PIERWSZY PROGRAM
CHŁOP I BABA
Osoby:
Narrator - komentator scenicznej rzeczywistości
Chłop - przedwojenny spryciarz
Baba - spryciarzowa
Policjant - organ wykonawczy przedwojennej władzy
Miejsce akcji: Uboga chałupa w ubogiej wiosce
Narrator: - Działo się to w biednej przedwojennej wiosce. Żyła tam
rodzina. Uboga i szczęśliwa. Przede wszystkim uboga. Chłodno im było i głodno.
Chłodno przede wszystkim chłopu, który z uwagi na wystające żeberka
szybciej ciepło tracił. Często więc siadał na przypiecku, grzał się i
pogwizdywał. Jazgot był w chałupie, bo też bieda piszczała jak stu
Paganinich, a i babie kiszki marsza grały. Ciężko im było.
Baba: - Ciężko nam! O jakże nam ciężko!
Narrator: - Biadoliła baba.
Policjant: (wchodzi bez uprzedzenia)
Chłop: - Nie teraz! Won ze sceny!
Narrator: - Lamentował chłop.
Policjant: (wychodzi w popłochu)
Chłop: (zachowuje pełny spokój)
Narrator: Na domiar złego była właśnie klęska nieurodzaju. A przed
wojną klęski nie zdarzały się co roku. Nieprzyzwyczajone chłopstwo więc w
czarną rozpacz wpadło, zaś baba wzięła łopatę i poszła
szykować pochówek. Jakież było jej zdziwienie, kiedy zamiast grobu pieniądze
wykopała. Nie były to złote monety, ale dla biednego było to więcej niż
dziesięć złotych.
Baba: - Dwanaście!
Narrator: - Długo oboje świętowali. Zaś wieczorem włożyli pieniądze
do worka po fasoli i poszli spać! Nazajutrz do ich chałupy zawitał stójkowy
i jego nieodłączny owczarek niemiecki Helmut!
Policjant: (do psa) - Helmut, leżeć!
Narrator: - Zlękli się oboje i worek schować chcieli. Zauważył to
policjant.
Policjant: (zauważa to) - A cóż tam chowacie przede mną?
Baba: - A worek.
Narrator: - Odparła baba.
Policjant: - A w worku co?
Baba: - Fa sol la...
Narrator: - Kłamała jak z nut.
Policjant: - A nie łżesz?
Baba: - Kto?
Policjant: - Ty!
Baba: - Ja?
Policjant: - Tak.
Baba: - Nie łżę!
Narrator: - Łgała...
Policjant: - A skąd ta fasola?
Baba: - A wyrosła!
Policjant: - A przecież nie sialiście...!
Chłop: (przypomina o innych cudach natury) - A grzyba na ścianie
sialim?!
Policjant: (przypomina o innych sposobach rozmowy) - A w mordę
chcesz?
Narrator: - Na te słowa baba poczęła włosy z głowy rwać.
Baba: (rzuca się na mężowy łeb i dalejże wyrywa włosy) - A
jakże to tak rodaka w mordę lać?
Policjant: - A ja nie ze złości, jeno żeby myśli do dalszej dyskusji
zebrać. Wierzcie mi. Słowo daję!
Chłop: - A twoje słowo psu na budę!
Narrator: - Policjanta aż zatkało. A gdy odzyskał głos to powiedział:
Policjant: (bloup!) - Jakże to? Godzi się zaufania do władzy nie
mieć?
Chłop: - A bo ludzi bijesz za pieniądze!
Narrator: - Zmarkotniał policjanat i mu się wstyd zrobiło, że nie bije
ludzi za darmo...
Policjant: - Juści, szuja jestem, nie powiem...
Chłop: - Ale ja powiem!
Narrator: - Powiedział chłop.
Chłop: - Do dziś mam ślady na plecach, jak żeś mnie obił!
Policjant: - Do dziś?
Narrator: - Zainteresował się policjant
Policjant: - Ech dobra przedwojenna robota.
Narrator: - I powiedziawszy to policjant ze smutkiem odszedł w mrok
historii. Zaś odchodząc pomyślał: Oj, nie lubią mnie ludzie.
- Nie luuubiąąą, nie luubiiąąą - zawodził wiatr
- Nie luuubiąąą, nie luubiiąąą - szumiały drzewa
- Niech lubiąąą, niech lubiąąą - pisała gazeta.
KONIEC
MYŚLIWECZEK I DZIEWECZKA
Występują:
Chór drzew - tło leśne w roli narratora
Myśliweczek - członek koła łowieckiego
Dzieweczka - postać z piosenki
Strumyk - epizod w życiu aktora
(las rośnie, jodły skrzypią, skrzypy jodłują, echo gada
samo do siebie)
Chór drzew: - Szła dzieweczka do laseczka, do zielonego acha, do
zielonego acha, do zielonego.
Dzieweczka: (zachwycona pięknym dniem) - Ach, jaki dzień
mamy śliczny. Słoneczko świeci... drugie... trzecie...? Eeee, trzy są!
Chór drzew: - Cicho!!! Ślicznie jest!
Dzieweczka: (zgadza się) - Ślicznie jest. Ptaszki ćwierkają...
Chór drzew: (wydaje ptasie odgłosy) - Ćwir ćwir, kwa kwa, kuku
kuku.
Dzieweczka: - O, kukułka! Wykukaj mi kukułko, za ile lat wyjdę za mąż...
Drzewo kukułkowe: - Zwariowało dziewczę! Zakukałbym się na śmierć!
Dzieweczka: - Ani razu... A więc to już w tym roku! Pójdę dalej, a nuż
kogoś napotkam. (idzie wśród drzew, które, ze względu na liczne
braki w drzewostanie, biegają aby wielokrotnie znaleĽć się w tle akcji.
Dzieweczka zatrzymuje się nagle i grzebie nóżką) - Oooo,
szyszka!
Chór drzew: - Nie szyszka!
Dzieweczka: - Grzybek?
Chór drzew: - Nie grzybek!
Dzieweczka: - Nie grzybek?
Chór drzew: - Kupa!
Dzieweczka: - I co ja teraz zrobię z moim bucikiem?
Strumyk: (w epizodycznej całkowicie roli przechodzi chwiejnie przez scenę)
Dzieweczka: - O, strumyk płynie! Tu wypłuczę swój bucik. (płucze)
Rozpuściło się! I podeszwa też się rozpuściła.
Chór drzew: (wcina się z narracją) - Napotkała myśliweczka
bardzo szwarnego!
Myśliweczek: ......
(nie ma...)
Chór drzew: - Bardzo szwarny myśliweczek!!!
Myśliweczek: (pojawia się w rytmie oberka) - Bardzo szwarny myśliweczek
jestem! (ściska dłoń dzieweczki) - Przepraszam, że tak ręką.
Dzieweczka: - Myśliweczku kochaneczku bardzom ci rada acha, bardzom ci
rada acha, bar...
Myśliweczek: (przerywa) - Nie ględĽ! Powiedz czy nie masz chleba
z masłem! Głodny jestem!!!
Dzieweczka: - Miałam ci ja chleba z masłem, alem go zjadła.
Myśliweczek: - Acha... Masz babo placek.
Dzieweczka: - A dziękuję, ja już się najadłam. A myśliweczek czemu głodny?
Zająca by sobie upolował...
Myśliweczek: - Eeee, ja już od dawna zająca nie widziałem. (nagle
wpada na myśl) A może dzieweczka widziała zająca?
Dzieweczka: - Aaaa widziałam! Koło domu był! ...Ale to chyba nie był
zając... szczekał!
Myśliweczek: - Na pewno nie zając.
Dzieweczka: - To może by sobie myśliweczek jeżyn nazbierał?
Myśliweczek: - A gdzie teraz dzieweczka jeżyny widziała?!
Dzieweczka: - A widzia-a, widzia-a, widzia-a! W fabryce widzia-a.
Myśliweczek: (bez zaufania) - Ale to chyba nie były jeżyny, co?
Dzieweczka: (potwierdza skwapliwie) - Chyba nie...
Myśliweczek: - Szczekały?
Dzieweczka: - Nie, kłuły.
Myśliweczek: - To może to jednak były jeżyny...
Dzieweczka: - Raczej drut kolczasty.
Myśliweczek: (bliżej rozpaczy) - To może chociaż dzieweczka las
widziała?
Dzieweczka: - Tylko te drzewa co tu stoją. (pokazuje na chór
drzew)
Myśliweczek: - To nie żadne drzewa, tylko jakieś pajace!
Dzieweczka: - Drzewa! Ja sama słyszałam jak ten chudy mówił: "ja
osika, ja osika, wzywam sosnę". One tu po dwie godziny na zmianę stoją.
Myśliweczek: - A niechże sobie stoją, skoro taką pracę mają. Ale co
ze mną będzie?! Czy mam zostać bardzo szwarnym bezrobotnym?! No bo: jeżyny
druciane, zające szczekają, drzewa na półprzewodnikach, dziecko z probówki!!!...
Wszystko, kurwa, jakieś sztuczne!
Dzieweczka: (urażona słowniczkiem myśliweczka, uderza go
koszykiem) - Ejże!!!
Myśliweczek: (zacina się w sobie) - Sztuczne... sztuczne...
sztuczne... sztuczne... sztuczne...
Chór drzew: (wynosi myśliweczka do zakładu naprawczego)
KONIEC
NAPAD NA BANK
Występują:
Kasjer - pracownik banku
Zamaskowany bandyta - chętny do gotówki
Kasjer: (układa pieniądze w kupy, kupki i kupeczki)
Zamaskowany bandyta: (cicho podchodzi do kasy i mówi przyciszonym głosem)
- Zachowuj się jak gdyby nigdy nic!
Kasjer: (przyciszonym głosem) - A po co?
Zamaskowany bandyta: - To jest napad! (rzuca na ladę worek)
Kasjer: - To jest worek. Pan po suchy chleb?
Zamaskowany bandyta: - Nie! Po pieniądze.
Kasjer: - Z workiem? Acha, w drobnych pan będzie brał!
Zamaskowany bandyta: - Nie, w grubych, baaardzo grubych.
Kasjer: (lekko zdezorientowany) - Dlaczego ja nic nie rozumiem?...
Zamaskowany bandyta: - Przeczytaj to zrozumiesz! (podaje list gończy)
Kasjer: (patrząc na list i na bandytę) - Podobny do pana.
Zamaskowany bandyta: - Bo to ja!
Kasjer: (czyta) - Groźny bandyta. 3 morderstwa, 6 napadów na
bank... za żywego lub umarłego 5mld złotych. Aaaaa... wszystko jasne! Pan się
pomylił, po te pieniądze pan się musi zgłosić na komisariat. Tam panu wypłacą.
Zamaskowany bandyta: - Ja się nie pomyliłem! Ty masz pieniądze, ja mam
pistolet. Ty mi dasz te pieniądze!
Kasjer: - A jakiś czek, jakaś książeczka?
Zamaskowany bandyta: (macha listem gończym) - To jest mój dowód
osobisty, (i pistoletem) a to moja książeczka czekowa.
Kasjer: (ogląda pistolet uważnie) - Nie... to jest pistolet.
Zamaskowany bandyta: - Tak, pistolet! Wystarczy za tysiąc czeków!
Kasjer: (nie dowierza) - Tak? Jest taki przepis?
Zamaskowany bandyta: - O rany! Zapomnij o przepisach! My tu gadu gadu, a
inflacja galopuje. Dawaj pieniądze i rozstajemy się w zgodzie. Bóg mi świadkiem,
że nie lubię mokrej roboty.
Kasjer: (szczerze zatroskany) - Pan ma reumatyzm?
Zamaskowany bandyta: (dość zły) - Nie! Ale mnie czasem cholera
bierze!
Kasjer: - Rzeczywiście źle pan wygląda.
Zamaskowany bandyta: - Ty zaraz będziesz gorzej wyglądał!
Kasjer: - Dlaczego?
Zamaskowany bandyta: (bardzo zły) - Bo ja pociągnę za spust!
Kasjer: - I co?
Zamaskowany bandyta: (wskazując na lufę pistoletu) - I STĄD
WYLECI KULKA!!
Kasjer: - Stąd?... Wyleci? Oj, to słabo przymocowana
Zamaskowany bandyta: - Nie, to niemożliwe... Ty jesteś taki głupi, czy
takiego głupiego udajesz?
Kasjer: (z przekonaniem) - Udaję.
Zamaskowany bandyta: - Dość tego! Liczę do trzech i strzelam! Raz...
dwa... tr...
(napięcie!)
Kasjer: - Oszczędź!!!
(koniec napięcia!)
Kasjer: - Oszczędź i ucz oszczędzać...
(uśmiechy i całuski dla oszczędzających w bankach krajowych)
KONIEC
SAMOBÓJCY NA MOŚCIE
Osoby:
Samobójca tragiczny - z kamieniem u szyi
Samobójca prozaiczny - z kamieniem u szyi
Ratownik - z gwizdkiem u szyi
Miejsce akcji:
Scena nad dużym zbiornikiem wodnym
Samobójca tragiczny: (przeżywa)
- Być, albo nie być. Oto jest pytanie.
Jest li w istocie szlachetniejszą rzeczą
znosić pociski zawistnego losu
czy też stawiwszy czoła morzu nędzy
przez opór wybrnąć z niego.
Umrzeć, zasnąć i na tym koniec.
Samobójca prozaiczny: (ustawia się w kolejce) - Oj, kończ ten
pacierz i skacz! Wszyscy chcą się topić!
Samobójca tragiczny: - Ja nie wiem czy mi się uda. Pechowy jestem.
Samobójca prozaiczny: - Żadna rewelacja, szczęściarz by tu nie stał.
Skacz, bo ratownik przyjdzie!
Samobójca tragiczny: - Czwarty raz już dzisiaj skaczę. Za pierwszym
razem jakieś świństwo z budowy wziąłem - po wodzie pływało. Za drugim
razem grunt za duży ustawiłem... znaczy się sznurek za długi. Kamień na
dnie, a ja jak boja po wodzie pływałem. Za trzecim razem skakałem z mostu,
wpadłem na barkę, trafiłem w kapitana. O małom go nie zabił! No pomyśl,
przecież mógłbym dożywocie dostać.
Samobójca prozaiczny: - Wiem, musisz się powiesić. Co ma wisieć nie
utonie!
Samobójca tragiczny: - Wieszałem się na sznurku Spółdzielni
"Lepsza przyszłość". Trzy tygodnie w gipsie.
Samobójca prozaiczny: (proponuje dalej) - To może trzeba było na
torach się położyć?
Samobójca tragiczny: - A połóż się, jak pociąg 200 minut spóĽniony!
Samobójca prozaiczny: - A pod auto się rzucić?
Samobójca tragiczny: - Za blacharkę płaciłem!
Samobójca prozaiczny: - Tabletkami?
Samobójca tragiczny: - Astma mi przeszła...
Samobójca prozaiczny: - Słuchaj, a niebezpieczne miejsca na budowie?
Samobójca tragiczny: - Mi to mówisz? Ile ja się już po budowach
nachodziłem! Chociaż raz prawie się udało, bo worek cementu spadł mi na głowę.
...Ale luzem. Ja już nawet na dyskotekę poszedłem, i jak nie dam bramkarzowi
w mordę...!!!
Samobójca prozaiczny: - I co ?!?
Samobójca tragiczny: - Wpuścił mnie!... W końcu poszedłem do
policjanta, dałem mu ostatnie oszczędności i mówię:" Kochanieńki,
masz spluwę? Zastrzel!"
Samobójca prozaiczny: - Zastrzelił?
Samobójca tragiczny: - Spałował.
Ratownik: (przyłapuje element samobójczy) - Ha hultaje!!! Mam
was, mam was! Ja wam się potopię! Ja wam się potopię!... Przychodzą tu od
takiego do takiego na mój rewir się topić! Jakby nie mogli spokojnie z głodu
umrzeć! A ja już się z kataru wyleczyć nie mogę! Niedługo to mi błona pławna
między palcami wyrośnie. Żyć mi nie dają!!!!
Samobójca tragiczny: - Żyć albo nie żyć, oto jest pyt...
Ratownik: - HAMLET!!! TO ZNOWU TY?!!! Jak ja cię nie lubię!!!
Samobójca tragiczny: - Ależ my tylko tak na spacer...
Ratownik: (patrząc na kamienie) - A to co?! Breloczki?... Wyrzucić
mi to natychmiast! NIE DO WODY!!!
Samobójca tragiczny: - No to gdzie?
Ratownik: - Tam gdzie zawsze! Na pryzmę!...
Samobójcy: (idą)
Ratownik: (tłumaczy się) - Ludzie, ja nie jestem taki zły. Ale
oni mi ciągle się topią. Ludziom nie dogodzisz: jeden, bo dziewczyna rzuciła...
drugi, bo się ożenił! Jeden, bo nikt się nim nie interesuje, inny, bo zaczęli
się nim interesować! A czy nie można inaczej... O, proszę: wycieczka
nauczycieli z Łodzi, przyjechali się wykąpać. Wchodzą na pomost, równo, w
rządku, grupa zorganizowana...
Samobójca prozaiczny: (wraca z kamieniem) - Panie ratunkowy, gdzie
my mamy wyrzucić te kamienie?
Ratownik: - Na pryzmę! Hamlet wie gdzie.
Samobójca prozaiczny: - Nie ma pryzmy.
Ratownik: - A gdzie jest?
Samobójca prozaiczny: - Skacze razem z wycieczką do wody!
KONIEC
PRZEPRASZAM SZALONY PĄCZKU
Osoby:
Wódz Wielki - naczelnik wojsk indiańskich
Wódz Mały - już właściwie nie wódz
Tchórzliwy Bizon - wojownik przynoszący wstyd i nowe wiadomości
Szalony Pączek - skłoł
Joe - bardzo blada twarz
Syrena - alarmowa
Indianie: (jak to indianie, siedzą przy ognisku i śpiewają partyzanckie
piosenki)
Wódz Wielki: (z zadumą) - Blade Twarze znów zabierają nam ziemię.
Wódz Mały: (z woreczkiem ziemi) - Ja swoją mam przy sobie.
Wódz Wielki: - Już tylu wojowników odeszło z naszej wioski. Złamana
Strzała... (zapala zapałkę i wrzuca do ogniska)
Ryczący Bawół (zapala zapałkę i wrzuca do ogniska)
Milczący Bawół (zapala zapałkę i wrzuca do ogniska)
Winetou (zapałka nie chce się zapalić)
No co jest? Przecież on na pewno nie żyje!
Wódz Mały: (stara się zmienić temat) - Wodzu, dostałem list od
swojej skłoł... (wyjmuje sznurek z gustownymi supełkami)
Wódz Wielki: (dostrzega Ľle zaciągnięty węzeł) - Tu jest błąd
ortograficzny.
Wódz Mały: - Nie szkodzi, ja nie umiem czytać...
Szalony Pączek: (wpada nagle) - Alarm!!!!! Zbliżają się blade
twarze!
Syrena: ..ąąąaaaaaaaAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAaaą
Wódz Wielki: - Odtańczmy taniec wojenny!
Tchórzliwy Bizon: - Z figurami?
Wódz Wielki: - Nie ma czasu na figury!
Indianie: (tańczą, podśpiewując znane słowa: hanna ia) - Hanna
ia hanna ia hanna ia hanna ia
Wódz Wielki: (przerywa taniec we właściwym momencie) - Do
ataku!!!
Tchórzliwy Bizon: (odwraca się i biegnie w drugą stronę)
Wódz Wielki: - Dokąd Tchórzliwy Bizonie?
Tchórzliwy Bizon: - Obiegnę kulę ziemską i zajdę ich od tyłu!
Wódz Wielki: - Przed świtem nie zdążysz! Za mną!!!
Indianie: (wybiegają)
Szalony Pączek: (zostaje sama)
Joe: (wynurza się z zarośli) - Szalony Pączku... ajlowiu!
Szalony Pączek: - Dziękuję, ale teraz nie czas na miłość.
Joe: - Sory. (znika wśród zarośli)
Tchórzliwy Bizon: (wpada w bitewnym amoku) - Czy jest wódz?
Szalony Pączek: - Nie ma.
Tchórzliwy Bizon: - Zostawię mu wiadomość! (wydmuchuje z fajki
obłoki informacyjne i wraca skąd przybył)
Wódz Wielki: (nadchodzi z Wodzem Małym)
Szalony Pączek: - Wodzu, jest wiadomość dla ciebie.
Wódz Wielki: - To przeczytaj, bo mam okulary tylko do skalpowania.
Szalony Pączek: (czyta) - Nic ważnego nie zaszło!
Wódz Mały: (spostrzega ruch na horyzoncie, przykłada dłoń do oczu) -
Wodzu, widzę bitwę!
Wódz Wielki: (bierze dłoń od W. Małego i patrzy spode dłoni) -
Czy ten z krzywym nosem to Złamana Strzała?
Wódz Mały: - Nie, to Urlyk von Jungingen!
Wódz Wielki: - Ja gut, to nie nasza bitwa.
Tchórzliwy Bizon: (wbiega w popłochu) - Wodzu, widziałem
kowboja!!!
Wódz Wielki: - Gdzie?
Tchórzliwy Bizon: - Tam. Tysiąc kroków stąd!
Wódz Wielki: - To za mną!
Indianie: (idą we wskazanym kierunku, skrupulatnie odliczając 1000 kroków)
- Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć....
Joe: (wynurza się z zarośli) - Szalony Pączku... ajlowiu!
Szalony Pączek: - Dziękuję, ale teraz nie czas na miłość.
Joe: - Sory. (znika w zaroślach)
Wódz Wielki: (wbiega z przepychaczem do zlewów)
Szalony Pączek: - Wodzu, co trzymasz w ręku?
Wódz Wielki: - Przyrząd do skalpowania łysych.
Wódz Mały: (pojawia się nagle z językiem w ręku) - Wodzu, złapałem
języka!
Wódz Wielki: - To musisz złapać resztę, bo to nam na razie nic nie mówi.
Tchórzliwy Bizon: (pojawia się nagle ze strzałą w plecach) -
Poczta!!!!!
Wódz Mały: (wyciąga strzałę, zdejmuje list, wbija strzałę z
powrotem i czyta) - Blade twarze spaliły nam wioskę!
Wódz Wielki: - A to mokasyny! My im też coś spalimy! (odbiegają
cichcem)
Joe: (wynurza się z zarośli) - Szalony Pączku...
Indianie: (wynurzają się z zarośli) - Ajlowiu!!!!!!
Joe: - Spaliliście mi numer!!!
Indianie: - Sory...
KONIEC
WIOSENNA PIEŚŃ RADOŚCI
Idzie sobie wiosna
słychać świergot ptaka,
ładna to piosenka
tylko głupia taka
Już przyleciał bocian
i w kałuży dłubie,
mi to nie przeszkadza
dalej będzie głupiej.
A aaaaa już jest wiosna
A aaaaa dłuższe dnie
A aaaaa kwiaty rosną
A aaaaa głupie, nie?
Słońce raĽniej świeci
dym się w polu snuje
- zupełnie bez sensu,
ale się rymuje
Budzi się przyroda,
już zielono wszędzie
bać się nie ma czego -
znowu refren będzie:
A aaaaa już jest wiosna...
Rozmarzają rzeki,
płynie kra do morza
- zwrotka nienajgorsza,
tylko rymu nie ma.
Drzewa mają pączki,
w jajkach są pisklęta,
przyroda jak zwrotka
- niedorozwinięta!
A aaaaa już jest wiosna
Wiosna jest po zimie
w myśl ludowych przysłów.
ja już nie mam zdrowia
do tych idiotyzmów.
Kończy się piosenka,
śniegu nie ma prawie.
Pisać głupie teksty
nawet ja potrafię!
BARDZO SMUTNA PIOSENKA
Kiedy ranna zorza wstała
Ona do mnie powiedziała kocham Cię
Potem mnie pocałowała
A potem ja całowałem ją
I nam było bardzo dobrze
Tak jak w kinie było dobrze
Albo w filmie "Serce Jan"
A jak poszła to płakałem,
Bo ją bardzo pokochałem
A ona mnie nie!
refren:
Dlaczego ty nie kochasz mnie?
Dlaczego nie masz serca ty?
Słyszałem jak raz śmiałaś się
A ja w oczach miałem łzy
Dziś tak pusto na ulicy
I nic dla mnie się nie liczy, tylko ty
Liście z drzew już pospadali
I z wiatrem odfrunęli w dal
W mojej duszy serce płacze
Czy cię nigdy nie zobaczę
I na zawsze będę sam?
Więc dlaczego mi mówiłaś
No a potem porzuciłaś,
No powiedz mi.
Parlando:
Dlaczego odeszłaś? Tak dobrze było mi z tobą, a teraz nie
jest mi dobrze. Nigdy cię nie zapomnę przez miesiąc.
refren:
Dlaczego ty nie kochasz mnie?
Dlaczego nie masz serca ty?
Słyszałem jak raz śmiałaś się
A ja w oczach miałem łzy