[Allegro.pl - najwięcej ofert, najlepsze ceny, sprawdź!]
 
● Życzenia ● Aforyzmy ● Biorytmy ● Horoskopy ● Imiona
● Święta ● Kartki ● Prezenty ● Rozrywka ● Sennik ● Kontakty
        ● Kuchnia  ● Forum  ● Deformator  ● Miasta  ● Teksty Piosenek 

Poczta

Ustaw stronę startową

Przeszukaj Listonosza

Google
Web listonosz.net



Polecamy Witryny

● blogi ● wizytówki ● praca ● ogłoszenia ● internet ● brukowiec ● bajeczka

Aukcje24.pl

Sponsorzy
Zakupy internetowe -
● www.cogdziekupic.pl
Sklepy internetowe -
● www.megasam.net
Autogiełda -
● www.motostrefa.pl
Portal sklepowy -
● www.megasam.info

Imieniny - Prezenty
Urodziny - Prezenty

 

Ani Mru Mru Biuro Organizacyjne Ciach DNO Elita Formacja Chatelet Grupa MoCarta Grupa Rafała Kmity
Grzegorz Halama Oklasky HiFi Hrabi Ireneusz Krosny Jachim Presents Jurki Kabaret Moralnego Niepokoju Kabaret Pod Wyrwigroszem
Kabaret Skeczów Męczących Kaczka pchnięta nożem Koń Polski Kwartet Okazjonalny Made In China Napád Noł Nejm OT.TO
Pigwa Show Potem PROFIL RYBKI Słuchajcie Szum Widelec Zygzak

Kabaret "Jurki"


Chłopcy

Robert -Gdzie byłeś?

Krzysztof -A co?

Robert -Pytam gdzie byłeś?

Krzysztof -O co ci chodzi?

Robert -Jest godz. 21.00, pracę kończysz o 18.00. Więc pytam gdzie byłeś?

Krzysztof-W pubie.

Robert -Byłeś w pubie?

Krzysztof- No tak.

Robert -Przecież mieliśmy iść na 20.00 do Mirka.

Krzysztof- O kurcze, zapomniałem!

Robert -Po prostuzapomniałeś?!

Krzysztof- Nie tak po prostu ...miałem chandrę.

Robert -Aaachandrę? A od czego?

Krzysztof- Nie wiem.

Robert -Masz poprane...

Krzysztof- Wiem.

Robert -Masz ugotowane....

Krzysztof- Wiem.

Robert -Masz posprzątane...

Krzysztof- Wiem.

Robert -Ale od czego masz chandrę to ty nie wiesz?

Krzysztof- Nie wiem.

Robert -A czy ty pomyślałeś, ze ja też mogę mieć tego wszystkiego dosyć, ze ja też chciałbym gdzieś wyjść? Do kina, do teatru, pochodzić po sklepach z ciuchami...Nowiusieńkie centrum handlowe otworzyli...

Krzysztof -Robert, sam zdecydowałeś, że chcesz zająć się domem.

Robert -Krzysztof, powiedz mi tak szczerze.... Masz kogoś?

Krzysztof -Co?

Robert -Masz kogoś. To widać po bilingach...

Krzysztof- Co ty wygadujesz? Po prostu po pracy poszedłem z Romkiem na piwo!

Robert -Z Romkiem?

Krzysztof- Tak. Ma problemy z Jurkiem i chciał pogadać.

Robert -Z Romkiem? Z tym z brodą? Może ja też zapuszczę brodę? Zawsze lubiłeś przygody Rumcajsa.

Krzysztof -Ty już lepiej niczego więcej nie zapuszczaj...

Robert -Co???Czyli jednak przeszkadza ci, że utyłem.

Krzysztof- Nie! Nie przeszkadza mi, że utyłeś, że utykasz! Nic mi nie przeszkadza!

Robert -Czy ja jeszcze dla ciebie coś znaczę?

Krzysztof- Robert. Znaczysz dla mnie co najmniej tyle samo co w Pobierowie.

Robert- Nie wierzę Ci.

Krzysztof -Przestań! Zachowujesz się zupełnie , jak moja żona!

Robert -Żona? Nie....to ja już jestem zupełnie zdezorientowany.

Krzysztof -Aj, bo ty zawsze miałeś problemy z orientacją.

 

 

Doktor Polański

(na scenie stoi facet, wchodzi lekarz)

Lekarz -Dzień dobry. Pan Smith?

Smith -Tak.

Lekarz -Jestem doktor Polański.

(motyw muzyczny z "Dziecko Rosemary")

Lekarz -Pana żona rodziła dzisiaj u nas?

Smith -Zgadza się.

(motyw muzyczny z "Dziecko Rosemary")

Lekarz -Dlaczego pan pyta?

Smith- Bo...

(motyw muzyczny z "Dziecko Rosemary")

(motyw muzyczny z "Dziecko Rosemary")

Smith -Ale urodziła już?

Lekarz -Tak.

Smith -I co? Chłopczyk, czy dziewczynka?

(motyw muzyczny z "Dziecko Rosemary")

Lekarz -Jakby to panu powiedzieć...

(startuje motyw muzyczny z "Dziecko Rosemary")

Lekarz-To chłopczyk...(startuje motyw muzyczny z "Dziecko Rosemary")Albo dziewczynka...(motyw)Nie wiem.

(motyw muzyczny z "Dziecko Rosemary")

Smith -Jak to nie wie pan?

Lekarz -Nie zdążyłem zobaczyć. Jestem w szoku poporodowym!

(motyw muzyczny z "Dziecko Rosemary")

Smith -Ale wszystko w porządku?

Lekarz -Tak. Pana żona ma na imię Rosemary?

Smith -Tak.

(motyw muzyczny z "Dziecko Rosemary")

Lekarz -A czy w pańskiej rodzinie...

Smith -Tak...

Lekarz -Czy w pańskiej rodzinie był ktoś, kto był czarny albo miał rogi?

Smith -Nie.

(motyw muzyczny z "Dziecko Rosemary")

Lekarz -W takim razie pan pierwszy ma rogi, a dziecko pierwsze jest czarne.

 

 

Monolog piłkarza

Skoro ma być poważna rozmowa i mamy otwarcie mówić, i mają padać ostre słowa to ja powiem. No.
    Jacek, ostatni defensywny obrońca. Za mną już tylko bramkarz. A co? Że się jąkam, no co zdenerwowany jestem. Przede mną trudne zadanie, powiedzieć prawdę i nie wypaść ze składu. Jeden niski napastnik już tak powiedział i nie było dla niego miejsca na ławce rezerwowych. Z boku na bidonach z wodą musiał siedzieć, to aż całe pośladki go bolały
    I faktycznie jest niezdrowa atmosfera w zespole, bo mówi się, że gramy na diamenta, i teraz ja a i tak samo i koledzy chcielibyśmy wiedzieć jak to jest na tego diamenta. Bo do szesnastego metra to ja wiem co mam robić, a dalej to jak wszyscy - improwizuję.
    I potem czytam w prasie fachowej po porażce z Dumnymi Synami Albionu, że nas wszystkich tylko do jednego wora spakować i do Wisły wrzucić. A ja sobie rzekę sam wybiorę, jak trzeba będzie, ja gram we Francji w Le..., Tomek gra w Nyr... też trudna nazwa.
    A że już nie wspomnę o tym, że jak ostatnio na treningu zacząłem rogale wkręcać, to aż trener żartował, że mógłbym w piekarni pracować, no to ja mówię, że mam nowe, fajne buty. I co? I w szatni po treningu poszedłem pod prysznic, wracam, a butów nie ma. No nie ma. I ja tutaj nie chciałbym rzucać fałszywych oskarżeń w stronę drugiego golkipera, ale jak patrzę na jego fryzurę, to samochodu bym mu nie pożyczył.
    No i ten drugi trener - Sko sko sko skąd on jest? Ja sobie wypraszam, żeby jakiś facet w dresie mi mówił, co ja mam na treningu robić.
    Albo sprawa tego zawodnika, nie pamiętam jego nazwiska, no nie pamiętam, gdzieś w polskiej lidze piłkę klepie. To trener mu powiedział, że albo gra w reprezentacji, albo żeby się w dupę pocałował, no to on wziął się i pocałował i nie gra. To aż nawet nasz masażysta mówił, że to jest niemożliwe. No to jak on robi takie niemożliwe rzeczy, to może niech on gra.
    Bo potem podchodzą do mnie dziennikarze i się pytają, jak pomóc polskiej reprezentacji, a ja się pytam: W czym?

 

 

Dyrektor 4 - Zwolnienie Wątora

(na scenę wchodzi Dyrektor. Chodzi chwilę tam i z powrotem)

Dyrektor -Muszę go zwolnić. Tylko jak to zrobić, żeby się potem dobrze czuć? Wiem.(zaczyna ćwiczyć jak w teatrze)Panie Wątor, mam dla pana złą wiadomość. Zostanie pan zwolniony. Nie. To zbytłagodne. Panie Wątor, wyrzucam pana na bruk! Za słabo.Won!!! Ty łajzo!

(na dźwięk słów "Ty łajzo" natychmiast pojawia się Wątor)

Wątor -Wołał mnie pan?

Dyrektor -Aaa, jest pan... Proszę wejść.

Wątor -Według procedury?

Dyrektor- Tak.

(Wątor zdejmuje buty, wchodzi, klęka i całuje dyrektora w rękę)

Dyrektor -Panie Wątor.... Jak ocenia pan swoją pracę na przestrzeni ostatniego

miesiąca?

Wątor -(chrząka)Uważam, że na przestrzeni ostatniego miesiąca poczyniłem ogromne postępy.

Dyrektor -Jakie?

Wątor -Już mi się nie mylą pieczątki i z mniejszymi obawami o utratę zdrowia podchodzę do komputera. Już się nie boję, że mi rękę urwie. Bo mam drugą.

Dyrektor -Nie sądzi pan, że to trochę zbyt mało jak na dział marketingu?

Wątor -Nie.

Dyrektor -To ja panu powiem, że to za mało.

Wątor -Jest pan pewien?

Dyrektor- Tak.

Wątor -To ja teraz jestem trochę w potrzasku... To jak pan chce to mogę donosić na kolegów z pracy...

Dyrektor- Co?

Wątor- Mogę kapować.

Dyrektor -Tak? A co pan takiego wie, czego ja nie wiem?

Wątor -A o kim?

Dyrektor -A na przykład o Zientarskim.

Wątor -(konfidencjonalnie)Zientarski podbiera papier do ksero i po całych dniach siedzi w internecie.(ogląda się za siebie)Ogląda.(ogląda się za siebie).samochody. I mam jeszcze coś na szefa straży zakładowej.

Dyrektor -No?

Wątor -(mówi coś na ucho dyrektorowi)

Dyrektor- Co?

Wątor- I to w czarnym lateksowym płaszczu.

Dyrektor -Co wy mi tutaj prywatne sprawy pracowników wywlekacie?

Wątor -A Kaczyński ze swoim bratem w Warszawie...

Dyrektor- Dość!(wyciąga gazetę)Musimy zrobić w zakładzie cięcia.

Wątor -Panie dyrektorze, mogę donosić, ale nikogo nie zabiję.

Dyrektor -Nie to miałem na myśli. Znalazłem w prasie ogłoszenie, które powinno pana zainteresować(daje mu gazetę)Proszę czytać.

Wątor -Zatrudnię młode kobiety do pracy w klubie w Berlinie.

Dyrektor- Wyżej.

Wątor -(zaczyna mówić wysoko)Zatrudnię młode kobiety...

Dyrektor -Ogłoszenie wyżej!

Wątor -Aaa. Praca, przy skręcaniu długopisów na akord.

Dyrektor -Ciekawe prawda?

Wątor -Ale nie dla mnie. Ja mam pracę tutaj.

Dyrektor -.

Wątor -Nie! Pan chce mnie zwolnić!

Dyrektor -Tak.

(Kuli się i zaczyna płakać, wtedy dyrektor dostrzega ogromną wypaloną dziurę w marynarce na plecach)

Dyrektor -Co pan ma na plecach?

Wątor- Wypalona dziurę... Mieliśmy zajęcia z biurowego sovouir vivre'u.

Dyrektor- Z czego?

Wątor -Z biurowego.tego. surwiwalu.

Dyrektor- I co wy tam robiliście?

Wątor -Uczyliśmy się zmieniać kartridże w drukarce i mi się marynarka zapaliła.

(zaczyna ryczeć)

Dyrektor- Od kartridża?

Wątor -No właśnie nikt nie potrafił tego wyjaśnić, a potem rzucili się na mnie z kocem gaśniczym, to do dzisiaj mnie wszystkie żebra bolą. Na szczęście zatrzymali strażaka z toporkiem, bo ja nie wiem co by było...

Dyrektor- Ja nie mam do pana cierpliwości. Zwalniam pana! Won!

Wątor -Ale co, że jutro mam już nie przychodzić?

Dyrektor- Ani jutro, ani pojutrze, ani nigdy! Żegnam!

Wątor -To ja odchodzę. Adios.(smutny odwraca i wychodzi)

Dyrektor -To był dla mnie trudny dzień.

(nagle znowu pojawia się Wątor, zanosi się płaczem)

Dyrektor- Słucham pana.

Wątor- Nie mam ci nic do powiedzenia ty gnoju przyszedłem po buty.

Dyrektor- Powiedział pan do mnie "Ty gnoju"?

Wątor- Nie kurwa, do siebie.

 

 

Dwaj dziwni złodzieje

(Dwóch facetów idzie w rytm muzyki, podchodzą do mikrofonów, muzyka narasta)

Albert -(panicznie)Hymmm!

Rysiek- Co?!

Albert- Zostawiłem włączone żelazko w domu!

Rysiek- W którym domu?

Albert- Nie pamiętam.

(Idą dalej. Podchodzą do mikrofonów, zatrzymują się, rozglądają, znowu ruszają. Robią pełny obieg i podchodzą do mikrofonów.)

Albert- Rysiek,

Rysiek- Co?

Albert- Czyj to dom?

Rysiek- Znasz tego wysokiego gościa ?

Albert- .

Rysiek -Tego byłego koszykarza.

Albert- .

Rysiek- Tego, co mu dzieci na samochodzie wydrapały, co o nim myślą.

Albert -.

Rysiek- No tego, co ma taką piękną żonę, co chodzi w takich krótkich miniówkach.

Albert- Aaa, to wiem!

Rysiek- No! To jego sąsiada.

(na chwilę ruszają)

Albert- Rysiek.

Rysiek- No?

Albert -Mogę cię o coś zapytać?

Rysiek -Nie mam przy sobie pieniędzy.

Albert- Nie o to chodzi.

Rysiek- A to pytaj ile wlezie.

Albert- Jak wygląda klucz wiolinowy?

Rysiek- Ale nasadowy, czy płaski?

Albert- Nie wiem, syn ze szkoły wrócił i pytał, czy wiem jak wygląda. To powiedziałem, że wiem. Bałem się wyjść na durnia.

Rysiek- A skąd mu ten klucz do głowy przyszedł?

Albert- Pojęcia nie mam.

Rysiek- Widzisz? Ty lepiej się dowiedz, czy on jakiś narkotyków nie bierze.

Albert- Masz rację. Wleję mu, to wszystko wyśpiewa.

Rysiek- Wlej mu wrzątku.

(znowu idą, Rysiek schodzi w publiczność)

Rysiek- Albert.

Albert- Co?

Rysiek- Patrz! Facet ma facet ma w domu kolekcję figur.

Albert- Ale!

Rysiek -Idę się rozejrzeć .(świeci na jakąś babkę)Albert patrz, ale figura! Wezmę ją sobie!

Albert- Po co ci?

Rysiek- Żebym miał w domu ładnie.

Albert -U ciebie w domu ładnie?

Rysiek -No. Bo jak jestem w domu, to jest trochę ładnie. A jak mnie nie ma, to nie jest. A tak posadzę figurę i cały czas będzie ładnie.

Albert- Myślę, że to będzie zbytek eklektyzmu.

Rysiek- . Sam głupi jesteś.

(znowu ruszają)

Rysiek- Albert.

Albert- Co?

Rysiek- Widziałeś tutaj jakiś telewizor?

Albert- Na razie nie.

Rysiek- Albert.

Albert- No co?

Rysiek- Wiesz, czuję się trochę jak złodziej.

Albert- A co zrobisz, jak po dobroci nie chcą cię do domu wpuścić?

Rysiek- Mówiłem ci. Najlepszy jest numer z księdzem.

Albert -Rysiek, ksiądz po kolędzie w czerwcu?

Rysiek- Duże osiedle, to trochę mogło mu zejść.

Albert- Rysiek, ty nie bądź taki mądry, bo cię pająk za obraz wciągnie.

(już prawie ruszają)

Rysiek- Ale to nie jest w porządku, że my bez wiedzy właściciela chodzimy po jegodomu.

Albert- A jak ten właściciel bez naszej wiedzy ogląda telewizję, to to jest w porządku?

Rysiek- Oj, jak sobie pomyślę, że ktoś ogląda "M jak miłość" bez płacenia abonamentu to jakbym.

Albert- Rysiu trochę godności. Pamiętaj, mimo wszystko jesteś pracownikiem poczty.

 

 

Zygmunt i Jasiu

 Występują:

Jasiu - człowiek "dupa" - poniewierany przez los i żonę

Zygmunt - stary kolega Jasia z budowy.

Jasiu przybiega na przystanek autobusowy. W rękach trzyma reklamówkę.

Jasiu -Cholera. Spóźniłem się. Autobus odjechał. Stara mnie zabije. Pół godziny w ciemnościach. Ale lepsze to niż cały dzień w domu. Niby miło, ale schować się nie ma gdzie.

Wchodzi Zyga

Zygmunt- Przepraszam... Czy nie wie pan. Jasiu?

Jasiu -Zygmunt?

Zygmunt- Jasiu!

Jasiu- Zygmunt! Co ty tu robisz?

Zygmunt- Przejeżdżałem właśnie i komórka mi się rozładowała, a muszę zadzwonić. Wydaje mi się, że stała tu kiedyś budka telefoniczna?

Jasiu -Stała, ale była metalowa. Teraz to kawałka drutu nie można bez opieki zostawić.

Zygmunt -Jasiu, powiedz, co u ciebie?

Jasiu -Aaaa.żona mi przytyła.

Zygmunt -.Jeszcze?. Ty to masz w tym domu Jasiu.

Jasiu- A tam od razu dom. Zwykła kawalerka.

Zygmunt- Ale z aneksem kuchennym. A to już nie są żarty.

Jasiu -No tak. I mam tapetę zmywalną nad zlewem.

Zygmunt- To masz podwyższony standard.

Jasiu- No. O tyle(pokazuje palcami mały kwadrat)

Zygmunt- Oj, jak sobie przypomnę jak razem staliśmy przy betoniarce i beton kręciliśmy?(śmieją się)To były czasy! A pamiętasz.

Jasiu -No!!! A co?

Zygmunt- Pamiętasz, jak przyniosłem do pracy kanapkę ze serem pleśniowym?

Jasiu- No! Ja miałem wtedy z wędliną. Też pleśniową.

Zygmunt- Cośmy się wtedy we dwóch naśmiali, nie?

Jasiu- A tylko jeden się najadł.(cisza)A co u ciebie Zygmunt?

Zygmunt- Dobrze. W Niemczech siedzę?

Jasiu- Za co?

Zygmunt- Pracuję tam.

Jasiu- A jak sobie załatwiłeś pracę?

Zygmunt- Tak jak wszyscy. Wsiadłem do pociągu, pojechałem do Hamburga i powiedziałem do ciotki: "Załatw mi robotę"

Jasiu- I załatwiła?

Zygmunt- No. Nawet po fachu.

Jasiu- Beton kręcisz?

Zygmunt- Nie. Dziury w ścianach pruję.

Jasiu- I jak tam ci się żyje?

Zygmunt- Oj, dobrze Jasiu. Bardzo mi urosła stopa życiowa. Jak wchodzę do sklepu , to ja sobie mogę na wszystko pozwolić. I kupuję. Od lewej: Sznikers, Ankel Benz, Pedigree Pal,

Jasiu- Pedigri Pal?

Zygmunt- No, takie konserwy mięsne. Bardzo smaczne. Polecam. Zresztą, tam wszystko można kupić.

Jasiu- To tak jak u nas w Biedronce(pokazuje reklamówkę)

Zygmunt- Byłeś na zakupach?

Jasiu- No, dostałem bony z pracy.

Zygmunt- To ty jednak dobrze masz.

Jasiu -Z bonami tak.

Zygmunt- Z żona gorzej co?

Jasiu- No. Żona nie bon, nie można jej w biedronce zostawić. A szkoda, bo dużo bym kupił.

Zygmunt -No dobra! Postaliśmy, pogadaliśmy a ja muszę lecieć. Interesy wzywają. A może cię gdzieś podrzucić moim Audi A6 rocznik '99 srebrny metalik nie bity?

Jasiu- Nie bity... Zazdroszczę mu.

Zygmunt- To co, jedziesz?

Jasiu- Aaa, poczekam na autobus. Dłużej na wolności.

Zygmunt- No jak chcesz. Trzymaj się. Wszystkiego dobrego, szczęścia, zdrowia, pomyślności...

Jasiu- Nie żartuj.

Zygmunt- To trzymaj się.(Zygmunt chce iść)

Jasiu -Zygmunt, a pozdrowić od ciebie moją żonę?

Zygmunt- Nie.

Jasiu -Dzięki.

 

 

Biurwa

(wchodzi kobieta mówiąca płaczliwym tonem, przy uchu trzyma słuchawkę od telefonu stacjonarnego, kabel się naciąga, naciąga)
    - Tak, tak, panie dyrektorze! Tak. Tak. Nie .Nie. Ja nie płacze. Ja mam taki głos. Halo! Halo! Nie słyszę szefa! Ja szefa nie słyszę!!(kabel od słuchawki jest już maksymalnie rozciągnięty)Kończy mi się zasięg!!!(wyrzuca słuchawkę, zaczyna mówić w kierunku publiczności)
    To znaczy, bo ja pracuje w takiej firmie na stanowisku biurowym, ale w papierach mam, że pracownik umysłowy. Czy jakoś tak. I ja tam siedzę przy komputerze, przy telefonie, przy szafie.
    I kiedyś w firmie była taka kołomyja, bo przyjechał kierowca z towarem od zagranicznego kontrahenta. A szefa nie było, bo pojechał na delegację do Sulęcina. I wszyscy wpadli w panikę, kto z tym kierowcą będzie rozmawiał. To ja powiedziałam, że ja. I wtedy się wszyscy rozbiegli do swoich zajęć. A ja poszłam do tego kierowcy i mu powiedziała, że jak się w dwie godziny uwinie, to ja mu coś dam. I po dwóch godzinach siedzieliśmy sobie w gabinecie szefa popijając koniaczek. I jak już się zrobiła taka luźna, przyjazna atmosfera, to się otworzyły drzwi i weszła nasza księgowa. To ten kierowca mi potem powiedział, że on czegoś podobnego w całej Europie nie widział. A ja się z nim zgodzę, bo nasza księgowa, jakby ją rozczesać, ogolić i dodać 20 cm, to się cisną na usta dwa słowa...Coś podobnego.
I potem przyjechał szef i udawał, że jest zdenerwowany przez ten koniak na mnie, to się dopiero następnego dnia u niego na dywaniku okazało, że nie udawał.
    A, i ja jeszcze oprócz tego, że pracuje przy komputerze, przy telefonie, przy szafie, to obsługuję promocje. Dwie promocje. Jedna na gwoździe, a druga na drut....Tak, na drut kolczasty. I ja sobie w środę pomyślałam, że to jest trochę dużo, jak na moją pensję I powiedziałam to szefowi, a on mi powiedział, że to jest normalne i że się powinnam cieszyć, że w takiej renomowanej firmie pracuje, a nie tylko narzekam i narzekam. A ja nigdy jeszcze nie narzekałam(zaczyna mówić płaczliwym tonem), tylko płakałam zawsze, to może on o tym płakaniu mówił. Mu się pomyliło po prostu. To ja mu powiedziałam, że ja się bardzo cieszę, tylko, że jestem taka zarobiona, że nie mam kiedy głowy umyć, i że bym chciała podwyżkę. A on powiedział, że ja chyba żartuje. A ja faktycznie żartowałam, ale z tą głową, bo przecież mam kiedy, ale z podwyżką nie. I ja mu to chciałam wyjaśnić, ale jak się rozejrzałam, to jego już nie było w gabinecie. Chyba w trakcie wyszedł.
    Bo u nas w firmie jest duża presja. I wczoraj była taka duża presja, że kilka osób nie wyrobiło i wyszło z pracy przed 17.00. A my pracujemy do 16.00, tzn. na papierze, bo normalnie, to codziennie do 17.00 dziubiemy. I szef miał w tym dniu nie wracać, ale wrócił. I jak zobaczył, że nas nie ma, to się wściekł i znowu mnie do siebie wezwał i od progu krzyczał, że nas zwolni. A gdzie on z dnia na dzień 100 takich fraj...pracowników znajdzie. To postanowiłam mu ratować firmę. I dawaj, zaczęłam żartować:, że szef zawsze tak ładnie wygląda i że mu spod marynarki jakaś nowa i znowu ładna koszula wystaje i że markowo pachnie od szefa. I jak on się tak trochę udobruchał, to jeszcze go zaprosiłam na lunch. I jak poczułam, że już go mam, to go dobiłam rubasznym żartem, który zawsze mam w pogotowiu o tej sekretarce, co weszła w mini na drabinę. (sama się śmieje na wspomnienie żartu) No. I na koniec docisnęłam informacją, że my tą godzinkę odpracujemy. A on skubany był czujny i powiedział, że nie godzinkę, tylko wszystkie godzinki od początku roku, czyli to będzie jakieś 130 godzinek. To ja powiedziałam, że luz. Tylko teraz będę to jakoś musiała ludziom powiedzieć.
    To znaczy, bo ja jeszcze nie mówiłam. Bo my w firmie, oprócz wszystkiego, sprzedajemy lampy.(zaczyna chlipać)I w tamtym miesiącu każdy miał sprzedać tych lamp 1620, a ja sprzedałam tylko 1000.(coraz bardziej chlipie). I jak dyrektor mnie do siebie wezwał, to ja się rozpłakałam (mówi przez łzy) To on mi powiedział, żebym się przestała zachowywać jak dziecko. To ja mu wtedy wszystko wygarnęłam:, Że nie mam faceta, nie mam dziecka, mieszkania, samochodu, a mam już 33 lata. I że mam dość i żeby mnie pocałował. I on mnie wtedy pocałował, bo się okazało, że on się we mnie od początku kochał. (rozjaśnia się, weseleje)
    I teraz mam i faceta i dziecko i dom i samochód i 35 lat. I teraz, jak Krzychu jest moim mężem, to wcale lepiej nie mam, bo jak wyskoczyłam dzisiaj w czasie pracy mu kotleta usmażyć, to on mnie znowu do siebie wezwał na dywanik. No to pójdę..., bo to w końcu szef jest.... A ja nie raz przecież już u niego byłam... na dywanie.



<< Powrót

życzenia urodzinowe ślubne zyczenia urodzinowe zyczenia imieninowe zaproszenia milosne wyznania śmieszne życzenia urodzinowe życzenia

Copyright © 2005 listonosz.net - witryny internetowe www.natjar.com