EGZAMIN
Student:
(wchodzi pewny siebie) Dzień dobry, panie
profesorze.
Profesor: (zestresowany) Dzień
dobry...
Student: Ja przepraszam, a pączki
gdzie?
Profesor: Pączki?
Student: Egzamin musi być z pączkami.
Profesor: To ja przyniosę...
Profesor:
...Przepraszam, mam tylko Liona. (wyciąga
batona)
Student:
To co? Może już zaczniemy?
Profesor: (przesuwa batona w kierunku Studenta) A
nie można przełożyć tego na inny termin?
Student: Panie Profesorze...
Profesor: Panie Studencie...
Student: Panie Profesorze...
Profesor: Panie Studencie...
Student: Wstydziłby się pan!
Profesor: Wstydzę się.
Student: Niech pan zada chociaż
jedno pytanie.
Profesor: A umie pan?
Student: Całą noc się uczyłem.
Profesor: To ja panu wierzę.
Student: Ale ja muszę mieć ocenę!
Profesor: Jaką ocenę?
Student: (lekko pobudzony pytaniem) Czy
to podchwytliwe pytanie?
Profesor: Jakie pytanie? Ja o nic
nie pytałem. Ja jestem profesorem. Ja wiem wszystko.
Student: (lekko wkurzony) No tak,
ale czas ucieka, a panienka czeka.
Profesor: Ja w pana wieku też
miałem sympatię.
Student: Tak? A jak miała na imię?
Profesor: Matematyka. To
był najlepszy związek w moim życiu...
Student: Panie profesorze. Nad
jezioro mamy jechać.
Profesor: My też jeździliśmy
nad jezioro... Ona mi logarytmy tłumaczyła, a ja... całkowałem.
Student:
Panie profesorze, jedno podstawowe
pytanie... czy jest pan przygotowany do egzaminu?!
Profesor: (tłumaczy się) Dziekan
miał wczoraj urodziny... było małe przyjęcie w gronie wykładowców...
Student: Rozumiem. Czyli odpowiedź
brzmi nie. Proszę się zastanowić, co jest dla pana ważniejsze: uczelnia, czy
imprezy u dziekana...
Profesor: Przepraszam, to się już
więcej...
Student: Przeprosiny nic tu nie
pomogą! Do zobaczenia we wrześniu! (wychodzi, konfiskując batona)
Profesor:
(nieśmiale wpisuje do formularza) Marciniak,
niedostateczny za nie podejście do egzaminu. Ale ze mnie kosa.
KONIEC
autor:
Maciek Obuchowicz