NA PERONIE
- Jacek Janowicz, lato`99.
- Przepraszam, ten pociag o 16 juz
odjechal?
- Chyba 2 razy.
- A ostatni wagon?
- Nie wiem, nie zwrócilem uwagi...
zaraz, chyba byl jakis ostatni wagon.
- Wie pan, coraz mniej sie spazniam, ale
ciagle nie moge zdazyc.
- Chyba nie sadzil pan, ze caly sklad
bedzie czekac specjalnie na pana?
- A wie pan, bardzo na to liczylem.
- A dlaczegoz to niby?
- W koncu jestem na tej stacji
zawiadowca...(wchodzi trzeci)
- Przepraszam, ten do Suwalk to gdzie
jest?
- W Czarnej albo i dalej.
- A pan to kto? Konduktor?
- Gorzej... Maszynista... a pan, ja pana
gdzies widzialem...
- Ode mnie to z daleka. Ja jestem
kierownikiem skladu.
- Panowie, cos tu nie gra, jezeli my
wszyscy tu jestesmy, to jak ten pociag odjechal?
- Jak to jak? Po szynach.
- Nie o to chodzi... Wpadlismy. Wiecie
co, panowie, jak juz tak sie stalo to chodzmy na jednego.
- Zaraz! To nieladnie - trzech na
jednego.
- To co robimy?
- Pan tu jest kierownikiem.
- Dobra, drugi tor wolny?
- Wolny.
- To dawaj pan ten sygnal.
- Odjazd!
- To ja pociagne...
KLIENT NASZ PAN.
Jacek Janowicz, 28.05.98
Do baru wchodze dwie osoby (
kobieta i mezczyzna ). Naprzeciw wychodzi kelner.
- Dzien dobry panstwu, czym moge sluzyc?
- Dzien dobry, otwarte?
- Alez naturalnie, witam serdecznie.
Prosze wybrac stolik.
- Tu mozna?
- Klient nasz pan, prosze uprzejmie. Co
podac?
- Herbate moze, Stasiu, nie?
- Tak tak...
- Ziolowa, lisciasta, iglasta...(patrzy
na goscia)
- Tak, tak...
- Dwa razy.
- Sluze. Klient nasz pan. Z cukrem?
- Tak.
- I zeby byla slodka.
- W takim razie dodam cukru. Cukier z
Kruszwicy czy z Kurowa?
- Z Kurowa.
- Z Kurowa? (Kelner zdziwiony)
- Nooo... Klient Wasz pan...
- Aha, no tak... (kelner podaje
ksiazke) Strona 7-8 - prosze wybrac typ filizanki.
- ( przegladaja) Typ: czerwony.
- Klient nasz pan. Strona 9-10, który z
moich kucharzy ma zaparzyc herbatke?
- Ooo, nawet i kucharza wybierzemy... No
super... To moze pan Stasio.
- Przykro mi, pan Stasio nie zyje.
- Cos powaznego?
- Nie, umarl na lupiez.
- Cale szczescie... No to pan Wladzio.
- Panie Wladziu!
- Dzien dobry, bede panstwa obslugiwal.
- Dzien dobry, bedziemy obslugiwani przez
pana...
- Prosze wylosowac palnik... ( klienci
rzucaja kostka) i wybrac zapalke.
- Pal te!
- W takim razie ide podpalic gaz...
Idzie, nagle zawraca... A ha...
- Gaz? Propan - butan! (facet
zaciera rece) Tylko najpierw propan...
- Dobrze, zaraz... herbata iglasta ale
cukier z Kurowa? (wchodzi szef kuchni)
- O co chodzi?
- Cukier ma byc z Kurowa?
- Napisane... ( kucharz klania sie i
odchodzi ).
- Przepraszam, o co chodzi z tym cukrem?
- Bo widzi pan, im zamowienie
oryginalniejsze, tym drozsze.
Pan jako pierwszy klient w
historii poprosil o cukier z Kurowa.
- I pewnie go nie ma?
- Oczywiscie, ze jest.
- A gdyby nie bylo?
- Otrzymalby pan swa herbatke gratis.
- O... (chwila namyslu ) A czy
moge wybrac jakis oryginalny sposob podania herbaty?
- Tak, ale ryzykuje pan podwyzszeniem
ceny uslugi.
- Ale gdyby zyczenie okazalo sie
niewykonalne... razem ; - Herbatka gratis!
- (do kobiety ) Zaraz ich
zalatwimy... Poprosze niech mi herbate poda kucharz w czepku plywackim
i ciemnych okularach,
w spodniach z podwinietymi nogawkami...
- I moze ma jeszcze wesolo
pogwizdywac?
- O wlasnie... A najlepiej niech wejdzie
na rekach i herbatke przyniesie mi na tacy...
- Na rekach? To jak ma ja wniesc?
- Jak to jak? Niech wlozy sandalki
i na podeszwach... Hahaha...
- Rozumiem. (Odchodzi. Po chwili
wraca ) - Niestety, nie mamy sandalków na stanie.
- Hahaha! Nie bede zlosliwy,
moze wejsc w gumiakach... Hahahaha!
Kelner wychodzi, po chwili zza kulis
wchodzi na rekach pan Wladzio ze wszystkimi
detalami z zamówienia. Klient wypija
herbate i wstaje.
- Poprosze o rachunek.
- W jakiej walucie zyczy pan sobie
zaplacic?
- Pan chyba zartuje? W zlotych polskich.
- Sluze panu. (Podaje rachunek ).
- Co? 3 i pól tysiaca i jeszcze 3
zl?
- Juz panu tlumacze: 3 zl za herbatke,
drozej, bo cukier z Kurowa i 3500 za zrobienie
z pana Wladzia idioty.
- Ale ja nie dam zrobic z siebie idioty.
Wychodzimy.
- Najpierw pan zaplaci!
- Nie bede placic.
- Policja!
- O co chodzi obywatele?
- Ten pan nie chce zaplacic.
- Ten? Rączki! Ktory komisariat
zyczy pan sobie odwiedzic?
- Najtanszy.
- Sluze. Policjant wyprowadza klienta,
przed zejsciem mruga do widowni: Przestepca nasz pan.
"997 "
- tekst Jacek Janowicz - 06.12.98.
Magazyn
"997", dzien dobry panstwu. Dzis zajmiemy sie rekonstrukcja
napadu, którego sprawcy do dzis
nie sa znani i lubiani.
Liczymy, ze z panstwa pomoca zostana oni ujeci. Ale przejdzmy do
faktów.
Male
mieszkanie na 12 pietrze w centrum stolicy, okno wychodzace na Wawel.
Mieszka tu Eugenia P,
96-letnia staruszka. Schorowana i
samotna, od 7 lat nie wychodzi z domu. Swieze pieczywo
przychodzi w prenumeracie.
16 marca
wieczorem Eugenia P. ogladala jak zwykle Eurosport. Tymczasem za progiem czaili
sie juz
mordercy. Prawdopodobnie bylo ich trzech,
swiadczy o tym stopien zuzycia tlenu w mieszkaniu.
Ich akcja byla dokladnie przemyslana.
Zaopatrzeni byli oni w bilety tramwajowe sluzace do ucieczki oraz
falszywe odciski palców.
O
19.45 zapukali do drzwi. Nie bylo odzewu, wiec po kwadransie spróbowali
ponownie.
- Kto tam?
- Mordercy!
W rzeczywistosci odpowiedz
mogla byc inna, w rekonstrukcji oparlismy sie na typowych zachowaniach.
- Otwierac!
- Panowie byli umówieni?
- Nie, idziemy na zywiol.
- Bo zadzwonie na policje!
- O, nie radze!
- Dlaczego?
- Bo nas zlapia...
Eugenia P.
nie miala wyjscia. Zaczela lapczywie szukac kluczy. Nie mogac znalezc
plaskiej trzynastki,
otworzyla drzwi pilotem. Napastnicy
zaskoczeni odbezpieczyli lom i wbiegli do mieszkania.
Grozac
staruszce palcem spladrowali mieszkanie. Eugenia P. zaczela krzyczec.
Zaalarmowani sasiedzi
natychmiast opuscili niebezpieczny rejon.
Nie pozostawalo nic innego jak uprzedzic bieg wypadków.
Eugenia P.
wydobyla spod bielizny rewolwer typu "prawdziwy" i oddala
dwa strzaly ostrzegawcze.
Oba byly celne. Dwa trupy rzucily sie na
podloge. Tymczasem do mieszkania wszedl listonosz.
- Dzien dobry! Nie przeszkadzam?
- (trupy): Alez nie, prosimy.
- Telegram do pana Salcesona.
- To ja, ale ja mieszkam pietro wyzej.
- Uslyszalem strzaly, wiec pomyslalem:
"Pan Salceson z sasiedzka wizyta..."
- Przyszedlem pozyczyc cukru, ale tu
czestuja tylko olowiem. (listonosz wychodzi po doreczeniu telegramu).
Korzystajac z zamieszania starsza kobieta
zbiegla po schodach do windy. Kobieta biegla tylem,
aby zmylic trop, jednak jeden z mordercow
morderca nie dawal za wygrana, rzucil sie z okna w pogon i pobiegl
w przeciwnym kierunku. Jego slady
doprowadzily nas do Wisly. Sprawca usilowal przeplynac rzeke, jednak prad zniósl
cialo. W która strone, nie wiadomo.
Przedstawiamy
panstwu portret pamieciowy sprawcy. (w kominiarce)
Zdolalismy tez
uzyskac odciski palców napastnika. Moze ktos z panstwa dostrzeze na ulicy, w
autobusie,
u sasiada, podobne odciski palców.
Liczymy na panstwa pomoc.
Na koniec
informujemy, ze ze wzgledu na dobro sledztwa wszelkie nazwiska, inicjaly, daty,
nazwy miejscowosci i fakty
zostaly zmienione.
PAMIETNIK STUDENTA ZNALEZIONY
W ZSYPIE. tekst -
Jacek Janowicz, luty`93..
4 lipca
- Zdal ja na studia. Ot i zycie studenta prowadzic bede.
2 pazdz. - Mieszkanie
ja dostal w akademiku. Mieszkamy we trzech plus czterech
drugorocznych i dwóch dochodzacych. Na noc nas bedzie ze 11. Ciasnowato.
13 pazdz. - Doladowali jeszcze
trzech do pokoju.
16 pazdz. - Napisali my pismo do
pana rektora, ze jak doda jeszcze dwóch, to sie podusimy.
21 pazdz. - Przyszla odpowiedz od
pana rektora. Dodal dwóch.
28 pazdz. - Nad ranem ten nade mna
powiedzial, zebym obudzil tego pode mna, bo ten pod nim idzie na 6.00 do
kosciola.
Od dzis bedziemy spac tak, zeby ci, którzy pierwsi wstaja spali na
wierzchu.
4 listop. - Dzis
spalem do 11.00, bo ten nade mna byl po imprezie i musial sie wyspac.
9 listop. -
Piatek. Dzis spalem pod spodem. O 4.00 rano stracilem przytomnosc. Wszyscy
porozjezdzali sie do domu,
mnie obudzili dopiero w poniedzialek rano.
15 listop. - Przyszedl list z
domu. Pytaja czemu nie przyjechalem na wesele brata. Przeciez nie napisze,
ze lezalem bez czucia na podlodze. Napisalem, ze zlamalem noge.
16 listop. - Zlamalem noge.
29 listop. - Kujemy.
30 listop. - Kujemy.
2 grudnia - Przekulismy sie
do pokoju dziewczat.
7 stycznia - Wczoraj przyszla do mnie
Kaska. Bylo fajnie. Ogladalismy Panorame.
18 stycz. - Imieniny Goski.
19 stycz. - Urodziny Zbycha.
Jutro impreza u Bolka. Nie wiem, czy wytrzymam.
20 luty
- Oblewam oblany egzamin.
4 kwiet. -
Wyrzucili mnie z akademika. Wieczorem wrócilem przez okno. Koledzy sie
ucieszyli.
Aktualna data - Wystep w ........ . Robie
z siebie durnia.
ZMIANA CZASU.
- Jacek Janowicz, 99.11.14.
Trzej mafioso siedza przy stoliku.
Jeden z nich przestawia zegarek.
- Jak wiosna baranie bylo do przodu, to
teraz do tylu...
- No, z trzeciej na druga i dodajemy
godzine.
- Nie, jak przestawiamy to juz nie
dodajemy.
- Ale spimy o godzine dluzej.
- A ja juz przestawilem.
- To Ty bedziesz spac tyle samo.
- Ale uwazaj, bo jak przestawisz
odwrotnie i dodasz niepotrzebnie godzine to bedziesz spac 2 godziny krócej
a wstaniesz i tak o tej
samej porze.
- Ale wtedy poloze sie wczesniej.
- To nie zasniesz.
- Czekaj czekaj, jezeli rano lece do
Kalifornii, na granicy jestem godzine do tylu, spie dwie godziny dluzej,
na granicy cofam o trzy, bo to
inna strefa a samolot przyleci o czasie, to jestem o godzine wczesniej, niz
pilot,
który przestawi czas planowo.
- A jezeli on przestawi teraz?
- Proste. Wyleci wczesniej, bo bedzie do
przodu a przylecimy razem, chyba, ze ja nie przestawie zegarka
przed granica.
- Wtedy na granicy wyskoczysz?
- Nie, spóznie sie na samolot, chyba, ze
pilot nie przestawi zegarka przed trzecia.
- No to przestaw teraz od razu o 3
godziny, zeby zdazyc na samolot a nad granica bedziesz mial czas wolny.
- O. K. ale wtedy ladowanie wypadnie mi
przed startem.
- Starego czy nowego czasu?
- To zalezy od pilota.
- Chwilunia, o której jest start?
- To zalezy od tego, kiedy przestawie
czas.
- I w która strone.
- Sluchajcie, nie komplikujcie. Jezeli po
naszej zmianie starego czasu sa jeszcze dwie godziny czasu
do zmiany czasu na nowy czas w
Kaliforni, to my przestawiajac czas o godzine do tylu na dwie godziny
do przodu wzgledem ich starego
czasu, mamy jeszcze godzine czasu zeby w razie braku czasu na przestawienie
czasu na czas nowy przed granica,
miec dwie godziny czasu za granica na wyrównanie czasu przelotu
a to jest kupa czasu.
KSIADZ ROBAK
- Jacek Janowicz, 14.11.2000.
- Nazywam sie Robak. Ksiadz Robak. Czy
mi dane
Bedzie dzis sie spotkac z
przewielebnym plebanem?
- Niech ksiadz zaczeka chwilke, ja do
salonika
Zajrze, czy przewielebny skonczyl
grac w remika.
- Pleban czekac nakazal - wlasnie
wyszedl z wanny.
- Cóz to za gosc wieczorny? - Jestem,
ksieze, ranny.
- Ranny? Toz to ksiadz Robak! Czy mnie
wzrok nie myli?
Takich rannych gosci co dzien bysmy
zyczyli.
- Chce sie z ksiedzem rozmówic... -
Slucham Cie uwaznie...
- Jam jest Boguslaw Linda... - Na Boga,
powaznie?
- Ten, co kazdym swym wejsciem na
ekrany sprawial,
Ze kwadracik czerwony w rogu sie pojawial?
Ten, który w kazdym filmie krwia swe
rece brudzil
Który w "Zabij mnie glino"
skrzywdzil tylu ludzi?
- Tak. Czy móglby mnie proboszcz
teraz wyspowiadac?
- Ciebie, odstepco? Nie chce mi sie z
toba gadac...
Lecz musze...Taka rola kaplanskiego ucha
Ze nie tylko madrych, lecz czesciej
glupich slucha.
- Gdy zagralem swa role w "Czlowieku
z zelaza"
Radosc jakowas dzika, doslownie ekstaza
Mnie dopadla... Gralem potem w filmie
niejednem
Az woda sodowa... W koncu na
"Psy" zszedlem...
- Wiec pijanstwo, przeklenstwa,
lozkowe swawole
Bracie... - Wypelnialem tylko rezysera
wole...
- Lecz Tys ja wykonywal z rozkosza, bez
musu,
Dla próznosci! - Dla dzieci! - Dla kasy!
- Dla ZUS-u...
- I zeby na tym koniec, lecz ci bylo
malo
Bo Tobie jeszcze "Psy II"
krecic sie zachcialo...
- Popadlem wnet w nalogi, nawet bralem
trochu
A ja jako Robak znam sie dobrze na
prochu.
Po dzialce czulem w sobie jakies moce
dziwne
Sam chcialem grac wszystkie role - nawet
pozytywne.
- Dobry przyklad masz dawac, cózes,
bracie na to,
By za pokute zagrac w nowym filmie:
"Tato"?
- Nie zdaze... - A wiec tchórzysz? - Ja
umre tej nocy.
- Co, bracie? Sztachniesz skreta i
nabierzesz mocy...
Rana zle opatrzona? Zaraz po
doktora...
W apteczce jest ten, jak on... - Bracie,
juz nie pora.
Mialem strzal dawniejszy gdy w
"Psach" byla scena
Jak mnie Pazura drasnal... A teraz -
gangrena.
Bylo to chyba w Rosji, nie mialem
roamingu,
Ale tchórzem nie jestem, nie uciekam z
ringu
Jak niedawno nasz bokser... pamietna
sobota...
- Koncz wasc, wstydu oszczedz... Jam jest
Andrzej Golota...
POLICJANT.
tekst Jacek Janowicz, 20 maja 1998.
Prosze panstwa, chcialbym zdementowac kilka
nieprawdziwych stereotypow o policjantach.
Mowia, ze policjanci sa tepi i
niewyksztalceni. Ja tez nie jestem alfa i gameta, ale gdyby jakis glupek
powiedzial, ze jestem tepy, to bym mu... to nic bym mu nie zrobil, bo przepisy
mowia, ze policjant nie ma
prawa bic madrzejszego od siebie.
Mówia, ze policjanci sa brutalni.
Nieprawda! No, moze czasami, ale tylko wtedy, gdy paluja.
Na co dzien sa bardzo delikatni. Czy ktos widzial, zeby policjanci bili sie
miedzy soba idac w patrolu?
Mowia, ze Policja nie chroni
obywateli i sa oni bezbronni. A czy panstwo wiedza, ze na kazdego
Polaka przypadaja dzis po dwa kije bejsbolowe? Oczywiscie na głowe. Nie znamy
tylko dnia ni godziny.
I tu sie zaczyna nasze zadanie, bo my
jestesmy od tego, zeby zagwarantować kazdemu Polakowi
bezpieczne wykonywanie swego zawodu czy powolania. Niewazne czy to jest Górnik
czy Legia, wazne by
kazdy kibic mogl bezpiecznie dojechac do domu. Bo trzeba spojrzec na kibica z
innej strony. Dzisiejszy kibic
jest bardziej ludzki, on nie bije przypadkowych przechodniow, ale demoluje
pociagi. I za to powinnismy byc
mu wdzieczni.
Ale problem kibicow to pikus, bo
mecze sa raz na tydzien. O wiele gorszy jest porzadek! Porzadek jest
bardzo niebezpieczny bo porzadku trzeba ciagle pilnowac! Dzien czy noc, piatek
czy swiatek a porzadku
trzeba strzec. Tysiace policjantow w Polsce nie maja czasu zajmowac sie
przestepcami bo musza pilnowac
porzadku! Tak nie moze byc! Niech spoleczenstwo samo zacznie pilnowac
porzadku. I my to teraz zastosujemy.
Ja nie chcę straszyc, ale bede. Osoby nie przestrzegajace porzadku beda pociągniete
do... radiowozu.
Kolejny problem. Mowia, że policja nie
chce isc z duchem czasu, a jak to zrobic, skoro 80% funkcjonariuszy
nie wierzy w duchy?
Ale sprzet mamy wbrew opinii dobry, tu dla
przykladu np. gwizdek firmy Fajlips... (gwizdze) Niezly, co?
Pierwsza klasa. (wchodzi przelozony)
- Sierzancie Palkiewicz, zadam wam pytanie retoryczne, czy to wy gwizdaliscie?
- My!
- Regulamin znacie?
- Znam. Z widzenia.
- A wiec wiecie, że gwizdka uzywac wolno tylko w obronie wlasnej...
- Melduje ze gwizdka bojowego mozna uzywac tylko w sytuacji zagrozenia zycia
smiercia zas w przypadku jego
uzycia gwizdnac ostrzegawczo w powietrze a dopiero potem gwizdac
napastnikowi do ucha.
- A gdzie Wy tu widzicie napastnika?
- Melduje, ze odczuwam brak napastnika.
- A więc uzyliscie gwizdka bez potrzeby?
- Melduje, że czulem potrzebe wewnetrzna uzycia gwizdka.
- Wiecie gdzie mozecie wsadzic wasza wewnetrzna potrzebe?
- Nie.
- No to migiem sprawdzic w regulaminie... (policjant wybiega)
- (do publicznosci) A wy co? Rozejsc sie bo zawolam policje!
GINEKOLOG. -
Jacek Janowicz, 02.01.2003
- Dzień dobry. Pan jest
ginekologiem?
- Jeszcze nie, do południa pracuję jako chirurg.
- To ja poczekam.
- Proszę. (milczą) W międzyczasie mogę panią zoperować.
- Nie, dziękuję.
- Nie nalegam. (milczenie) Kawa, herbata?
- Herbata. (doktor rzuca paczkę, pacjentka wkłada do kieszeni. odzywa się
melodyjka).
- Już jestem ginekologiem, słucham.
- Próbuję się z panem spotkać od trzech dni.
- To trzeba dzwonić!
- Czy może mi pan dać swój telefon?
- Proszę. (podaje aparat).
- Dziękuję. (dzwoni) Pana numer jest zajęty.
- Pewnie właśnie z kimś rozmawiam. Proszę spróbować na stacjonarny.
- Racja.
- Dzwoni pani z tego, będzie taniej.
- Dziękuję. (dzwoni ze stacjonarnego) Również zajęty.
- Może źle odłożyłem słuchawkę. Chwileczkę. O, w ogóle nie jest odłożona.
Proszę teraz. (kobieta dzwoni,
odzywa się komórka) Przepraszam. Ginekolog słucham?
- Dzień dobry. Panie doktorze, mam problem. Chyba jestem w ciąży.
- Z kim?
- No... z dzieckiem.
- Fiuu. (gwiżdże) To rzeczywiście problem. - Ile ma lat?
- Kto?
- To dziecko.
- Jakie dziecko?
- To, z którym pani zaszła w ciążę.
- No jak to?
- Pytam ile lat ma tatuś?
- A, tatuś? 72.
- I nazywa go pani dzieckiem?
- Dziecko jest tu.
- A tatuś?
- Tatuś jest w domu ze swoją żoną.
- Więc tatuś dziecka jest żonaty... A pani?
- Ja jestem jego córką ale co to ma wspólnego z moim dzieckiem?
- Chce mi pani powiedzieć, że jest pani w ciąży z własnym ojcem?
- Nie, a tatuś jest już jest praktycznie dziadkiem.
- Proszę jaki chojrak... Ile ma lat?
- 72.
- Nie powie mi pani chyba, że pani ojciec i dziadek mają po tyle samo lat?
- Przecież to niemożliwe. Panie doktorze, a co ze mną?
- Chyba że to bliźniaki.
- Bliźniaki? Nie daj Boże, tego bym nie wytrzymała.
- Teraz już i tak nic nie zrobimy. Proszę zadzwonić jak w tej sprawie urodzi
się coś nowego. No. (do pacjentki) Słucham panią.
- Panie doktorze, mam problem, chyba jestem w ciąży.
- Tak? Z kim?
- Jak to z kim? Z dzieckiem.
- (do siebie) A to łotr... Pewnie ten sam.
- Konsultowałam się z lekarzem, podejrzewa, że to mogą być bliźniaki.
- Sprawa jest mi znana. Pani zna ojca dziecka?
- Znam ojca jednego dziecka ale jeżeli to będą bliźniaki to ja nie wiem kto
jest ojcem drugiego.
- Ale ja wiem - jeden z nich jest ojcem drugiego!
- Panie doktorze, co pan!
- To nie jest sprawa dla ginekologa.
- A dla kogo?
- Dla mnie. Od 13.00 jestem detektywem.
- To ja poczekam.
- Nie ma potrzeby. Włożę kapelusz nie zdejmując rękawiczek. Czy zna pani
swoje drzewo ginekologiczne?
- Tak. Mój ród jest bardzo stary. Mój stary nazywa się Ruud.
- O Holender. A Erazm z Rotterdamu to też pani rodzina?
- On jest z innego drzewa, ale z tego samego lasu.
- Rozumiem. Czy ktoś w rodzinie zachowywał się jakoś dziwnie?
- Największym dziwakiem był mój praojciec, jaskiniowiec, ale w tamtych
czasach wszyscy ludzie byli pierwotnięci.
- Czy jeszcze ktoś z rodziny był nienormalny?
- Moja prababka miała zły horoskop. Urodziła się na początku czerwca, więc
była lekko bliźnięta.
- Czy coś jeszcze?
- Nie przypominam sobie.
- Obawiam się, że trzeba będzie wyciąć pani kilka genów.
- Kiedy?
- Natychmiast. Każdy dzień pogarsza sytuację. Co pani robi dziś
wieczorem?
- Yyyy... Chyba nic.
- O, to może wybierzemy się do mnie na kolację przy świecach?
- O, jaki pan romantyczny...
- A gdzie tam... Od dwóch dni nie mam prądu.
K-2 - Jacek Janowicz,
16.02.2003
Oto opowieść o wielkiej zimowej wyprawie na K-2. Nadeszła godziona zero.
Około północy bohaterowie przystąpili do końcowego szturmu.
- Halo, tu Baza, jak mnie słyszycie?
- Tu Obóz III, słyszymy was dobrze.
- Gdzie jesteście?
- Jakieś 5 tysięcy metrów od Bazy. Mamy tu przystanek.
- Macie żywność?
- Nie.
- W takim razie czekajcie.
- Zrozumiałem, będziemy czekać.
- Czy widzicie stamtąd obiekt?
- Obiekt jest niedostępny.
- Co? Taka zła pogoda?
- Nie, niedostępny z powodu tłoku.
- Dlatego zdobywamy go nocą.
- Zrozumiałem.
- Czy wszyscy są zdrowi?
- Na razie tak. Halo Baza, czy dajecie nam jakieś szanse w taki chłód?
- Daliśmy Wam przecież 12%.
- Rzeczywiście, przeoczyliśmy, nasza wina.
- Nie ma sprawy.
- Dziękujemy. Wasze zdrowie.
- Nasze również w porządku. Czy ktoś atakuje obiekt?
- Tak, mamy człowieka pod K-2.
- Jakie ma szanse?
- Miał 40%, potem mówił coś o 5, 7%.
- To chyba jasne. Macie z nim łączność?
- Spróbujemy.
- Jak się połączycie, upewnijcie się, czy nie zapomniał butli.
- Zrozumiałem. Halo Wacek, halo Wacek!
- Tu Wacek, odbiór.
- Mówi Obóz III, jak daleko masz do K-2?
- Właśnie wchodzę.
- Jak poręcze?
- Dziękuję, poręcze dobrze zamocowane.
- Masz butle?
- Tak, mam.
- Jaka pogoda pod K-2?
- Straszny mróz. Mam pytanie, mogę mieć zamrożone nogi...
- Nie pytam o zdrowie, ale o pogodę.
- Wiatr jest bardzo silny.
- Rozumiem, masz jakąś żywność?
- Mam kurcze nogi zamarznięte na kość...
- Nie pytam o zdrowie, pytam, czy masz coś do jedzenia?
- Mam kurczę zamrożone nogi, ale nie wiem jak się je przyrządza.
- Odgrzewa się na patelni i dodaje sosu. Jak się czujesz?
- Dobrze, wszystko w porządku.
- Kiedy zamierzasz wracać?
- Zaraz po wykonaniu zadania.
- Potrzebujesz tragarzy?
- Nie, dam sobie radę.
- Dobra Wacek, czekamy. Zdawaj butelki, kupuj te mrożone kurcze nogi i wracaj
do Bazy.
- Zrozumiałem.
- K-2. Najlepszy sklep całodobowy na naszym osiedlu.