do góry i badawczo okręca w różne
strony)
Guru - Sprawdzam, czy jest wiatr... (kręci dłonią)
E! A wy nie oddychacie?? Nie chciałbym was martwić, ale wy chyba nie żyjecie...
(jeśli jakakolwiek reakcja) Dziwi mnie, że tak lekko to traktujecie.
Chociaż trochę mi to nie pasuje, że się ruszacie. (sprawdza znowu wiatr)
No, ale wiatru nie ma. No kurczę tak! Chyba że... Mam! O jednym nie pomyślałem:
że nie oddychacie równo! Tzn. że jak jedno wydycha powietrze, to drugie je
wciąga. Matko, to jest obrzydliwe. Nie myśleliście o tym, żeby równo
oddychać? Wtedy każdy będzie miał swoje powietrze. Spróbujcie razem:
wdech... wydech... wdech... Wy sobie oddychajcie, a ja porozmawiam z wami.
Jestem waszym guru.
(wchodzą asystenci z portretami guru, w kwiatach i z palącymi
się kadzidełkami, stają za nim)
Powiedziałem wam jak oddychać, a teraz powiem jak żyć. Po
pierwsze żeby żyć nie przestawajcie oddychać. A teraz... (ktoś z
widowni, jeżeli powie, że tak) Proszę jak to nie zależy od wyglądu! (jeżeli
powie, że nie) I wcale się nie dziwię. Widzę, że masz dobry kontakt z
rzeczywistością. A teraz... skup się. Twoja lewa noga staje się piękna,
twoja prawa noga staje się piękna, twój odwłok staje się piękny i cała
reszta też. Już! Nooo, wielka poprawa! Wstań i pokaż się wszystkim! (widz)
No! A wyobraźcie sobie jak wyglądał zanim tutaj przyszedł!
Kochani szczęście to miłość. Ale, żeby kochać najpierw
musimy przebaczyć. Teraz dokonamy takiego zbiorowego przebaczenia. Wstańcie
teraz wszyscy! Dobierzcie się w pary, połóżcie dłonie na ramionach
partnera, spójrzcie mu głęboko w oczy i wyobraźcie sobie, że to wasz największy
wróg! Uważajcie, żeby wam ręce nie omsknęły się na szyje. I powiedzcie z
przekonaniem:
Asystenci i widzowie -Wybaczam ci! (robią co im każe
Guru)
- Bardzo dobrze! Od razu możemy pokonać następny etap,
zostajemy w naszych pozycjach i mówimy: "Kocham cię"
Asystenci i widzowie - Kocham cię! (robią co im każe
Guru)
Bardzo dobrze! Jesteście zdolni. Jestem z was zadowolony.
I kolejny etap. Bardzo trudny, ale poradzicie sobie. Poczujcie
się teraz bogaci. Bardzo bogaci. (do ludzi z portretami) - Idźcie po worki! (wychodzą,
a on do kogoś z widowni) Ty! tak ty, wyjmij swoje pieniądze i wyrzuć je
tak bez żalu cenę. Spróbujcie wszyscy. Nie musi się udać od razu, możecie
pożyczyć od kogoś i spróbować znów.
Hm... naprawdę zbyt lekko to traktujecie. Uśmiechacie się,
klaszczecie - brak skupienia. Dajcie mi wasze pieniądze, to powiem wam jak żyć!
Nie?! Nie?! W takim razie to wy mi powiedzcie jak ja mam żyć skoro nie mam
waszych pieniędzy?!
KONIEC
Autor - Władysław Sikora, Dariusz Kamys
SUMIENIE
Facet - (przykrywa się kołdrą i zasypia)
Zjawa - Nie śpij! Obudź się! Nie śśśśpijjj!
Facet - Won! Zmęczony jestem! Won!
Zjawa - Nieeee! Nie będziesz spałłłłł!
Facet - Będę!... Kim ty jesteś? Wynocha! To lokal prywatny! (zasypia)
Zjawa - Po tym co zrobiłeś? Nie dam ci spać.
Facet - Ocipiałaś? O co ci chodzi?
Zjawa - Poniewierasz ludźmi, oszukujesz ich, zwodzisz, niszczysz...
Facet - Sama widzisz, że muszę być zmęczony. Dobranoc.
Zjawa - Obudź się!
Facet - Mam ci sieknąć?!
Zjawa - Nie możesz, jestem twoim sumieniem!
Facet - To ja mam sumienie??? Ale jaja!
Zjawa - Już nigdy nie zaśniesz spokojnie.
Facet - Założymy się? (i od razu w kimę)
Zjawa - (gryzie w ramię ekspresyjnie)
Facet - Aaa!!! Zwariowałaś??? Będę miał malinkę!
Zjawa - To za oszukane dziewczyny!
Facet - Psychopatka! Kogo ja oszukiwałem?! Po prostu byłem dla nich
miły.
Zjawa - Mówiłeś im, że są piękne, że fascynujące...
Facet - O! Byłem bardzo miły!
Zjawa - A potem rzucałeś!
Facet - No w końcu mówiłem prawdę. Ale dopóki kłamałem, to się
cieszyły.
Zjawa - Ale z prawdy nie były zadowolone!
Facet - Ty się zdecyduj o co masz pretensje!! O oszukane czy
jakie?... Zastanów się, z ja się zdrzemnę.
Zjawa - W życiu! Podłożyłeś świnię koledze.
Facet - Któremu? Bo by się spory chlewik uzbierał...
Zjawa - Myślę o Jurku!
Facet - Jurek? O tą świnię masz pretensje? No, gdybym komuś Jurka
podłożył, to byłoby o co się czepiać!...
Zjawa - No to porozmawiajmy o innych...
Facet - Mam propozycję, trachnij se kęsa i daj spać.
Zjawa - Nie tak prędko. Zniszczyłeś rodzinę Malinowskich, kopłeś
kota, wyzwałeś ekspedientkę...
Facet - Chwila! Nie kopłem żadnego kota.
Zjawa - Kopłeś. Jak przedwczoraj poszedłeś do piwnicy.
Facet - Złotko, ja nie mam piwnicy!
Zjawa - O! Stefan, ja wiem wszystko.
Facet - Kiciu, ja Andrzej jestem!
Zjawa - Jakie to mieszkanie?
Facet - M-3.
Zjawa - Numer mieszkanka?
Facet - 17.
Zjawa - Sory, przeprosinki, he he, pomyliłam piętra.
Facet - Kiciu, to szybciutko wypad, bo mam właśnie ochotę kopnąć
kotka!
Zjawa - (wycofuje się pośpiesznie) Sorki, pardąsik,
izwienitka...
KONIEC
Autor - Władysław Sikora
POWSTANIE I LECZENIE GRYPY
(Narrator zaczyna zapowiedź przy pianinie chodzi i co jakiś
czas zatrzymuje akcje, na stopklatce omawia i tłumaczy)
Narrator - Nie wolno hamować uczuć. Hamowane uczucia mogą
doprowadzić do choroby. Na przykład - grypa! Tak jak większość chorób
zaczyna się od pojedynczej komórki. Wyobraźmy sobie taką normalną zdrową
komórkę. (wchodzi kobieta dalej zwana Komórką). Jak się zachowuje?
Zdrowa komórka jest pełna życia. (Komórka podśpiewuje sobie i kręci
kuperkiem) Z radością wypełnia swoje codzienne obowiązki, jakie nałożyła
na nią natura. Śladów choroby nie widać. Tak, to jeszcze nie jest grypa.
Przyczyną grypy jest zawsze wirus! (dzwonek u drzwi, wchodzi facet z
kwiatami) Zawsze pojawia się niespodziewanie.
Jurek - Dzień dobry sąsiadko! Męża nie ma?
Anna - Nie ma. A pan nie w pracy?
Jurek - Nie, a więc rączki całuję (dobiera się do rąk, daje
kwiatki)
Anna - Kwiaty? Znów nas sąsiad zalał?
Jurek - Kwiaty nie z powodów hydraulicznych, ale sercowych... (zaczyna
całować rączki coraz wyżej)
Narrator - Stop! (zatrzymuje sytuację) Wirus jest przebiegły
i wytrwały. Szuka jakiegoś słabego punktu, aby Komórkę osłabić i posiąść.
Czy komórka oprze mu się?
Anna - Muszę się oprzeć, w głowie mi się kręci. (siada na
krześle)
Jurek - (siada obok i zagarnia sąsiadkę) Sąsiadka siądzie
przy mnie. Ja sąsiadkę podeprę.
Anna - Co też sąsiad... (próbuje się bezradnie bronić. Wirus
jest bezwzględny)
Jurek - Niech odpoczna sobie te rączki spracowane, te nóżki
spracowane, ta pupcia jeszcze nie.
Anna - Co też sąsiad?
Jurek - A co my tak będziemy sąsiadować. Brudzia wypijmy. (wyciąga
butelkę i leje) Jurek!
Anna - Anna!
(piją brudzia)
Jurek - Anna z Jureczkiem piją powtóreczkę! (wyraźnie
rozochocony)
Narrator - Stop. Wirus jest wyraźnie ofensywny, a proszę spojrzeć
na postawę Komórki, wyraźnie pasywno - obronna. Teraz następuje tzw. atak właściwy.
Ze względu na niską atrakcyjność tego momentu przewińmy trochę do przodu. (postacie
w przyspieszonym tempie wybiegają za kulisy, zza kulis wpada element garderoby)
STOP! Choroba się rozwinęła. Informacja o chorobie dociera do całego
organizmu. (wyciąga z kieszeni telefon) Pan Kowalski? Nieważne, kto mówi...życzliwy
mówi...niech pan wróci, zobaczyć co się w domu dzieje... Zobaczy
pan!...(koniec rozmowy telefonicznej) Zobaczmy jak zareaguje organizm.
Mąż - (wchodzi zdenerwowany) Czy ktoś mi wytłumaczy co tu
się dzieje?!!
Anna - Tadzik, a po co ci ta teczka?
Tadzik - Po co?! (Tadzik bije żonę teczką)
Narrator - Stop. Organizm rozpoczyna walkę z chorobą, czasem (pokazuje
na teczkę) wspomagany przez antybiotyk. Ale z antybiotykami jest różnie,
czasem jest za słaby i nie radzi sobie z wirusem.
Jurek - (chwyta teczkę i nie pozwala bić) Panie Tadku, niech
pan nie robi z siebie błazna!
Narrator - Czasem może okazać się antybiotykiem na zupełnie inną
chorobę.
Anna - Tadzik, to jest Jurek i...
Tadzik - Gówno mnie to obchodzi, ja się pytam skąd taki duży
rachunek za telefon?!
(rzuca na ziemię rachunek i bije żonę, sąsiad wychodzi
dyskretnie)
Narrator - (podnosi rachunek i czyta) Warto pamiętać, by
przed użyciem antybiotyku zapoznać się z ulotką. (podaje żonie)
Anna - To nie nasz rachunek!
Narrator -Niezależnie od zaistniałego wariantu antybiotyk powoduje
osłabienie komórki.
(żona się słania i łapie powietrze)
Tadzik - Porozmawiamy jak wrócę! (wychodzi)
Narrator - Osłabiona komórka jest ciągle podatna na remisję
choroby.
Jurek - Znowu sama?
Anna - Jurek, nie można tak...
Jurek - Jak nie można? Jak? Pokaż... (wchodzą rozognieni za
kulisy)
Narrator - Choroba wróciła. Ale co śmieszne! - nie zawsze należy
stosować silne specyfiki... Czasami zaaplikowanie środków obojętnych
farmakologicznie, przy silnej sugestii działa tak samo jak lekarstwo. Tzw.
efekt Placebo (ding dong)
Anna - (wbiegają porozbierani na scenę) Jurek, Tadzik wrócił!...
Nie tędy! (wskazując na jego zarośnięty tors) Schowaj ten gobelin! Za
okno!
Jurek - Zabiję się!
Anna - Po piorunochronie!
Jurek - (Jurek schodzi za kulisy i słychać) - Aaaa! (Dup!)
Anna - (patrząc w drugą kulisę) Otwieram!
Handlarz - (zz kulis) Dobry! Ziemniaczki potrzebne?
Anna - Nie, dziękuję. (do kulisy w której zniknął kochanek)
Jureeek, nic ci nie jest?...
Jurek - (wchodzi z drugiej strony poobijany, ma żal do Narratora)
Placebo!!! Bardzo śmieszne! (Zabiera swoją marynarkę i kulejąc wraca do
domu)
Anna - Ach jo...(krecik. Smutna wychodzi)
Narrator - Czy choroba została pokonana? Nie do końca. (wraca mąż
i zauważa pozostawioną flaszkę i kieliszki) Niewyleczony wirus w osłabinym
organizmie może się zmutować i w zmutowanej postaci może zarazić następne
organizmy.
Tadzik - (bierze flaszkę oraz kieliszki i tanecznym krokiem znika
za kulisami, dzwonek) Dzień dobry sąsiedzie, żonki nie ma?
KONIEC
Autor - Dariusz Kamys, Władysław Sikora
NORMALNA DZIEWCZYNA
(w scenerii 2 facetów, jeden trzyma reflektorek, drugi
mikrofon na wędce, pośrodku dziwka w stroju roboczym - a więc makijaż i strój
wyzywający, z papierosem)
Dziwka - (stara się być jak najbardziej skromna i
ludzka) Jestem normalną dziewczyną, żadną tam szał girl. Ja tylko w pracy
wyglądam tak szałowo. Nie chcę się zgrywać na symbol seksu. To głupie.
Czasem się zamyślę przed telewizorem jak zwykła kobieta. Ludzie nieraz mówią:
"Ta to się nigdy nie zamyśli." To nieprawda. Jestem ludzka i nic co
ludzkie nie jest mi obce.
Wszyscy mówią o mnie "Suzi, Suzi, znam!". Prawnicy,
policjanci, lekarze... Kwiat miasta. Ale ja nie chcę być gwiazdą. Taką co to
bez kija nie podchodź. (patrzy na wędkarza z mikrofonem) Dłuższego patyka już
nie było?... Normalnie możesz podejść, ja cię przytulę... (tyczkarz kręci
głową) Sami widzicie.
Owszem w filmie bym wystąpiła, bo i zrobić się potrafię i
klapsów się nie boję. Ale nie dla sławy, tylko tak po ludzku, dla pieniędzy.
Mam też normalne uczucia. Kota nakarmię, popłaczę przed
telewizorem. Wzruszam się nawet jak Kuroń kroi cebulę, tak się wczuwam. Ale
ludzie oceniają mnie powierzchownie. (wędkarz prosi o potrzymanie wędki, bo
musi zmienić baterie, dziwka zaczyna taniec przy wędce jak przy rurze)
Przepraszam, to jest odruch bezwarunkowy. Ja mam przez to w domu nie
pozamiatane.
Nieraz próbuję się odkryć przed ludźmi... ale każdy ma
swoje sprawy, gdzieś goni, XXI wiek... Normalnie ludzie często nie widzą
niczego oprócz własnej dupy. Tak, wiem, powiedziałam "dupa" - nie,
nie jestem wulgarna, to język branżowy. Gdybym nie potrafiła używać języka
branżowego, ludzie mogliby myśleć, że jestem wyniosła, że nie można mnie
kupić... (do światłowca) Ta żółta lampka mnie postarza... (światowiec
zmienia filtr na czerwony) Ojej, dziękuję... Jak w domu!
Moje marzenia? Marzę jak każda kobieta o czerwonym jaguarze,
brylantach i odrobinie romantyzmu. I chce się czuć potrzebna. Górnik daje węgiel,
hutnik stal, a ja... Czy zostanie po mnie jakiś ślad?...
KONIEC
Autor - Władysław Sikora
PIOSENKA PŁACZLIWA
Zaleca się czytanie ze zrozumieniemPoszedłem z psem na spacer do parku
By bawić się z nim w "Tfu, tfu podaj kijka"
Coś dźgnęło mnie w serca zakamarku
To jesień, to jesień, to jesień, zimna i śliska niczym żmijka
Co roku wpełza w moje życie
Nie czeka nigdy na moje: "Proszę!"
Dlaczego tu leje, a nie w Madrycie?
Przez nią muszę wkładać gumowe gacie, przepraszam - kalosze
Oooooo, ty jesienio, ty niedobra tyyy
Mogłabyś raz odejść i nie wrócić
Oooooo, tyś jest tak potrzebna jak gdzieś brokaty
Tak bardzo bym chciał cię skrócić i wyrzucić
Parlando: Muszę ci cos powiedzieć - nie kocham cię i nigdy
nie kochałem. Nie chcę z tobą mieć nic wspólnego... Z twojej żółtej,
pomarszczonej twarzy kapią łzy deszczu, tworzą kałuże u mych stóp. Nie
wzrusza mnie to. I wiesz powiem ci coś jeszcze, uwaga, to zaboli - kocham wiosnę!
Wiosnę! Słyszysz? Wioooooosnęęęęę!
Oooooo, ty jesienio, ty niedobra tyyy
Mogłabyś raz odejść i nie wrócić
Oooooo, tyś jest tak potrzebna jak gdzieś brokaty
Tak bardzo bym chciał cię skrócić i wyrzucić
All I need is rythm devine...
KONIEC
słowa: D.Kamys
muzyka: Ł.Pietsch
MĄŻ BARDZIEJ CIAPA
(ona przegląda foldery podróżnicze)
Zosia - Gienek, Gienek, chodź tu. No zobacz, jakie ładne Karaiby!
Gienek - Na kredowym to i Gliwice ładne. A propos
Gliwic, gdzie jest moja szara koszula?
Zosia - Gienek!!! Nie zmieniaj tematu, widzisz ile ludzi na Karaibach?
A my gdzie?
Gienek - A my gdzieś (szuka gdzie pokazać palcem, wędruje,
zawija...) Tutaj.
Zosia - Nie. My tu. (nowa ulotka)
Gienek - O! Sosnowiec! Z lotu ptaka... ładny...
Zosia - Im wyżej tym ładniejszy.
Gienek - A'propose Sosnowca, co z tą koszulą?
Zosia - (bez słowa wyciąga koszulę w palmy)
Gienek - Co to jest?
Zosia - A'PROPOSE!
Gienek - Daj spokój, teraz Karaiby, wcześniej Alpy, Majorka,
Kreta...
Zosia - A zabrałeś mnie tylko do Karpacza i tylko dlatego, że masz
tam ciotkę.
Gienek - A skąd mam mieć ciotkę na Karaibach?!
Zosia - Z Karpacza! Mariolka miała wczasy w Egipcie,
Mirka miała na Bermudach, a ja mam Gienka!
Gienek - Dużo taniej.
Zosia - Co mnie czeka przy tobie? Popatrz, inni gdzieś bywają,
chodza na występ kabaretu, bawią się...
Gienek - No, nie wszyscy się bawią...
Zosia - Popatrz na siebie z boku, popatrz na nas z boku... próbowałeś?!
Gienek - Zosiu poczekaj. (do widza) Proszę pana,
Zosia mówi, że brak mi dystansu. Muszę na to spojrzeć z boku. Może pan mnie
zastąpić na chwilę?(...)
(dalsza scenka odbywa się już z widzem)
Zosia - Ja cię proszę, żebyś spojrzał na siebie z boku, a ty
gdzie łazisz?
Zosia - Kim ja dla ciebie teraz jestem?
Zosia - Sukienkę bym sobie kupiła. Podobam ci się w tej?
Zosia - Oczywiście, że się podobam, bo ci żal na nową sukienkę!
Zosia - Kiedy mi dałeś ostatnio jakieś pieniądze?
Zosia - Raz poszliśmy do dobrej restauracji, to jak złożyłeś zamówienie
to mi całe życie stanęło przed oczami.
Zosia - Czy ty mnie jeszcze kochasz?
Zosia - No powiedz głośno: kocham cię! (kładzie ręce na
policzkach)
Zosia - (mierzwi mu włosy) Gdzie jest ten szalony Gienek, którego
pokochałam. Potrafisz jeszcze dla mnie zatańczyć flamenco?! (muzyk
przymusza muzyką hiszpańską)
Zosia - (jakikolwiek ruch ze strony widza) A więc tak wygląda
teraz twoje flamenco? Tak jak twoja miłość i moje Karaiby.
Zosia - Obiecaj mi chociaż Tunezję. (jak coś obieca) Bardzo
sprytnie zmieniłeś temat.
Zosia - Powiedz mi, dlaczego my nie mamy dzieci? (uśmiech) No,
oczywiście, bo jak tylko wspomnę o dzieciach to ty się uśmiechasz.
Zosia - Mężczyzna powinien zbudować dom, posadzić drzewo i spłodzić
syna.
Gienek - Wie pan co, podzielmy się zadaniami. Pan zbuduje dom i
posadzi drzewo, a ja zajmę się resztą.
Gienek - Zosia, wiesz, ja to zobaczyłem z boku. Masz rację. I
obiecuję się zmienić. Straszna ze mnie ciapa. Nic tylko stoję, uśmiecham się
głupio, gadam bez sensu. A flamenco jak mi nie wyszłooo!!!
KONIEC
Autor - Dariusz Kamys, cenne uwagi - Władysław Sikora
WYKRESY (manipulacja emocjami)
Mąż - Kochanie, wróciłem z pracy.
Żona - O, później niż zwykle.
Mąż - Wyskoczyłem z kolegą na piwko.
Żona - Aha.
Mąż - Co to znaczy "aha"?
Żona - Że wyskoczyłeś z kolegą na piwko.
Mąż - To już nie można wyskoczyć z kolegą na piwko?
Żona - A czy ja coś powiedziałam?
Mąż - Dlaczego podnosisz głos?
Żona - Nie podnoszę.
Mąż - Jak nie jak podnosisz? Przecież słyszałem.
Żona - Nie, o matko... ja tylko się zapytałam czy ja coś powiedziałam?.
Mąż - No i ja umiem wyczuć złe emocje. Jesteś agresywna.
Żona - Ja?! Nie jestem agresywna!
Mąż - Jak ktoś jest agresywny to mówi właśnie tak jak ty.
Żona - Czyli jak?
Mąż - Tak intonuje. Powiedziałaś: (naśladuje ją) Nie
jestem agresywna!
Żona - No i?
Mąż - I akcent postawiłaś na "jestem". Skoczyły ci
nerwy.
Żona - Dlaczego zaraz nerwy?
Mąż - Przepraszam cię bardzo, czytałem wszystko o nerwach to wiem
kiedy skaczą.
Żona - Nic mi nie skoczyło.
Mąż - Powiedziałaś "nie_ jestem_ agresywna" i tu (rysuje,
w kieszeni ma mazaki) przy "jestem" zrobiłaś taką amplitudę,
bo skoczyły ci nerwy.
Żona - Nie, bo tu (pokazuje i rysuje tak jak wg,
niej być powinno) skoczyło przy "nie", bo chciałam się bronić,
czułam, że mnie (płacze) nie rozumiesz...
Mąż - "Czułam, że mnie nie rozumiesz". Proszę (rysuje)
znów amplituda!.
Żona - To paranoja!
Mąż - (rysuje) Nie poznaję cię. Nie taką
Halinkę znałem. Agresja i emocje na wierzchu. Nie tak miało być. Nie tak. (leci
po karton i wyjmuje harmonijkę ze sklejonych kartek) Ja tu mam wykres całego
naszego małżeństwa. Proszę, wczoraj: amplituda amplituda!...
Żona - Przecież miałam katar i to chyba są kichnięcia.
Mąż - Przepraszam cię bardzo, czytałem wszystko o amplitudach więc
się nie tłumacz katarem.
Żona - Nie zniosę tego!!
Mąż - Oho! (dorysowuje bez komentarza)
Żona - Przestań!!!
Mąż - (dorysowuje)
Żona - To jest chore!!!!
Mąż - (dorysowuje) Przestań na chwile mówić... (biegnie
po nową kartkę, wraca) No co tak milczysz, już możesz...
Żona - (podchodzi w milczeniu i spokojnie dorysowuje amplitudy)
To jest to co o tobie myślę.
Mąż - Po tym co tu widzę nie mogę zostać w tym
domu. Domu, w którym agresja i napaści są na porządku dziennym. Odchodzę! (odchodzi
kawałek i stoi) Już prawie wyszedłem. To ostatnia chwila żeby mnie prosić!
Żona - (bez żadnych akcentów) Niedoczekanie twoje podły
sadysto.
Mąż - Halinko, wiesz co to jest? Czytałem wszystko o manipulacji
emocjami...
Żona - Czytałeś też wszystko o podróżowaniu, a byłeś tylko w
Obornikach Śląskich.
KONIEC
Autor - Joanna Kołaczkowska