GROZA
-
Mamo! Zrób mi chleba!
- mamo...
- Mamo, dlaczego gotujesz wodę w pięciu garnkach?
- Bo tak!!!
Mam dziś humor nieciekawy
stary strasznie wkurzył mnie,
cukier wsypał mi do kawy,
chociaż wie, że nie słodzę!
Dzieci nie chcą jeść śniadania,
przypaliło mi się mleko.
Pijcie wrzątek bez gadania,
bo do szkoły jest daleko!
Jestem wściekła, jestem zła!
Wszystko mnie dziś denerwuje.
Jak to robisz? Zrób to tak!
Nic mi dzisiaj nie pasuje!
-
kochanie!
Nie mów do mnie takim tonem!
Czy ty musisz to tu kłaść?!
Zadzwoń do mnie! Zostaw żonę!
Co za tydzień, kurwa mać!!!
KIEPSKA
(baba
siedzi przed telewizorem, jest bardziej kiepska i obleśna, niż atrakcyjna,
ubrana w poplamiony fartuch, skrobie marchew lub ziemniaki, tudzież skubie kurę
z pierza)
Już-eś przyszedł?! Weź se
obiad! Zupka chińska. W szafce! (do siebie) Smacznego.
Co robię?! Telewizor oglądam! Włączony!…Dużo! Dużo ciekawych rzeczy. Ten
Krzysztof Ibisz na przykład… Taki przystojny, zadbany. Się nawet myje!!! Ja
to lubię , jak mężczyzna dba o siebie. Bo to jest wtedy szacunek dla
kobiety…A Lubicz jak mówi do żony…W ogóle do niej mówi! A Złotopolski
jest senatorem! A Ty?! Robol! RO-BOL! Tfu! Gdzie ja myślałam szesnaście lat
temu, że ja se tak z tobą życie zmarnuję. Nie wierzyłam! Ja wierzyłam, że
będzie jak w filmie! A teraz? Wszystkie swoje marzenia mogę se w... w telwizji
pooglądać! Ja mogłam wyjść za Miecia Pleśniaka, to ja by teraz doktorowa
była. A tak? Robolowa. Dzięki. Jak to brzmi? Ja to mogłam nawet na wieczorówkę
pójść, kimś zostać, ale o czym bym ja z tobą po tej wieczorówce rozmawiała,
jak ty robol jesteś. Roman, ty się przed prawdą do kibla nie schowasz! Co
popatrz na siebie? Co popatrz na siebie! Patrzę!
(cisza)
Aaaa dla kogo ja się mam niby tak stroić?! Co? Dla kogo ja mam się
pindrzyć, jak ty robol jesteś? A za co ja mam se co kupić, jak mój cały
zasiłek poszedł na dekoder Polsatu? A kiedy ty mi ostatnio co kupiłeś? Co?
No kiedy ty...?! Roman! Trzy kilo kartofli to nie jest prezent!
WYKŁAD
(do sali
wchodzi kobieta spłoszona i przestraszona)
– Dzień dobry. Bo…ja tu
mam zastępstwo… i chciałam przeprowadzić taką lekcję, bo…bo ja tu mam
zastępstwo. Wy wiecie, że ja generalnie na co dzień uczę religii…, ale
dzisiaj jest sytuacja wyjątkowa, bo mam zastępstwo. W ramach tego zastępstwa
chciałam wam powiedzieć, bo wszyscy wiedzą, jaki jest temat tego zastępstwa:
Rodzina. Tak…rodzina i te sprawy z nią związane…czyli – (na
jednym wydechu) Jak dochodzi do zapłodnienia komórki jajowej. (przerażona
katechetka robi się czerwona – np.oblewa się keczupem, hi hi) Bo w
rodzinie jest taki pan, niektórzy naukowcy mówią, że on się nazywa
„tata” , ale ja tego nie wiem, bo ja tu na zastępstwo. I…ten taki tata,
ten pan, on tak chodzi do pracy i wraca z tej pracy i on tak potem siedzi albo
leży, gazetę poczyta, albo coś zje… No i ten tata…tzn., żeby była
rodzina, to jeszcze musi być taka pani. Ona się nazywa mama. I…Ten pan…ten
pan tak tą panią…tak ją, tzn. ja tak dokładnie nie wiem, bo ja to raz w
parku tylko widziałam. I ten tata właśnie tą panią tak trochę przytula,
tak do siebie i potem , to pani robi się brzuch, taki duży i ona wtedy myśli,
że się bobu najadła i, że ona chora jest. I wtedy ta pani idzie do lekarza (pokazuje
jak idzie kobieta ciężarna - trochę to trwa). I kiedy już przyjdzie
do tego lekarza, to mówi, że jest chyba chora. A pan doktor , że nieeee,
chora nieeee. I każe popatrzeć na kapustę…albo na bociana…To już tam każdy
swojego lekarza ma.
I potem w domu pojawia się dziecko. I ta pani to dziecko tak trzyma, tzn. tak
nie trzyma, bo tak to by jej wypadło. Tak trzyma, o. A kiedy już jest dziecko,
(pani wyraźnie się ożywia) to temu dziecku trzeba
nadać imię, a w tym celu należy udać się do Kościoła, gdyż Sakrament
Chrztu Św. jest niewątpliwie najważniejszym sakramentem, gdyż poprzez ten
sakrament następuje obmycie z grzechu pierworodnego i wstąpienie do wspólnoty
dzieci Bożych, której spotkania odbywają się co niedziela o godz.10.30 w
naszym kościele. Serdecznie zapraszamy…
TERA
JEM
Występują:
-
Dziwoląg – stwór z wypchanymi reklamówkami
-
Ekspedientka
D.- Dobry!
E. – Dzień dobry! W czym mogę
pani pomóc?
D. – Chciałam takie...chciałam
takie... chciałam takie...
E. – Tak?
D. – Nu tera to mi z głowy
wyleciało.
E. – Spokojnie, proszę się
zastanowić.
(Baba
przypomina sobie, że wzięła torby i zaczyna w nich grzebać, w końcu wyciąga
karteczkę i zaczyna ją uważnie oglądać, podsuwa ją sobie pod oczy i
odsuwa, w końcu zdaje sobie sprawę z tego, że nie widzi)
D. – Okulary! (znowu
zaczyna grzebać w torbach, znajduje okulary, zakłada i czyta) Terajem.
E. – Słucham?
D – Terajem dla żółwia.
E. – A, chodzi pani o terrarium.
D.- Terajem, syn mi tu wyraźnie
napisał.
E. – Proszę mi pokazać tę
karteczkę.
(babol podaje, ale zaraz wyrywa)
E. –
Terrarium, proszę pani. To się nazywa te ra rium. I jeśli chodzi o
terraria, to owszem, mamy. Proszę, pani pozwoli ze mną, ja pani zaprezentuję
takie przykładowe terrarium. (przechodzi do ostatniego
mikrofonu)
D. – Tylko
torby weznę.(bierze i podąża za ekspedientką)
E. – Proszę
spojrzeć, to jest takie przykładowe terrarium. (publiczność
jest przykładowym terrarium) Tu, u góry z lewej strony znajduje się oświetlenie
górne, w tym wypadku jest to żarówka 40-sto watowa, dno terrarium wyłożone
jest specjalnym podłożem, tutaj jest to mieszanina piasku i torfu. Z boku
znajduje się niewielki basen wodny, w którym pani żółw (babol
przerywa)
D. – A mój
żółw jest inny.
E. – Tak,
bo to jest wąż.
D. – Co?
E. – Wąż.
A tam rybka.
D. – Co?
E. –
Rybka.
D. – Jaka
rybka, co za rybka, co mi tu pani wciska, nie mam rybka, żółwia mam.
Nie, to syn ma żółwia, koledzy mu dali na imieniny (cos
zaczyna bredzić i nieco już zdenerwowana ekspedientka jej przerywa)
E. –
Dobrze, proszę pani, jaki to jest żółw?
D. –
Normalny, taki, co potrzebuje terrarium.
E. –
Dobrze, ale jaki on JEST?
D. –
Twardy. Ma skorupę.
E. – Proszę
pani, jajko też ma skorupę, a nie potrzebuje terrarium, tak?
D. – Tak.
E. – Proszę
mi powiedzieć jaki ten żółw jest duży.
D. – (strasznie
się głowi) No jak naleśnik.
E. – (zdruzgotana)
A może chociaż zna pani płeć tego żółwia?
D. – Co?
E. – No
czy to jest chłopczyk, czy dziewczynka?
D. – Żółw
to jest, a nie żaden chłopczyk i dziewczynka, żółw, co pani ze mnie głupka
robi?
E. – Proszę
pani, ja nie robię z pani żadnego głupka, ja usiłuje pani pomóc! Proszę mi
powiedzieć jaki ten żółw jest: wodny, stepowy, błotny, no jaki?!
D. – A, to
błotny. Błotny, bo jak go przynieśli, to padało. Patrzę, idzie, ręce w błotku,
nogi w błotku, głowa w błotku...(ekspedientka nie
wytrzymuje nerwowo i przerywa)
E. – W błotku,
w błotku! Ale jaka rasa?!!! (drze się)
D. – Jedna
rasa, ludzka rasa! (pokazuje victory i ucieka)
STARE
DZIEJE
(blackout, zapala się światło,
na scenie siedzą dwie jaskiniówy, jedna zakręca drugiej włosy na kości,
rozmawiają)
SKAMIELINA – ( kręcąc
loki Dzidce na kości) Wiesz, upolowałam dzisiaj kilo schabu.
Dzidka – Z kością, czy bez?
SKAMIELINA – Z kością.
Zrobię sobie nowe wałki.
(przychodzi Lianina)
Lianina – Cześć. A co wy się
tak stroicie?
SKAMIELINA – Dzisiaj
wieczorem parapetówa u Tarzana. Będzie moja ulubiona nalewka ze szpiku bizona
i pieczony udziec z mamuta.
Lianina – Ojej! Też bym poszła,
ale jak zwykle nie mam się w co ubrać.
Dzidka – Zerwij sobie jakąś
skórę z niedźwiedzia. Tyle ich się kręci koło jaskini. Pełna rozmiarówka.
SKAMIELINA – Na pewno
znajdziesz coś na siebie. Duże niedźwiedzice też są.
Lianina – A wy w czym
idziecie? Żebym się nie powtórzyła. Lubię wyglądać oryginalnie.
SKAMIELINA – Twoja wysunięta
szczęka już ci to gwarantuje. Nikt ci nie dorówna.
Dzidka – Ja idę we włochatej
wieczorowej sukni z mamuta, chociaż marzę o futrze z norek…
SKAMIELINA – A ja mam kusą
małą czarną z mamuciego jelita i sznur żółtych kłów na szyję.
Lianina – Dobra, to lecę coś
upolować. Muszę się pospieszyć, żeby kreacja wystygła do wieczora.
A…SKAMIELINA, pożycz swoją maczugę.
SKAMIELINA – Tylko nie połam,
jak ostatnio.
Lianina - Oddam ci nową
po pierwszym.
(Lianina
idzie na polowanie)
Dzidka – Widziałaś jak miała
ładnie owłosione nogi. Jak ona to robi?
SKAMIELINA – Ponoć smaruje
je jakimś gównem. (od tego skauwizytora, który wcisnął mi komplet tępych
dzid kuchennych)
Dzidka - A, ten…niezły
z niego dzikus. Ponoć będzie dzisiaj na imprezie.
SKAMIELINA – Nie mogę się
doczekać tego Tarzan-party…
Dzidka – Ja też. Słyszałam,
że odkąd Tarzan zszedł z drzewa, zrobił się bardzo nowoczesny i gust mu się
poprawił…
SKAMIELINA - Chyba głos
Jabadabadabadabadaduuuuuuuuuuuuu…Ponoć on ma przodków w Bawarii. Swoją drogą
mógłby zmienić już repertuar.…
Dzidka – Ponoć na dzisiaj
przygotował jakieś nowości. To ma być niespodzianka.
SKAMIELINA – Słyszałam, że
wyłupał na tę okazję salon w jaskini. I wszystko jest w skórze. Bardzo
nowocześnie to wygląda. A na ścianie ma kolorowe malowidło: „Bizony na
rykowisku”
Dzidka – Ale mi i tak jest
trochę żal, że epoka kamienia łupanego już się kończy. Coraz mniej
kamieni do łupania.
SKAMIELINA – No. Podobno niedługo
mają robić meble z drewna.
Dzidka – Co?! Prymitywy i tak
będą na nich piec mięso.
SKAMIELINA – Zrobisz mi
paznokcie u prawej ręki?
Dzidka – Yhm. (wali ja
kamieniem po palcach)
(wpada
zdyszana Lianina z niedźwiedziem na sobie i mufką)
Lianina – Na kły mamuta!!!
Ledwo zdążyłam! Zrobiłam sobie jeszcze mufkę z tygryska zablozębnego.
Jesteście gotowe?
Dzidka – Tylko weźmiemy
prezenty.
Lianina – Na bizoni placek!!!
Zapomniałam o prezencie!
SKAMIELINA – Nie przejmuj się.
Ja wezmę trzy tury.
ÓSMY
CUD ŚWIATA
Kiedy cię poznałam, miałeś 4 lata
Byłeś gruby, czerwony i rudy jak tata
Od pierwszego wejrzenia mi się spodobałeś
Najlepsze pomysły na zabawy miałeś
Sepleniłeś, boś miał mleczaka na przedzie
I bardzo dużo plułeś, najbardziej przy obiedzie
Po powrocie z przedszkola powiedziałam mamie
Że ja już mam męża i niech tak zostanie
Co nas połączyło-przykładów mam bez liku
Nie raz nam się zdarzyło zrobić w majtki siku
Albo zrobić kulkę z kozy i wetrzeć ją w dywan
Mało romantyczne, ale i tak bywa...
Nasze drogi się rozeszły na 24 lata
Ty zbladłeś i wychudłeś, ja gruba i pyzata
Bo za kilka miesięcy ja mama, ty tata
Wszystko nam się pozmieniało, ale jedno tylko trochę:
Już nie wcierasz kulek w dywan tylko w fotel.
WIĘŹNIARKI
Nowa – Proszę, wejdźcie, rozgośćcie się, to jest
nasza nowa sala zajęć. Dobrze. Moje panie, będę was od dzisiaj resocjalizować.
Sznyta – Co ty nie
powiesz?
Nowa – Zacznijmy może od tego, że się przedstawię.
Jestem doktor Barbara Lektor.
Żyleta –Cześć lala!(syczy do siebie)
Nowa – I tu się kłania Freud.
Razem – Dzień dobry! (kłania się)
Nowa – A jak pani godność?
Żyleta – W porzo. A co?
Nowa - Rozumiem. Ma pani jakieś imię, nazwisko...
Żyleta – Nazwisko mam po ciulu fest, bo po moim
starym. Żyleta! Po prostu Żyleta! Pasi ci?!
Nowa – Dobrze. A pani...
Sznyta – Jaka pani?! Mów
mi Sznyta, to mnie wyszczupla! (rechoczą)
Nowa – No to pierwsze koty za płoty.
Żyleta – Masz coś do nas?!
Nowa – To takie powiedzenie.
Żyleta – Kopsnij szluga na warę!
Nowa – Pani Żyletko. Jeśli
chodzi o sformułowanie: „Kopsnij szluga na warę”,
to pani nie może się tak zwracać do zdrowego społeczeństwa, ponieważ ono
pani nie zrozumie. Powinna pani poprosić: -Pani Barbaro, czy mogłaby mnie
pani poczęstować papierosem? Proszę, teraz pani.
Sznyta – (do Żylety,
która wybałuszyła oczy) No co się gapisz! Mów!
Żyleta – Pani Barbaro, czy może mnie pani poczęstować
szlugiem, bo mi się strasznie jarać chce!
Nowa – Trochę lepiej.
Żyleta – A co z tą fajką?
Nowa – Ja nie palę i nie mam papierosów.
Biedrona – To po cholerę
ta bajera?
Nowa – To był tylko hipotetyczny przykład.
Sznyta – Ta to ma grypserę.
Nowa –Grypsera to to, czym
tutaj się posługujecie. Wulgarne i
niezrozumiałe COŚ.
Sznyta – Pitolenie o
Szopenie.
Nowa- Samo słowo na „p” jest zrozumiałe i niestety
coraz częstsze w
użyciu. Ale ja w trosce o język,
nie będę
używała tego typu zwrotów.
Chyba, że coś wyprowadzi mnie z równowagi!!!
Dobrze. To była
resocjalizacja poprzez naukę, a teraz czas na
resocjalizacje poprzez zabawę.
Żyleta - Ja bym się z tobą zabawiła ty stikso
mała.
Nowa –
Zaraz się zabawimy pani Żyletko. Wybrałam dla was taka scenkę do
inscenizacji. Będziecie ją mogły pokazać swoim koleżankom z celi, jeśli
nadarzy się okazja.
Żyleta
– Dzień kobiet.
Nowa –
Na przykład. Proszę, oto teksty. Pani Żyleta gra Królewnę, pani Sznyta
Krasnala. Proszę wstać, czytamy.
Sznyta – Królewno, królewno,
uważaj, bo cię porwie smok. On poluje na dziewice.
Żyleta– Na co?!!! (brecht)
Nowa – Proszę trzymać się tekstu.
Sznyta – Na dziewice.
Żyleta– Przecież ja w życiu dziewicą nie byłam.
Sznyta – Przecież wiem!
Żyleta – Stara mnie rodziła to ja już dziewicą nie
byłam!
Nowa – (wpada w szał) SPOKÓJ! (łapie
Żyletę za włosy i z sykiem) POWIEDZIAŁAM
SPOKÓJ! JASNE?!!! CO JEST KURWA?! To ja tu sobie żyły
wypruwam, żeby jaśnie
panienki -a każda niewinna
-miały w tym pierdlu trochę kultury! Siedem lat na studiach! Panienki se
mordowały, a ja w czytelni kułam! Nie podoba się, to WYPIERDALAĆ rowy kopać!
(jadowicie)
Nowa – (schodząc) A poza tym. Co wy małe
wiecie o zabijaniu?
(zaciąga rękawy, na rękach
ma tatuaże i na brzuchu ośmiornicę namalowaną)
(schodzi po dżinglu: „To
jest Lucy, to Mary, a ta – ośmiornica-jest siostrą potwora”)
MINISTRANCI
Nasz ksiądz jest moim przyjacielem
Służę mu do mszy co niedzielę
Zawsze mnie wesprze dobrym słowem
Albo wypłaci kieszonkowe
Wprawdzie nieduże, lecz nie chcę więcej
Wystarczy mi te 6 tysięcy
Nasz ksiądz jest moim przyjacielem
Zawdzięczam księdzu bardzo wiele
Gdy się pokłócę z rodzicami
Mogę zamieszkać na plebani
Wypić, zapalić z kolegami
Pozwala, bo jest wyluzowany
Nasz ksiądz jest moim przyjacielem
Tyle mi daje, a chce tak niewiele
Ale coś za coś, nie jestem głupi
Już mi obiecał, że motor mi kupi
Pobędę przy nim w trudnych chwilach
Jak mi się znudzi, to dam dyla
Nasz ksiądz jest moim przyjacielem
Służę mu do mszy co niedzielę
Zawdzięczam księdzu bardzo wiele
Tyle mi daje, a chce tak niewiele
(Jak mi nie wyjdzie interes z solarium
Pójdę na księdza do seminarium)
Czasem mnie tylko nęka pytanie:
Czy ksiądz to zawód, czy powołanie?
STARSZY
BRAT
Kto mi alfabet do głowy pięścią kładł?
Starszy brat.
Kto mnie do pralki włożył i zamknął – na szczęście nie włączył –
jak miałam pięć lat?
Starszy brat.
Kto mnie za włosy ciągnął przez toksyczny świat?
Starszy brat.
Kto mi wycierał gile spod nosa przez tyle lat?
Starszy brat.
Kto mi wlał nie raz za krzyczenie „w pory nakichał”?
Michał.
Kto mnie wiertarką straszył ot tak?
Starszy brat.
Kto mi bez strachu dał poprowadzić swój pierwszy fiat?
Starszy brat.
Kto mi wyjaśnił co to jest VAT?
Akurat tata, ale o to samo spytał mój brat.
Albo pierwsza żona – kto tak głupio wpadł?
Mój starszy brat. Wpadł. On.
Teraz widzę, że więcej zysków jest niż strat:
przepisał na mnie swoją polisę.
Normalnie, wziął, poszedł i przepisał.
Bo mnie kocha.